<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832</id><updated>2011-09-28T17:42:38.838-07:00</updated><category term='żydzi'/><category term='metaferejn'/><category term='osiecka'/><category term='himmler'/><category term='głupota'/><category term='prawica skrajna'/><category term='polityka'/><category term='troll'/><category term='cebularz szczeciński'/><category term='lechu'/><category term='heine'/><category term='ostatnie słowa'/><category term='leszek'/><category term='marks'/><title type='text'>Coś tu trzeba wpisać.</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>75</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-729568450700612016</id><published>2011-04-22T10:48:00.001-07:00</published><updated>2011-04-22T11:50:15.674-07:00</updated><title type='text'>Syndrom skończonej zabawy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-0nFdgVsr-vg/TbHM6u23SzI/AAAAAAAABak/UFrN9QW7O80/s1600/FPS.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 164px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-0nFdgVsr-vg/TbHM6u23SzI/AAAAAAAABak/UFrN9QW7O80/s200/FPS.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5598481121180863282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie ma się co łudzić. Pięć lat studiów na polskiej uczelni nie stanowi żadnej gwarancji, że odniosę sukces w dziedzinie, którą się zajmuję. Nie zostanę wybitnym psychologiem, moje artykuły nie będą publikowane w prestiżowych czasopismach i nie będzie się o mnie nigdy mówić: oto Darwin psychologii!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie myślcie jednak, że fakt ten jest w stanie pozbawić mnie motywacji. Jeśli świat nauki jest przede mną zamknięty, nie zostaje mi nic innego, niż zająć się tak zwaną wiedzą potoczną, która jest starszą i głupszą siostrą wiedzy naukowej (głupszą, ale jednocześnie bogatszą o coś, co zwie się zdrowym chłopskim rozumem). Mam zamiar przedstawić Wam zjawisko, które zaobserwowałem już bardzo dawno i które od tego czasu stanowi ważny obiekt mojej refleksji.  Zjawiskiem tym jest syndrom skończonej zabawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odłóżcie jednak na bok pierwsze skojarzenia, jakie przyszły Wam w tym momencie do głowy: prawie na pewno są mylne. Syndrom ten (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;z ang. Finished Play Syndrome - FPS&lt;/span&gt;) nie ma wiele wspólnego z uczuciem, jakie towarzyszy nam, gdy kończymy samotną grę w kręgle. Zjawisko to ma bowiem bardzo silne konotacje społeczne i nie zachodzi w przypadkach, gdy człowiek bawi się coś samotnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze, ale czym zatem jest FPS? Jest to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;zespół przykrych myśli, jakie towarzyszą człowiekowi bawiącemu się w zabawę wymagającą udziału osób trzecich w momencie, gdy osoby te (wszystkie, lub nawet bardziej - ich część) przestają się skupiać na zabawie i zaczynają zajmować czymś innym.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak brzmi definicja, teraz posłużmy się przykładem. Wyobraźcie sobie, że jesteście jeszcze dziećmi. Przyszli do Was starsi kuzyni i zaproponowali grę w Monopoly. Gracie sobie w najlepsze, jest wesoło i tak Wam miło, że ktoś poświęca Wam swój czas i uwagę. Nagle wchodzi kuzynka i pokazuje kuzynom ostatni numer Vogue'a. I tak powoli tracą oni zainteresowanie zabawą, przesuwają pinki już tylko od niechcenia, a w końcu mówią "no, dokończymy kiedy indziej", pozostawiając Was samych z uczuciem Skończonej Zabawy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uważny czytelnik zapyta: czemu mowa była akurat o starszych kuzynach? Bo na ogół czujemy się dumni, że ktoś starszy od nas poświęca nam swój czas. Im bardziej prestiżowa jest dla nas osoba, która się nami zajmuje, tym silniejsze są objawy FPS. Myślę, że mogę tu posunąć się do sformułowania Pierwszego Potocznego Prawa Kosteckiego: subiektywnie odczuwany prestiż bawiących się jest funkcją nasilenia się FPS (albo odwrotnie, bo nigdy nie wiem, co jest funkcją czego we wzorach):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;f(x) = Px, gdzie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;x - nasilenie FPS&lt;br /&gt;P - subiektywnie odczuwany prestiż bawiących się&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalsze badania będą miały na celu wykazanie, czy poszczególne prestiże bawiących sumują się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojęcie to sformułowałem w czasach, gdy FPS zdarzał się jeszcze często w moim życiu. Szybko jednak przekonałem się, że uczucie to nie zanikło wraz z wiekiem i pojawia się nadal, tym razem jednak w innych okolicznościach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;FPS obserwuje u siebie np wtedy, gdy wracam ze studiów do swojego rodzinnego miasta. Gdy pobędę tam dzień, dwa wracają wspomnienia z czasów licealnych i wcześniejszych i po jakimś czasie mam wrażenie, że nie skończyłem jeszcze liceum i nagle czuję potrzebę spotkania się ze swoimi starymi znajomymi. Wtedy jednak zdaję sobie sprawę, że wszyscy już dawno rozjechali się po świecie (czyli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;przestali grać w grę, którą graliśmy razem jeszcze niedawno&lt;/span&gt;) i dopada mnie bardzo silna, wyjątkowo smutna forma Syndromu. Można zatem sądzić, że skończona zabawa może przybierać rozmaite formy i - być może - jest w jakiś sposób spokrewniona z odczuwaną przez wielu ludzi (i przez wielu opisywaną) niemożliwością powrotu do przeszłości (np. krainy dzieciństwa), którą określam roboczo jako Syndrom Konwickiego i którą to przypadłość opiszę kiedy indziej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-729568450700612016?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/729568450700612016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2011/04/syndrom-skonczonej-zabawy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/729568450700612016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/729568450700612016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2011/04/syndrom-skonczonej-zabawy.html' title='Syndrom skończonej zabawy'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-0nFdgVsr-vg/TbHM6u23SzI/AAAAAAAABak/UFrN9QW7O80/s72-c/FPS.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1750485056973150226</id><published>2011-03-17T15:07:00.000-07:00</published><updated>2011-03-17T15:49:36.542-07:00</updated><title type='text'>Jestem chory na wszystko</title><content type='html'>Pączki są smutne. Do tego wniosku doszedłem dziś rano, mijając sklep Bliklego na Nowym Świecie. Przez wypolerowaną szybę patrzyły na mnie rzędy miedzianorudych, posypanych pudrem niczym szczyty himalajów śniegiem, wyjątkowo ponurych pączków. Zaraz, zaraz, co to za głupoty - oburzy się czytelnik i zniesmaczony zakręci opadające loki wskazującym palcem lewej ręki. Ano - odpowiem - życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie. Kiedy indziej wracałem po zajęciach do domu, zmęczony i wygłodniały, starając się wepchać do przepełnionego autobusu. Jedna z kobiet, która moim kosztem utraciła część zajętej podłogi, rzuciła mi tonem pełnym pretensji: niech się pan nie pcha. NIECH SIĘ PAN NIE PCHA! Przeczytajcie to jeszcze raz uważnie: NIECH SIĘ PAN NIE PCHA! I w różnych kombinacjach: NIECH PAN SIĘ PCHA NIE, NIE PAN SIĘ NIECH PCHA, PCHA PAN NIE NIECH SIĘ! Babo - pomyślałem sobie - stara, głupia, obleśna babo, ohydna, gruba, stara, kłótliwa, obrzydliwa BABO - sama codziennie pchasz swój tłusty zad do autobusu, nie patrząc na innych, a nawet jeśli nie pchasz swojego tłustego zada do autobusu, to obgadujesz sąsiadki, podjadasz mężowi bagietki albo po prostu siedzisz przed telewizorem i oglądasz swoje głupie seriale zamiast ratować świat, świat, który obdziera ze skóry kotki i tłucze wazy z dynastii Ming.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pączki patrzą smutne zza szyby, mijam je, one mijają mnie, my mijamy się, baba jest naprawdę gruba i naprawdę odpowiedziałbym jej coś bezczelnego, ale jestem dobry i kulturalny; i nie chcę robić większej przykrości pączkom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo: odzywa się do mnie na Fejsie jakieś ledwie znane dziewczę, odzywa się i od razu zaczyna mówić o rzeczach wielkich, o literaturze, o sztuce, o moralności i religii. Doceniam, doceniam ludzi mądrych, lubię sztukę, czytam to i owo, ale czemu, do diabła, piszą do mnie ledwie znane dziewczyny po to tylko, żeby pokazać mi, że odróżniają Moneta od Maneta, że głęboko przeżywają dzieła znanych malarzy i że mają na ten temat poglądy. Ale co mi po ich poglądach, co mi po Kierkegaardzie, Mandelsztamie, Grecie Garbo, gdy ja, JA, MATEUSZ, mam ochotę na BUŁKĘ Z SALAMI! Zwykłym, sztucznym SALAMI Z CARREFOURA! Obejdę się bez świetlistych sonetów, magdalenek z lipą, ale dajcie mi zjeść tę pieprzoną BUŁKĘ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pączki, pączki, do domu!&lt;br /&gt;- Boimy się!&lt;br /&gt;- Czego?&lt;br /&gt;- Wilka złego!&lt;br /&gt;- A gdzie on jest?&lt;br /&gt;- Za górami, za lasami, ostrzy zęby nożycami!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za wcześnie porzuciłem moją babę z autobusu, jeszcze nie powiedziałem wszystkiego: otóż myślę o Tobie, babo, obleśna, gruba babo, z najwyższą pogardą! I gardzę wami wszystkimi, o brudni, śmierdzący, głupi ludzie z tramwajów i autobusów, brzydzę się wami, nie obchodzicie mnie, dlatego wpycham się bezczelnie, żeby zająć sobie siedzenie i patrzeć, jak stoicie, w swoich szaliczkach, płaszczykach i okularach spod sztampy, jak stoicie i jak bolą was wasze ohydne nogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pączek nie może ukryć twarzy w dłoniach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mówię: DOSYĆ! DOSYĆ UDAWANIA! Koniec bycia miłym. Będę się wpychał, odpowiadał chamstwem na każde chamstwo, nie będę się krył ze swoim egoizmem, bo jestem egoistą, myślę tylko o sobie i o swoim miejscu w autobusie, będę wsiadał nawet, choćbym miał wypchnąć obleśną babę na deszcz i słotę, koniec! KONIEC! Koniec bycia miłym!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjadłem pączka. Już mi lepiej. Już jestem spokojny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1750485056973150226?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1750485056973150226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2011/03/jestem-chory-na-wszystko.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1750485056973150226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1750485056973150226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2011/03/jestem-chory-na-wszystko.html' title='Jestem chory na wszystko'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2637703473289030870</id><published>2011-02-02T15:17:00.000-08:00</published><updated>2011-02-02T15:29:08.721-08:00</updated><title type='text'>Dziesięć porad dla piszącego humanisty</title><content type='html'>1. Słowo takie jak „nietzscheańskie” jest słowem zbyt długim; jest ponadto słowem sztucznym, trudnym i nic nie mówiącym szerokim  kręgom naszych czytelników, powinniśmy zatem obejść się bez niego. Na podobną banicję z granic naszych tekstów wskazać musimy także wszystkie wyrazy, których nie zrozumiałoby sześcioletnie dziecko. Będziemy wyrażać się w sposób czytelny i jednoznaczny, tak, jak tego wymaga zwyczajna przyzwoitość.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;2. Wierzymy, że czytelnicy potrafią doskonale odnajdywać informacje. Nie będziemy zatem streszczać im swoich lektur, choćby wydawały się nam one godne uwagi. Najprawdopodobniej bowiem jest zupełnie odwrotnie, a jedynym, co pcha nas do wielostronicowych rozważań jest własny snobizm i chęć zaimponowania.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;3. Świat w postaci zastanej jest wystarczająco ciekawy. Nie musimy udziwniać go ponad miarę i tworzyć dwudziestostronicowych wywodów o nieodpartej magii krzesła.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;4. Jesteśmy zdrowi. Nie mamy porażenia mózgowego, stwardnienia rozsianego ani żadnej innej ciężkiej choroby. Stać nas na studia. Wdzięczność wymagała by, by nie czynić świata gorszego, niż jest w istocie - dlatego też ani słowem nie napomkniemy o ciężarze egzystencji, o którym w istocie mamy pojęcia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4,5. I na pewno mamy kolegów, więc darujmy sobie nudne wywody o samotności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5.  Z dwóch zdań o tej samej treści zawsze wybierzemy najprostsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Pisarze, filozofowie i mędrcy są fajni, ale najpewniej od dłuższego czasu nie żyją i myśleć za nas nie będą. Dlatego też oszczędnie posługujemy się cytatami, złotymi myślami i całym tałatajstwem rodem z cudzysłowów i nawiasów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Nie tworzymy jednak własnych systemów filozoficznych; wszystko już dawno zostało wymyślone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Humor też.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Naprawdę warto pomyśleć o przyszłości - http://tinyurl.com/69v5vuo&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2637703473289030870?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2637703473289030870/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2011/02/dziesiec-porad-dla-piszacego-humanisty.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2637703473289030870'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2637703473289030870'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2011/02/dziesiec-porad-dla-piszacego-humanisty.html' title='Dziesięć porad dla piszącego humanisty'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-8250623696634071649</id><published>2011-01-13T12:42:00.000-08:00</published><updated>2011-01-13T12:50:19.644-08:00</updated><title type='text'>Do Pana Premiera Rosji, Władimira Władimirowicza Putina</title><content type='html'>Warszawa,   13.01.1011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochany panie Putin!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Na wstępie muszę zaznaczyć, że ja bardzo Pana lubię. Ja wiem, że dużo złych ludzi pluje na Pana i nazywa mordercą i ogólnie złym człowiekiem, ale Pan ich nie słucha i niech pamięta, że są ludzie, tacy jak ja, którzy wiedzą, że Pan ma dobre serduszko i kocha wszystkie dzieci. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Kiedyś oglądałem taki film w telewizji o Panu i mówił Pan tam, że nie wie, co jest za oknem Pańskiego gabinetu, bo nigdy nie odsłaniał Pan zasłon. I ja myślę, że to bardzo dobrze! Świat jest dziś pełen zła, a na ulicach króluje przemoc i nierząd. I ja myślę, że wrażliwe serduszko Pana Premiera by to źle zniosło, gdyby zobaczyło, jak bardzo jest niedobrze, i musiałby Pan brać tabletki, jak mój dziadzio, a przecież Pan musi być silny i zdrowy, żeby rządzić tak wspaniałym krajem jak Rosja.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nigdy nie byłem w Rosji, ale dużo czytałem o tym państwie i czasami żałuję, że nie jestem Rosjaninem. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Często o Panu myślę, zwłaszcza, gdy wstaję rano. Nigdy nie chce mi się wstawać i chętnie bym został w łóżku, ale wtedy myślę sobie, że Pan codziennie wstaje bardzo wcześnie, by móc jak najdłużej służyć swojemu krajowi, i wtedy chcę być taki, jak Pan i dzielnie się podnoszę. Mam nadzieję, że jest Pan choć trochę ze mnie dumny. I moja dziewczyna Kasia też sobie tak myśli zawsze i kazała mi to dopisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie tylko rano o Panu myślę, czasami, gdy jest mi bardzo trudno i mam dużo nauki, to chciałbym już zrezygnować i się poddać, ale właśnie wtedy coś mi tak w głowie świta, że Pan by się nie poddał. I że Pan też musiał się pewnie dużo uczyć i dzięki temu tak daleko Pan zaszedł, i to dodaje mi siły i jest mi lepiej. Ostatnio wyciąłem sobie Pana zdjęcie z Gazety Wyborczej, jest małe i niewyraźne, ale ma Pan tam takie mądre i szlachetne spojrzenie, że samo patrzenie mi pomaga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan jest taki dzielny! Czasami widzę w telewizji, jak gasi Pan pożary, chodzi na polowania i pomaga siła własnych rąk swoim obywatelom. To jest takie piękne i mało kto tak teraz robi!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Niech Pan jednak nie czyta polskich gazet! Tam piszą tylko, że Pan nienawidzi nas, Polaków, a ja wiem, że to nieprawda, bo gdyby Pan nas nienawidził, to by nas już dawno nie było, bo Pan jest silny i może z każdym zrobić, co chce! Ja wiem, że Pan nas lubi, i że lubi Pan każde polskie dziecko i każdego polskiego studenta, i mnie i moją dziewczynę Kasię też. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlatego też chciałem Pana prosić o to, żeby Pan się nie dał złym ludziom, i walczył z niesprawiedliwością. Ja wierzę, że dzięki Panu niedługo małe Murzynki nie będą miały takich strasznych brzuszków, a ci źli Arabowie przestaną wybuchać. Chciałbym, żeby dzięki Panu nastały lepsze czasy, i żeby moje dzieci dorastały w lepszym świecie niż ja. Życzę Panu wszystkiego dobrego i proszę ode mnie ucałować Pana żonę i dzieci, które na pewno będą kiedyś tak mądre, jak Pan!&lt;br /&gt;               &lt;br /&gt;Pana wierny miłośnik,&lt;br /&gt;Mateusz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: A, mógłby Pan przy okazji zrobić tak, żeby nie było sesji?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-8250623696634071649?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/8250623696634071649/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2011/01/do-pana-premiera-rosji-wadimira.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8250623696634071649'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8250623696634071649'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2011/01/do-pana-premiera-rosji-wadimira.html' title='Do Pana Premiera Rosji, Władimira Władimirowicza Putina'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-8680180509601143499</id><published>2010-12-28T06:39:00.000-08:00</published><updated>2010-12-28T06:45:27.370-08:00</updated><title type='text'>Bolesław Bierut</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TRn3klInYFI/AAAAAAAABZ4/Yi3dqz_n7EI/s1600/beiorut.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 157px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TRn3klInYFI/AAAAAAAABZ4/Yi3dqz_n7EI/s200/beiorut.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555743823153815634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(Pogrubieniem zaznaczono ingerencje peerelowskiej cenzury)&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Bolek Bierut, pierwszy i zarazem ostatni prezydent PRL, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;w przeciwieństwie do biblijnego Łazarza&lt;/span&gt; od dziecka bardzo lubił wstawać wcześnie rano. Gdy nieświadomy swojego losu (w tamtych czasach niedziela wypadała kilka razy w tygodniu, kilka razy w tygodniu zatem trzeba było gotować rosół) kur obwieszczał upadek nocy, Bolek zrywał się z posłania, przeciągał, obdarzał świat promiennym uśmiechem i raźnie ruszał stawić czoło &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;przeciwnościom  &lt;/span&gt;losu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jednak, u progu lat pięćdziesiątych XX wieku, nie był już tym samym chłopkiem – roztropkiem, którego całym światem była &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;przyparafialna&lt;/span&gt; szkółka, uśmiechnięci koledzy i pyzate dziewczęta.  Teraz oto świat, wraz z całym swym ciężarem, dostojeństwem i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;zgrozą &lt;/span&gt;spoczywał na jego wątłych barkach. Głowa, którą dawniej zaprzątała jedynie nauka łaciny, figle i pierwsze miłostki, dziś pełna była tajnych posiedzeń, wielkich aktów, epokowych wydarzeń; dźwięk szkolnego dzwonka został zagłuszony przez huk wielkiego dzwona dziejów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejsce rezolutnego, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;skorego do psot &lt;/span&gt;młodzieńca zajął poważny, wiecznie zamyślony mężczyzna w sile wieku, którego czoło pokryte zostało bruzdami hardego pomyślunku. Siedzi więc oto przed nami na prostej pryczy, którą kazał wstawić do swego pokoju zamiast &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;luksusowego, posanacyjnego&lt;/span&gt; łoża, siedzi i duma nad losem umęczonej Ojczyzny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo i nie duma? Może myśli teraz o czymś zupełnie innym? Gdybyśmy mogli stać się na moment kimś więcej, niż tylko niewidocznym obserwatorem, gdybym przybrał się na moment w szaty narratora, któremu dane jest znać myśli swoich bohaterów, może mógłbym przed czytelnikiem ukazać niezwykłe bogactwo przeżyć wewnętrznych tego &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;ponurego&lt;/span&gt; człowieka? Może uda się nam wejść w świat wolny od zapędów naszego wewnętrznego cenzora? Spróbujmy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzi więc oto przed nami ostatni prezydent PRL, a jego myśl skupiona jest na jednym: na polowaniu. Widzimy, jak oto leśną ścieżka, wytyczoną wśród nieostrych dla nas drzew (może buków?) biegnie chyży jeleń. Ucieka, gonimy go my, błyszczy lufa strzelby, gdy podnosimy ją do oka. Muszka przez moment powtarza naszą gonitwę w innej skali, cel, ognia pal, darz bór!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zaraz potem: uczta. Jakieś portrety w szarfach, jakieś uśmiechy, pary, szepty, zastawione stoły. Kobieta obok nas, brzydka jak nieszczęście, ale to tylko pozory, pozory. O, to pan minister, a na tego trzeba uważać, teraz jednak się to nie liczy, teraz liczy się tylko ta kiełbasa ze stołu pod ścianą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I idziemy tak za myślami naszego bohatera przez jego prywatny ogród rozkoszy ziemskich, i jest niby przyjemnie, wesoło, a jednak czujemy jakąś skazę na tym sielskim krajobrazie, jakiś komin wyrasta spomiędzy zielonych pagórków, coś nam przeszkadza w dobrym jedzeniu (chrząstka w kiełbasce? Zaraz podamy nową, nowiusieńką, świeżutką. Ale i w tej coś tkwi). Lecz gdy już wydaje się nam, że wiemy, wiemy, o co chodzi, świat wewnętrzny wyrzuca nas na zewnątrz, i oto znów możemy jedynie patrzeć, obserwować i snuć domysły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Domysły. Cóż tak gryzie Bolesława? Ach, trudno cieszyć się rzeczami tego świata, gdy ma się przed sobą ledwie kilka lat życia, wyjazd na &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;bardzo przykry&lt;/span&gt; zjazd, a potem w śmierć &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach&lt;/span&gt;, gdy nie wie się nawet, czy jest się sobą,&lt;span style="font-weight:bold;"&gt; czy swoim sobowtórem&lt;/span&gt;. I czy istnieje się naprawdę, czy jest się tylko czyimś chorym wymysłem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, i jak w takiej sytuacji można  ogóle jeść kiełbasę?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-8680180509601143499?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/8680180509601143499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/12/bolesaw-bierut.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8680180509601143499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8680180509601143499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/12/bolesaw-bierut.html' title='Bolesław Bierut'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TRn3klInYFI/AAAAAAAABZ4/Yi3dqz_n7EI/s72-c/beiorut.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-3341689814811197034</id><published>2010-12-20T14:43:00.000-08:00</published><updated>2010-12-20T14:49:44.529-08:00</updated><title type='text'>Spawa honoru</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TQ_cvKk4IUI/AAAAAAAABZs/GGsGZ1UKdCI/s1600/spawacz.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 185px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TQ_cvKk4IUI/AAAAAAAABZs/GGsGZ1UKdCI/s200/spawacz.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5552899568422101314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kultura umarła. Nieśmiertelna sztuka okazała się śmiertelna, śmiertelne okazały się także - o zgrozo! - dobre maniery i można być pewnym, że wszystko, co znamy i cenimy niebawem w proch się obróci. Nadszedł kres cywilizacji, płótna Boticellego już wkrótce spłoną na stosach razem z dziełami Heinego (także Jacoba) i sonatami Bacha. Pora umierać - powie zapewne czytelnik, który uważa wyżej wymienione rzeczy za świętość i podwalinę wszystkiego. Pora umierać - powiedzą także ci, którzy prowadzą w radiu audycje o muzyce rockowej i udają wampiry.  Widzę was, kochani, gdy wstępujecie na taborety i wiążecie u swych białych, łabędzich szyi pętle powrozów, gdy przykładacie do bladych skroni lufę rewolweru lub gdy Wasze kruche i delikatne ręce sięgają po fiolkę z cykutą…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tak szybko, moi mili!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozluźnijcie na moment węzeł, zabezpieczcie broń i odstawcie truciznę po to tylko, aby wysłuchać mnie do końca. Znalazłem bowiem cudowne antidotum na tę dramatyczną sytuację, wydaje mi się, że widzę drogę do zmartwychwstania tego, co kochamy. Być może będzie nam dane żyć dalej, być może nie zaleją nas barbarzyńcy, a Marek Aureliusz spokojnie zgasi lampę i pójdzie spać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś przeoczyliśmy, najmilsi. Jakiś dźwięk grający w duszy został zagłuszony przez operowe śpiewy, jakiś blask przybladł, zasłonięty Narodzinami Wenus; jakaś cudna strofa umknęła naszej uwadze, gdy zachwycaliśmy się - być może nadaremne! - Intermezzem lirycznym. Cóż to być może - pytanie to już zapewne tłucze się w wykształconej głowie czytelnika i niechybnie rozsadzi mu czaszkę, jeśli prędko nie znajdzie odpowiedzi. Ale odpowiedź już jest, czeka sobie cichutko na skraju tego akapiciku, gotowa olśnić swym powabem zmysły drogiego czytelnika. Tak, tak, tym niezauważonym skarbem, remedium na regres człowieczeństwa, lekiem na całe zło jest nic innego jak… SPAWANIE TIG-IEM.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O, tęczowi bogowie! Więc rozbrzmiał ten dźwięk w uszach czytelników, opadła zasłona tajemnicy i o oto poznaliście, jak zostaliście poznani! Czuję drgania Waszego zachwytu, zachwytu nad prostotą i pięknem rozwiązania, tę euforię rozwiązanej zagadki, roztrzaskanego zadania z algorytmów, ten wdzięk, powab i cichy stukot! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachwyt powoli zmienia się w lekkie zakłopotanie. Bo jak to: gmach cywilizacji zachwiał się po defenestracji Bacha i Boticellego, a oto nowym jego fundamentem ma się stać coś tak trywialnego z pozoru jak spawanie?  Czytelnik jest czytelnikiem wnikliwym i zauważył od razu to magiczne słowo - „pozornie”. Tak, tak jest w istocie, albowiem w spawaniu nie ma ni krzty trywialności, znajdziemy w nim jedynie doniosłość, wzniosłość, patos  i paradygmaty, choć tych ostatnich nie jestem pewien. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat łuków elektrycznych, karbidu, nitów jest lepszym ze światów. Po zagładzie uniwersum, które znamy, będzie on celem naszego exodusu. Z zakurzonych bibliotek, pustych sal muzealnych i filharmonii udamy się - podobnie jak Żydzi pod wodzą Mojżesza zmierzający do Ziemi Świętej - w nieprzebyte ostępy spawalniczego raju.  Będziemy spawać ze sobą pręty stalowe, koleje żelazne, kłęby tytanu i połacie blach. Ta nowa rzeczywistość nigdy już nie ulegnie zachwianiu. Wszak, jak pisał poeta, „spawanie to takie danie, które smakować mi nie przestanie”. To nie poezja! - oburzy się mój łabędzioszyi czytelnik i fuknie, lecz nie będzie miał racji. Wszystko jest poezją.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-3341689814811197034?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/3341689814811197034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/12/spawa-honoru.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3341689814811197034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3341689814811197034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/12/spawa-honoru.html' title='Spawa honoru'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TQ_cvKk4IUI/AAAAAAAABZs/GGsGZ1UKdCI/s72-c/spawacz.png' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5615704590063916745</id><published>2010-09-26T06:41:00.000-07:00</published><updated>2010-09-26T07:12:13.490-07:00</updated><title type='text'>Jeden dzień mojego miasta (traktat dygresyjny)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TJ9RZJsfOMI/AAAAAAAABY4/NbkybKcptQM/s1600/chelm.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TJ9RZJsfOMI/AAAAAAAABY4/NbkybKcptQM/s200/chelm.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5521221160720611522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;(Oldze, która chyba lubi ten Chełm, choć nie lubi swojego imienia)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Trzeba było  je widzieć - te małe i maleńkie miasta mojej ojczyzny. Nauczyły się jednego dnia na pamięć; wykrzykują go bez przerwy w słońce jak wielkie szare papugi&lt;/span&gt;” - tak napisałby Rainer Maria  Rilke (gdyby kiedykolwiek istniał) we wspaniałym szkicu Intérieurs  (gdyby kiedykolwiek go napisał), a ja (ja istnieję na pewno, nie obawiaj się, czytelniku) uznałbym, że słowa niemal idealnie opisują moje miasto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się tylko, jak wyglądałby ów uporczywie recytowany dzień w jego wykonaniu. Byłby na pewno długi - moje miasto ma irytującą skłonność do przedłużania wszystkiego. Owo „wszystko” mieści w sobie cały zakres zjawisk:  od czasu czekania na autobus, przez niemiłosiernie ciągnące się, leniwe (głupia klisza językowa) popołudnia, skończywszy zaś na dziwnych minutach między zapadnięciem zmroku a zapaleniem latarni, który to okres wydaje się być okiem puszczonym przez miasto gwałcicielom, złodziejom i powracającym kochankom (gdyby jacykolwiek kochankowie raczyli do nas zawitać, w co jednak serdecznie wątpię). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłby też zapewne dniem odartym z jakiejkolwiek doniosłości. Nie zdarzyłoby się w nim nic godnego uwiecznienia w annałach, w miejskim mrowisku ludzie - mrówki wykonywaliby swoją mrówczą robotę i nie znalazłby się żaden łobuz z lupą (któż z nas nie bawił się w przypalanie pracowitych owadów?), który zechciałby ubarwić kroniki jakąś wielką tragedią. Nagłówków cotygodniowych gazet nie zaszczyciłby też żaden bohaterski czyn - nikt nie rzuci się po koła autobusu, by uratować dziecko; jeśli zaś nawet jakiś wyrostek (tak według mojego ojca mówi się na młodych ludzi na ulicy Lubelskiej) przeprowadzi babcie przez zatłoczoną jezdnię, czyn ten pozostanie niezauważony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień, który moje miasto powtarzałoby bez przerwy jak zdartą płytę (znowu zdarta klisza) byłby po prostu dniem drobnych przyjemności - takich jak piwo w zatłoczonym barze - i drobnych świństw, takich jak oskarżenie ogólnie szanowanego redaktora P. o mijanie się z prawdą, co stanowczo mija się z prawdą (a podwójne mijanki, jak powszechnie wiadomo, kończą się „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;tragicznymi wypadkami&lt;/span&gt;” i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„pijakami za kierownicą&lt;/span&gt;”  na pierwszych stronach naszych gazet). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W taki oto dzień mógłbym zabrać drogiego czytelnika na krótki spacer po Chełmie, pokazać mu to i owo (o ile „to” jeszcze jakoś przejdzie, to „owo” wydaje się zbyt familiarne) i udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że na wątpienie w wątpliwość rzeczywistości należy patrzeć z powątpiewaniem.  Nieistniejący niestety poeta, niejaki Czesław Miłosz, tak napisał kiedyś w nigdy nienapisanym wierszu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Niektórzy mówią, że nas oko łudzi&lt;br /&gt;I że nic nie ma, tylko się wydaje,&lt;br /&gt;Ale ci właśnie nie mają nadziei.&lt;br /&gt;Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,&lt;br /&gt;Cały świat za nim zaraz być przestaje,&lt;br /&gt;Jakby porwały go ręce złodziei. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie daj się omamić eklektycznym wierszokletom, mój drogi! Nie ma żadnych złodziei, ulice i place za naszymi plecami znikają tak o, jakby same z siebie. Nie widzę zresztą powodu, by ktokolwiek chciał je kraść. A skoro już wyjaśniliśmy sobie tę kwestię, chodźmy na spacer - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jedź dalej, czytelniku !&lt;/span&gt;, jak zapewne napisałby Iwan Turgieniew, gdyby dane mu było kiedykolwiek przyjść na świat w uroczej guberni orłowskiej pod koniec drugiej dekady XIX wieku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę przy tym uczciwie (choć bez żalu i skruchy) przyznać, że przynajmniej połowy ulic i uliczek nie poznałem nawet w połowie tak dobrze, jak powinienem (odzywa się dalekim echem tolkienowski Bilbo i jego przyjęcie urodzinowe, które nigdy się nie odbyło), a mniej niż połowę z nich lubię o połowę mniej, niż na to zasłużyły. Połowię jeszcze nieco wypłowiałą magię owych  niewypełnionych poznaniem połaci, ale wiem, że dwa popołudnia i jedna pełnia to za mało, by uzupełnić  niepełne wykształcenie. Nasz spacer nie będzie więc pełnowymiarowy, ujmiemy tylko rzeczy najważniejsze i warte wspomnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczniemy oczywiście od mojej ulicy - choćby z tej racji, że spędzam tu większość czasu, znacznie częściej zatem gości ona w ciepłych progach realności. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Moja&lt;/span&gt; Rampa Brzeska nie jest na szczęście jedną z tysięcy wariacji z powtórzeniami słynnej (a mimo to ani trochę rzeczywistej) Ulicy Krokodyli urojonego Schulza.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Pewną jej część zajmuje rampa kolejowa; powoli zarastający burzanami (naprawdę to napisałem?) placyk wyłożony ośmiokątnymi betonowymi płytami:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;No i dlatego ta ulica, &lt;br /&gt;Czy może raczej - humoreska,&lt;br /&gt; nazwana jest tak właśnie, &lt;br /&gt;Rampa Brzeska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - jeśli pozwolić sobie na dosyć mierną parafrazę Mandelsztama i jego wymyślonej ulicy . W dzieciństwie jeździłem tu (tam?) rowerem i bałem się baby Jagi, która na dziko zamieszkiwała ceglany domek należący zapewne do dyrekcji kolei. Koniec dzieciństwa na szczęście unicestwił poczciwą starowinkę zanim kolej dopomniała się o swoją własność, obyło się więc bez przykrych eksmisji do domu opieki społecznej, łez i robienia pod siebie na złość pielęgniarkom, co stanowczo nie przystoi postaciom z bajek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tory, do których przytuliła się (klisza, ale ujdzie)moja humoreska, biegną - nie wiedzieć czemu - z zachodu na wschód, tak, jakby cokolwiek istniało tam, gdzie każdego ranka pojawia się słońce.  Na wschód od Edenu być może rzeczywiście da się cokolwiek znaleźć (tak przynajmniej twierdzą niektórzy nieistniejący nobliści), na wschód od Chełma jednak - jestem o tym absolutnie przekonany - zieją jedynie zaprzepaszczone przepaście, psioczą psiogłowi, grasują grasejujący grasanci  i  aż roi się od bezliku bezmyślnych aliteracji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z najuporczywiej nieistniejących poetów, Woroszylski Wiktor (ur.  -   zm. -, poeta, prozaik, tłumacz), zastanawiał się kiedyś, jak wyglądałaby jego ulica bez niego. Ćwiczenie z nieobecności wychodziło mu średnio, jak dobrze, że mi to nie grozi - wiem aż nazbyt dobrze, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;moja &lt;/span&gt;ulica beze mnie nie istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boję się napisać cokolwiek więcej o Rampie, by nie odrzeć jej do szczętu z szat tajemnicy. Czytelnik pozwoli zatem, że wzniesiemy się na wyżyny (wejdziemy na kładkę nad torami) i przejdziemy gładko i bezboleśnie do następnego rozdziału. Tak, Chełm jest bowiem - tak, jak Lublin według niejakiego tropiciela Kabały, pana Panasa - księgą, o czym przekonuję się zawsze, gdy widzę na chodniku napisane kredą słowo „frajer”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osiedle Dyrekcja. Nikt już tak naprawdę nie wie, jakiej dyrekcji (dyrektywie? dyrdymałom?) zawdzięcza ono swoją nazwę, nie jest to zresztą ważne. Na tę część miasta składa się dworzec kolejowy, długa i reprezentacyjna aleja, którą szpaler drzew odprowadza aż po sam Gmach - miejsce, w którym zapisała się czarna karta (wyświechtana od częstego używania w książkach historycznych) historii miasta - tutaj właśnie doszło do podpisania Manifestu Lipcowego.  Mieszkańcy podzielili się na dwa obozy - jedni są z tego faktu dumni, inni wspominają tylko ze zgrozą czasy, gdy po corocznej paradzie ulice nosiły ślady gąsienic. I nie chodzi bynajmniej o piekące, choć w gruncie rzeczy niegroźne ślady, jakie zostawiają na skórze dzieci bawiących się pod (niekoniecznie trzema)  dębami  gąsienice gatunku &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lasiocampa quercus.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz proszę o skupienie. Dyrekcja rozpływa się za naszymi plecami, a my rozpoczynamy wyprawę do jądra ziemskiej ciemności (idiotyczna kontaminacja nigdy nie powstałych tytułów Verne’a  i  Conrada) - ruszamy na chełmską Górkę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ulicę Lubelską nazwiemy bijącą arterią miasta (ciekawe, czy czytelnika rażą te okryte liszajami klisze), to Górkę określić należy mianem jego serca. To tutaj, stojąc na wzniesieniu zwieńczonym krzyżem, ma się ochotę zanucić:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Elle Est née d’une ferme&lt;br /&gt;Tout en haut d’un rocher&lt;br /&gt;Ette ville que j’ai tant&lt;br /&gt;Tant et tant aimée&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- choć żaden wers nie jest tutaj na miejscu;  nigdy nie było tu farmy, wzniesienia nawet przy dużej dawce optymizmu nie można nazwać skałą i, rzecz jasna, nikt tu niczego nie kocha.  W każdym razie - z miejsca tego przemawia do nas bogata historia miasta, rozpościerają się też piękne widoki na okolicę ( ulubione zwroty autorów przewodników i biuletynów turystycznych), porastający zaś Górkę park stanowi ulubione miejsce suchotycznych schadzek zakochanych par (co słowo, to slogan). Jeśli ktoś zarzuci mi, że ten ohydny  opis w żaden sposób nie oddaje uroku tej okolicy - odpowiem, że nie oddanie uroku, a jego zawłaszczenie jest owego opisu celem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zejdźmy jednak w ruchliwe ulice miasta, dajmy się porwać (na strzępy) barwnemu tłumowi przechodniów na placu Łuczkowskiego.  Na ów tłum trzeba brać dużą poprawkę, bo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;O szóstej wieczór, jak po atomowej&lt;br /&gt;wojnie, nie spotkasz żywej duszy w mieście.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zapewne napisałby Brodski, gdyby dano mu dojść do głosu (pióra?). Tutaj skupia się życie towarzyskie miasta, tutaj śnią się inne światy, historia ociera się o nowoczesność, a bezbarwne zielone idee śpią wściekle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznać trzeba, że na naszą starówkę składa się istny amalgamat plagiatów. Stojąca na jego środku studnia to rzecz jasna kopia kazimierskiej, odgrywany zaś w południe hejnał jest kiepską parodią innego, przerywanego codziennie tatarską strzałą; niewinne z pozoru kamieniczki ktoś, nie pytając nikogo o zgodę, podebrał z opowiadań fikcyjnego pisarza Singera. Czasami trudno oprzeć się wrażeniu, że i spacerujący po placu mieszkańcy zostali gdzieś zapożyczeni - w ich wypadku jednak źródłem inspiracji musiało być jakieś tanie powieścidło (mimo, że  tanie powieścidła przeżywają ostatnio swój zmierzch). &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Z rynku możemy wyruszyć na cztery strony miasta (czy też świata, jak kto woli). Idąc na północ znajdziemy się w końcu na ulicy Sienkiewicza, gdzie od rana do nocy teatr uliczny wystawia jedną i tę samą sztukę - „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dresy&lt;/span&gt;”, kiepską parafrazę Dostojewskiego, pełną wulgaryzmów i skatologii (skejtologii?), wschód będzie wiązał się nieuchronnie z powrotem na Górkę. Południe odkryje przed nami deptak, miejsce godne osobnego traktatu, tutaj jednak niewarte wzmianki. Za deptakiem znajdziemy jeszcze cmentarz - warto wpaść tu na chwilę (niektóre chwile zdają się trwać wieczność - by zacytować dwuznaczną w tej sytuacji kliszę) i odwiedzić stryja Michaiła Bułhakowa. My jednak, drogi czytelniku, pozostawimy te obszary w błogiej mgiełce nieistnienia i zwrócimy się ku wiodącej na zachód  ulicy Lubelskiej - właśnie „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;tą ulicą pójdziem stąd&lt;/span&gt;”, jak nigdy nie napisał wspomniany już Mandelsztam (celowo nie cytuję poprzedniego wersu  - nie mam pewności, czy czytelnik jest aby na pewno TĄ osobą); będzie ona też niestety ostatnim punktem programu (i gwoździem do jego trumny).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Och, ulico, światłości mojego życia, ogniu moich lędźwi, motylu, admirablu mój  (kontaminacja dwóch nabokovowskich wyznań miłosnych)! Lubelska jest jedynym miejscem, w którym przetrwał jeszcze dawny Chełm. Carskie budowle z cegły, mnóstwo zieleni i wiejskie niemal domki z niewielkimi ogródkami - oto i ona!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O owych domkach pisać można by pieśni, a ileż rymów dałoby się znaleźć do tych przydomowych ogrodów, „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ogrodów, które kiedyś leżały za murami, na wsi, i które w powszechnym ścisku ciągle jeszcze cieszą się wolnością, wolnością wiosen, rozległością jesiennych dni i niebem, które rozciąga się nad nimi, wypełnione wiatrem i deszczem&lt;/span&gt;” (Rilke raz jeszcze). Jeśli coś ma Ci się nie przydarzyć , drogi czytelniku,  w moim mieście, nie przydarzy Ci się właśnie tutaj i tylko tutaj, bo nieprawdą jest, że „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;nic - tak jak i wszystko - zdarza się gdziekolwiek&lt;/span&gt;” (a to żałobny według Miłosza Larkin). I to na Lubelskiej właśnie dobiegnie końca ów wykrzykiwany bez przerwy dzień, a wraz z nim skończy się i nasz spacer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To oczywiście metafora - chełmski dzień nie kończy się nigdy, każdego ranka jego recytacja rozpoczyna się na nowo;  można raz jeszcze przejść się Rampą Brzeską, odwiedzić Górkę - ale w gruncie rzeczy nie ma to większego sensu. Wszystko wyglądać będzie tak samo, jak teraz i tak samo, jak wyglądało dawno temu. Jeśli na świecie życie przejawia się w ciągłym ruchu i w ciągłej zmianie - w przypadku naszego (autorski zaimek dzierżawczy w stylu Gogola) miasta to właśnie nikły puls bezruchu i stagnacji świadczyć będzie zawsze, że jeszcze nie umarło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza przygoda jednak się kończy. Pozostaje mi zatem tylko pożegnać czytelnika nieistniejącą jak sam Puszkin puszkinowską frazą z Eugeniusza Oniegina:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kimkolwiek jesteś, czytelniku,&lt;br /&gt;Czy przyjacielem mym, czy wrogiem,&lt;br /&gt;W miłym rozstańmy się okrzyku:&lt;br /&gt;Bądź zdrów!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I uprzedzić, że nie wiem, czy w pełni wywiązałem  się z zadania. Być może bowiem znalazłoby się coś, co byłoby moim Chełmem w większym stopniu niż nieistniejący poeci, językowe klisze i  instrumentacje głoskowe, coś, co będę potrafił dostrzec i docenić dopiero wtedy, gdy wyjadę, a miasto za moimi plecami łagodnie osunie się w niebyt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5615704590063916745?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5615704590063916745/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/09/jeden-dzien-mojego-miasta-traktat.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5615704590063916745'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5615704590063916745'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/09/jeden-dzien-mojego-miasta-traktat.html' title='Jeden dzień mojego miasta (traktat dygresyjny)'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TJ9RZJsfOMI/AAAAAAAABY4/NbkybKcptQM/s72-c/chelm.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1556549336207739959</id><published>2010-09-12T04:28:00.000-07:00</published><updated>2010-09-12T04:32:59.806-07:00</updated><title type='text'>Modlitwa pana Metaferejna - podróżnika</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Panie, dziękuję Ci  że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny&lt;br /&gt;a także za to że pozwoliłeś mi w niewyczerpanej dobroci&lt;br /&gt;Twojej być w miejscach które nie były miejscami mojego&lt;br /&gt;miarowego z dnia na co dzień&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W końcu przychodzi taki moment. Pociągi hamują z gwizdem, koła roweru szurają o żwir podwórka, a autobusy otwierają swoje magiczne drzwi i wyrzucają nas na zewnątrz. Podróż dobiega końca i oto wracamy, mniej lub bardziej inni od tych, którzy wsiedli do zatłoczonego wagonu, zajęli miejsce na siodełku i dali się wessać niepojętej maszynie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;i&lt;br /&gt;- że przez moment poczułem się współobserwatorem patrząc z nią na ptaki w ogrodzie botanicznym choć już nigdy się przecież nie zobaczymy&lt;br /&gt;a potem na mostku na Uherce topiłem w rzece resztki rozpaczy&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie wiemy jeszcze, po co było to wszystko. Na razie jesteśmy jedynie powracającymi, to znaczy tymi, którzy muszą się wyspać, najeść i opowiedzieć znajomym co trzeba. Trwa bolesna adaptacja do szarej rzeczywistości. Odkąd znikł nam sprzed oczu cel, czujemy się nieswojo. Mamy ochotę wyjść z domu i ruszyć dalej przez siebie. Ale dobrze wiemy, że trzeba zostać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;że w ostatnią ciążeńską noc na beżowej kanapie niejasno zarysowała mi się przyszłość&lt;br /&gt;przybierając wyraźniejszą postać w pociągu chwilę potem&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zostajemy więc i zaczynamy powoli rozumieć, dlaczego to robimy. Jedni - z ciekawości. Świat jest przecież wielki i wspaniały, nie kończy się za wzgórzem na końcu drogi. Jedziemy więc za wzgórze, a potem za następne i następne - i wydaje się nam, że coś poznaliśmy, czegoś się dowiedzieliśmy. A przecież wzgórza nigdy się nie kończą, za kolejnym jest zawsze kolejne i życia by nam nie starczyło, aby wszystko zobaczyć. To jednak nie ma znaczenia, ciekawi świata myślą bowiem: zobaczę, więc jestem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;a podczas postoju przy kapliczce gdzieś na Podlasiu patrząc na zachód słońca i rowery po raz pierwszy zrozumiałem tak zwaną radość chwili&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inni są jak bieguni. Wierzą, że w ruchu zło ich nie zastanie. Jadą więc, biegną przed siebie, bez celu, aby biec. I udaje im się na moment uciec od całego zła świata, o ile złem nie są przebite dętki, mokre mapy i bolące nogi. Ich zwycięstwo jest tymczasowe, ale wielkie i kto wie, czy nie są największymi zwycięzcami pośród nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;że przy świecach na zamglonej wieży piliśmy toast za miłość i coś jeszcze bo za samą miłość to tak jakoś głupio&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I są również prawdziwi pielgrzymi. Ci wybierają sobie cel i mozolnie do niego podążają. Chcą, by ich odmienił i uświęcił; skupiają się na nim i poświęcają mu całą podróż, nie rozglądając się na boki - to, co by tam zobaczyli, mogłoby ich tylko rozproszyć i zwieść z drogi. Są uparci i stanowczy, wracają zawsze z poczuciem spełnienia. Podróż jest dla nich misją do wykonania; nagrodą może być wszystko - spokój, księżniczka na zamku, życie wieczne, ważne jest tylko, by na tę nagrodę zasłużyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;- wybacz - że szedłem  nie widząc  innych co zdarzało się zbyt często &lt;br /&gt;że byłem nieuważny ślepy zbyt pewny siebie i przejeżdżałem przez skrzyżowania nie patrząc na prawo lewo znowu prawo&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Każdego z nas, kimkolwiek jest - ciekawym świata, biegunem czy pielgrzymem - podróż zmienia. Czasami jest to prosty nawyk - ot, na przykład listek mięty dodawany do herbaty ,  czasami coś więcej. Niektórzy z nas stają się bardziej uważni; uczą się patrzeć na świat mądrze. Taką przemianę widać już od chwili powrotu, gdy ktoś przystaje nagle nad kwiatem ,przed drzewem, pod niebem i usiłuje dostrzec coś więcej niż zieleń i błękit. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;- pozwól  o Panie abym nie myślał o wielkich przeprowadzkach nowym życiu studiach gdy księżyc odbija się w przyklasztornym stawie prawdziwie nieopisany&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inni zaś nagle pojmują, że kiedyś - za miesiąc, rok, wieczność - znów wyruszą w podróż. Raz jeszcze rozlegnie się pisk pociągu, szuranie żwiru, drzwi zamkną się za naszymi plecami. Przed nami zaś znowu ktoś rozłoży drogę tak, jak rozwija się czerwony dywan, byśmy mogli poznać świat, pobiec przed siebie i dotrzeć do celu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny&lt;br /&gt;a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze&lt;br /&gt;i bez wybaczenia&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1556549336207739959?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1556549336207739959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/09/modlitwa-pana-metaferejna-podroznika.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1556549336207739959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1556549336207739959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/09/modlitwa-pana-metaferejna-podroznika.html' title='Modlitwa pana Metaferejna - podróżnika'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1202864352730793776</id><published>2010-08-30T12:46:00.001-07:00</published><updated>2010-08-30T12:47:14.998-07:00</updated><title type='text'>Do przyszłej miłości</title><content type='html'>Moja przyszła miłości,  przyszłe światło mojego życia! Niepopełniony jeszcze grzechu, nieutrwalona duszo. Język dotyka podniebienia zaraz na początku Twojego imienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sama widzisz, dopiero uczę się mówić o Tobie swoimi słowami. Na razie wspieram się na tym, co stworzyli inni i nieprędko zwrócę się do Ciebie bez takiej  asekuracji.  Nie objąłem Cię jeszcze rozumem  i każde zdanie, które wypowiadam na Twój temat, chwieje się jeszcze niepewnie na nogach. Obawiam się nieraz, że się przewróci, zamieniając wszystko w nieznośny bełkot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szukam więc odpowiednich wyrazów. Na myśl przychodzi mi jednak tylko jeden:  boję się. Niech więc będzie: boję się Ciebie jak nikogo  innego. Boję się, gdy jesteś daleko i gdy mogę o Tobie tylko myśleć, boję się, gdy się do Ciebie zbliżam. A już najbardziej boję się, gdy Cię widzę. Przerażasz mnie na każdym kroku: nieodgadniona, nieobeszła, niepojęta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami wydaje mi się, że zaczynam Cię rozumieć. To, co mówisz, staje się przez moment jasne i czytelne. Pojawia się nadzieja; może wyolbrzymiłem Twoją postać  w myślach, może nie jesteś taka, za jaką Cię uważam. Ale Ty robisz to specjalnie: odsłaniasz się na chwilę po to, by znowu wszystko zakryć i zamglić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, że Cię w końcu oswoję. Przestaniesz być dla mnie ziemią niepoznaną, z  moich map znikną w końcu białe plamy. Pójdziemy na spacer; będę miał pewność, że się nie zgubię. Kiedyś powiem: znamy się. To oczywiście uogólnienie, ale cała nasza wizja świata składa się z uogólnień. Z kilku szczegółów chcemy układać całe mozaiki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ty zaś składasz się z samych szczegółów. Gdy Cię spotykam, mijają mnie tysiące detali, chciałbym się na czymś skupić, coś zbadać, nad czymś się zatrzymać: ale one pędza bez przerwy, uciekają przed moimi zmysłami. W miejsce jednej rzeczy zaraz pojawia się kolejna. Szukam w tym wszystkim jakiegoś ładu, harmonii i spójności. Ale wszystko rozsypuje się w dłoniach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Gdy o Tobie mówię, słowa błądzą gdzieś po nieznanych im ulicach. Biegnę za nimi, ale przepadają na zawsze. Ty. Ja. Wielkie czemu dlaczego dokąd po co sens znika styl i szyk jesteś nie znamy nie znamy tak trzeba pięć luźne skojarzenia jakieś powstanie drapiąc chmury środek najważniejsza odbudujmy piosenki tak kilka piosenek daleko nowy dom tak trzeba boję się rozpływasz nie widzę  zapominam znikasz. I znowu zdania potrzebują oparcia. Mistrz podaje rękę.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Próbuję zatem ożywić  Cię we własnej  wyobraźni . Myślę tu o jesieniach, zimach i wiosnach, o szczęściach i nieszczęściach, o parkach, ulicach i placach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A są to rzeczy, które już niedługo będziemy dzielić oboje, moja Warszawo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;(przepraszam wszystkich, którzy przez moment mogli sobie pomyśleć, że zwariowałem i marnuję ich czas i moją przestrzeń w sieci na płytkie wynurzenia. Dwudniowy pobyt w stolicy jednak zrobił swoje i musiałem się z pewnych wrażeń wyspowiadać publicznie. Nie powinienem tego mówić, bo to łopatologia, ale początek i koniec powyższego tekstu w sposób luźny nawiązuje do Lolity. No, to tyle. Dobranoc, kociaki.)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1202864352730793776?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1202864352730793776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/08/do-przyszej-miosci-moja-przysza-miosci.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1202864352730793776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1202864352730793776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/08/do-przyszej-miosci-moja-przysza-miosci.html' title='Do przyszłej miłości'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-6503782957528985433</id><published>2010-08-25T03:42:00.000-07:00</published><updated>2010-08-25T04:01:59.322-07:00</updated><title type='text'>Wzgórze</title><content type='html'>Był oczywiście sierpień. Dlaczego - oczywiście? Bo sierpień jest zawsze, nawet gdy wydaje się nam, że jest inaczej. Wtedy jednak nic się nie mogło wydawać – lato powoli się kończyło i nikt nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Był park, nieważne gdzie. Późne popołudnie, jakiś czas po burzy.  Słońce jeszcze nie zachodziło, ale padało na drzewa, alejki i kałuże pod tym specyficznym kątem, który wydobywa z rzeczy ich prawdziwe znaczenia i sprawia, że wszystko wokół zamienia się w jeden czytelny i zrozumiały tekst.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Był też on, nieważne, kto. Do jego zadań należało jedynie uważne odczytywanie rzeczywistości i interpretowanie jej. To za mało, by zasłużyć sobie na imię, nazwisko i choćby krótką wzmiankę o kapeluszu na głowie i grafitowych oczach. Szedł powoli przez park. Niczego nie można uronić, przegapić, każdy szczegół się liczy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;I były one - sygnały i symbole.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Najpierw motyl. Przeleciał nad brukowaną aleją (bruk chyba pozbawiono znaczenia) i usiadł na ławce. Mignął trzy razy szkarłatnymi pręgami i zwarł ze sobą skrzydła. Rusałka admirał. Zapowiada spotkanie, bez wątpienia spotkanie. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Potem  prześwietlona przez słońce (warto przypomnieć - późnopopołudniowe) struktura lipowego liścia. Zawahał się przez moment, ale szybko  sobie przypomniał. Liść to tamta ławka po drugiej stronie wzgórza. Tam też rośnie lipa i wtedy (nieważne kiedy, on i jego pamięć nie mają żadnego znaczenia) też widział, jak światło przebija przez zielone serce. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Następnie odbicie postrzępionej chmury w kałuży. Och, jakież to proste. W translacji z języka znaków - szczęście, głupie, ślepe szczęście, które znaczy jeszcze mniej niż on sam.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;I jeszcze krzyk sójki . Czyli ktoś dawno niewidziany.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Rzucił się biegiem na szczyt wzniesienia czując, co zastanie po drugiej stronie. Zachował się jak uczniak, który rzuca książkę pewien, że już wszystko wie. Nie zauważył (nie chciał zauważyć?) smutnej rusałki żałobnik na niewielkim murku, opadłego liścia klonu i własnego odbicia w wodzie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Ze szczytu wzgórza zobaczył więc tylko pustą ławkę w parku, skąpaną w późnopopołudniowym słońcu. I sierpień, oczywiście. Lato powoli się kończyło i nikt nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-6503782957528985433?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/6503782957528985433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/08/by-oczywiscie-sierpien.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6503782957528985433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6503782957528985433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/08/by-oczywiscie-sierpien.html' title='Wzgórze'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5975430831940061573</id><published>2010-08-13T03:26:00.000-07:00</published><updated>2010-08-13T03:39:09.477-07:00</updated><title type='text'>Elegia na śmierć starego sąsiada</title><content type='html'>umarł sąsiad&lt;br /&gt;nic wielkiego&lt;br /&gt;zdarza się &lt;br /&gt;sąsiadom umierać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jedno mnie tylko martwi:&lt;br /&gt;teraz pamiętają&lt;br /&gt;ach biedny dziadek mógł&lt;br /&gt;jeszcze trochę&lt;br /&gt;tak nagle&lt;br /&gt;szkoda&lt;br /&gt;no i pogrzeb kwiaty znicze&lt;br /&gt;stypa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ale potem się rozjadą&lt;br /&gt;zapomną na pewno&lt;br /&gt;jak nic zapomną&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wszystko w moich rękach&lt;br /&gt;muszę zebrać wspomnienia&lt;br /&gt;narzekanie&lt;br /&gt;na ból w krzyżu&lt;br /&gt;na pogodę&lt;br /&gt;na nas, że hałasujemy&lt;br /&gt;zebrać, zapieczętować&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i zapamiętać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to niewiele&lt;br /&gt;ale przedłużę mu życie&lt;br /&gt;o moje życie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w ciepłym schronieniu&lt;br /&gt;między kolegą z naprzeciwka&lt;br /&gt;jakimś wujkiem&lt;br /&gt;i kilkoma innymi &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poistnieje sobie&lt;br /&gt;jeszcze chwilę&lt;br /&gt;ponarzeka&lt;br /&gt;na ból w krzyżu&lt;br /&gt;na pogodę&lt;br /&gt;na nas, że hałasujemy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a pewnego dnia&lt;br /&gt;razem ze mną&lt;br /&gt;rozsypie się w proch&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;już tak na zawsze&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5975430831940061573?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5975430831940061573/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/08/elegia-na-smierc-starego-sasiada.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5975430831940061573'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5975430831940061573'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/08/elegia-na-smierc-starego-sasiada.html' title='Elegia na śmierć starego sąsiada'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1868787395098085625</id><published>2010-08-06T03:16:00.000-07:00</published><updated>2010-08-06T03:18:56.255-07:00</updated><title type='text'>Ludzie z parasolami</title><content type='html'>Idziemy w deszczu. Oni - ludzie z parasolami i my - ludzie bez parasoli. Ulewa jest ulewą z prawdziwego zdarzenia - zadbała nawet o to, by nie było się gdzie skryć. Pusta, głupia ulica bez jednego choćby zadaszenia. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;My, ludzie bez parasoli nie czujemy już nawet wściekłości. Przemokliśmy do tego stopnia, że jest nam tylko zimno. Upajająca bezradność co chwila próbuje przerodzić się w ironiczny dystans i przerywa szum padającej wody czyjąś niby to wesołą wypowiedzią.&lt;br /&gt;- I am dancing in the rain.&lt;br /&gt;- Wyglądamy jak zmokłe kury.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nie, żeby nie było to zabawne. Na pewno było. I śmieszyłoby nas zapewne, gdyby nie upodlający widok z przodu - trójka zadowolonych z siebie ludzi, bezpiecznych i suchych pod czarnymi płachtami.  Tak naprawdę próbowaliśmy już wszystkiego. Od prób wyszydzenia - ach, nie jesteśmy z cukru, to tylko mżawka - po obłąkańcze szukanie pozytywów - taki spacer jest dobry dla zdrowia! Nie jest, dobrze o tym wiedzieliśmy. Tym bardziej bolesna zazdrość kazała nam spoglądać w stronę ludzi z parasolami.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nie wiem, co bardziej nam doskwierało. Deszcz i zimno, czy raczej świadomość, że im jest sucho i ciepło. A może poczucie, że nie jesteśmy panami własnego losu? Brak alternatywy? Oni w każdej chwili mogą schować swoją osłonę i moknąć tak jak my - jeśli by tylko zechcieli. My możemy chcieć i chcieć - lecz i tak nie zmienimy swojego położenia. Nie mamy wyboru. Upodlające.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W którymś momencie ktoś rzucił hasło, by zrównać wszystkich idących. Taka mała powtórka z rewolucji: zabrać tym, którzy mają więcej. Nie po to, by samemu zdobyć przewagę - broń Boże, to byłaby kradzież! - lecz po to, by nikt nie miał lepiej niż my. Połamać parasole i połączyć się, zbratać w udręce. Inny, rozsądniejszy głos zgasił jednak ten pomysł w zarodku.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nagle przyszło oświecenie - pomyśleliśmy o niedalekiej przyszłości. W końcu musi wyjść słońce, a oni zostaną na ulicy z mokrymi, ciężkimi od deszczu parasolami w dłoniach. My zaś, powoli schnąc, dojdziemy do celu niczym nieobciążeni! Ruszyliśmy więc raźniej, rozkoszując się tą ideą, upatrując przyszłych korzyści. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Wtedy jednak teraźniejszość przypuściła zdecydowany atak. Ulewa przybrała na sile, zabłysło, zagrzmiało i zrobiło się nieprzyjemnie. Ciężkie krople spływały po twarzach mieszając się po drodze ze łzami bezsilności. Nawet nadzieja, że wkrótce parasole naszych gnębicieli okażą się niewystarczające, okazała się płonna. Solidny, zachodni sprzęt doskonale sprawdzał się w trudnych warunkach. A deszcz padał coraz gęściej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szliśmy więc dalej pustą, głupią ulicą. Oni - ludzie z parasolami i my - ludzie bez parasoli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1868787395098085625?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1868787395098085625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/08/ludzie-z-parasolami.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1868787395098085625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1868787395098085625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/08/ludzie-z-parasolami.html' title='Ludzie z parasolami'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-885132273460408218</id><published>2010-07-23T11:44:00.000-07:00</published><updated>2010-07-23T12:00:23.172-07:00</updated><title type='text'>Inne rzeczy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TEnk8La0XtI/AAAAAAAABYM/I8IQWldAldY/s1600/czapla.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 140px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TEnk8La0XtI/AAAAAAAABYM/I8IQWldAldY/s200/czapla.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5497176542690959058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;S. Barańczak - Obserwatorzy ptaków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drżącej w upale szosy numer 8&lt;br /&gt;z jej motelami, pędem i stacjami Esso&lt;br /&gt;dość było skręcić ostro, szorując podwoziem&lt;br /&gt;o piach, w ciągnącą się pół mili leśną&lt;br /&gt;drogę, dotrzeć do kiosku z desek, gdzie sumienna&lt;br /&gt;grubaska pobierała stosowną opłatę,&lt;br /&gt;wydając w zamian uśmiech i broszurę,&lt;br /&gt;zostawić wóz pod sosną, której czubek z szumem&lt;br /&gt;mierzwił obłoki, i tak już kudłate,&lt;br /&gt;i bez większego zrozumienia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wpatrzyć się w planszę z mapką okolicy&lt;br /&gt;i strzałką "JESTEŚ TUTAJ". O sto metrów dalej&lt;br /&gt;szła ścieżką para z dziećmi: równie pospolici&lt;br /&gt;jak my, też "byli tutaj" i zwiedzali.&lt;br /&gt;Nie tak wyobrażaliśmy sobie rezerwat&lt;br /&gt;dzikiego ptactwa. Prawda, i tak był to czysty&lt;br /&gt;wymysł, ta cała komedia z naturą,&lt;br /&gt;która istnieje dzięki przewodnikom, którą&lt;br /&gt;widzi się w ramach zatrudnień turysty.&lt;br /&gt;Wiatr, który czujnie się poderwał,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;był w każdym razie autentyczny: świeży,&lt;br /&gt;nadmorski. Machinalnie sprawdzając w broszurce&lt;br /&gt;szlak, ruszyliśmy, depcząc chrupiący żwir ścieżek,&lt;br /&gt;trochę niepewni, czy nie jest oszustwem&lt;br /&gt;ten cały show - szczególnie że główna atrakcja,&lt;br /&gt;to znaczy ptaki, jakoś nie chciała się stawić&lt;br /&gt;na scenie. Dróżka wychynęła z nagła&lt;br /&gt;z zarośli na zjeżone trawą słone bagna,&lt;br /&gt;kładki, w sitowie oprawiony stawek:&lt;br /&gt;no, wreszcie są! Gromadki ptactwa,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zielonogłowych kaczek, burych gęsi&lt;br /&gt;taplały się rodzinnie w wodzie. Ale najpierw&lt;br /&gt;wpadła nam w oczy inna grupa, jeszcze gęściej&lt;br /&gt;stłoczona obok, na piaszczystej skarpie:&lt;br /&gt;obserwatorzy ptaków! Składane siedzenia,&lt;br /&gt;lunety na trójnogach, lornetki polowe,&lt;br /&gt;kurtki z mnogością fachowych kieszonek,&lt;br /&gt;spłowiałe kapelusze i kamery "Sony":&lt;br /&gt;prawdziwi, tkwiący tu dobrą połowę&lt;br /&gt;dnia, zjeżdżający co niedziela&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;obserwatorzy ptaków, ludzie, którzy&lt;br /&gt;na pytanie "Kim jestem?" mówią sobie: "Jestem&lt;br /&gt;obserwatorem ptaków"! Był ich prawie tuzin,&lt;br /&gt;wpatrzonych w jedną stronę. Nigdy jeszcze&lt;br /&gt;tak niezdefiniowany, tak z boku, wygnany&amp;#8230;&lt;br /&gt;nagle drgnąłem wraz z nimi. Jakby wszystkich przeszył&lt;br /&gt;ten sam prąd: spoza trzcin mokro zakłapał&lt;br /&gt;groteskowo sflaczały dźwięk - ogromna czapla&lt;br /&gt;wzbiła się, spójrz, jak blisko!, i poprzecznym&lt;br /&gt;lotem poniosła nad wydmami,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tak, "Wielka Czapla Błękitna" z fotosu&lt;br /&gt;w broszurce, "bardzo rzadko spotykana"! Tłumek&lt;br /&gt;wydał wspólny, radosny pomruk, kilka osób&lt;br /&gt;podniosło oczy znad wzierników lunet:&lt;br /&gt;i wszystkich objął uśmiech - bezpieczny, bezsprzeczny.&lt;br /&gt;Więc świat może jest po to, by przeszył, otworzył&lt;br /&gt;nas czasem znak, jak strzałka: "JESTEŚ TUTAJ:&lt;br /&gt;wśród ludzi, obcych, ale jesteście - zaufaj -&lt;br /&gt;po jednej stronie, współobserwatorzy&lt;br /&gt;ptaków, pogody, innych rzeczy".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;(osobiście dedykuję wszystkim obserwatorom ptaków, którzy są. Ale szczególnie tym, których już nie ma)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-885132273460408218?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/885132273460408218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/07/s.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/885132273460408218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/885132273460408218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/07/s.html' title='Inne rzeczy'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TEnk8La0XtI/AAAAAAAABYM/I8IQWldAldY/s72-c/czapla.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7630638467408994947</id><published>2010-06-14T08:47:00.000-07:00</published><updated>2010-06-14T08:48:17.850-07:00</updated><title type='text'>Bajka z Nabokova</title><content type='html'>-Chłopiec!&lt;br /&gt;Okrzyk ten był pierwszym dźwiękiem, który dotarł do uszu nowo narodzonego Zygmusia. &lt;br /&gt;Potem mógł słyszeć przede wszystkim swój rozdzierający szloch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważył akurat tyle, co trzeba. Zdrów jak ryba– orzekł też wkrótce pan doktor i mama z dzieckiem mogli opuścić zimny szpital i wrócić (matka) lub pierwszy raz przybyć (syn) do domu.&lt;br /&gt;    Zaczęło się niewinnie.&lt;br /&gt;- Aaaaaaaaaaaaaa! - płakał malec.&lt;br /&gt;- Już, cichutko – odpowiadał ojciec.&lt;br /&gt;- Eeeeeeeeeeeeee! - wył dalej Zygmuś.&lt;br /&gt;- Cichuteńko, spokojnie, już, ciiiiii.&lt;br /&gt;- Aaaaaaaaaaaaaa!&lt;br /&gt;- A a a, kotki dwa, szare bure obydwa...&lt;br /&gt;- Eeeeeeeeeeeeeee!&lt;br /&gt; Nikt oczywiście niczego jeszcze nie zauważył. W zasadzie trudno się dziwić. Nie ma też nic nadzwyczajnego w tym, że w czterech pierwszych opanowanych przez malca słowach (mama, tata, sama, lata) nikt nie dopatrzył się zależności. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Przyjrzyjmy się trzyletniemu już Zygmusiowi. Buduje wieżę z klocków. Czerwony klocek. Niebieski. Czerwony. Niebieski. Rodzice zadowoleni, dziecko się rozwija i zaczyna odróżniać kolory.&lt;br /&gt;Ma już sześć lat i idzie do zerówki. Wśród jego kolegów (oczywiście)  spotkamy Tomka, Maćka, Romka i Wacka. Tato się śmieje, że zabawnie się dobrali. Zygmuś nie widzi w tym nic śmiesznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza miłość? Zosia. &lt;br /&gt;Druga? Basia.&lt;br /&gt;Trzecia? Tak, dobrze myślicie. Gosia.&lt;br /&gt; I tak ze wszystkim. Na półce z książkami - „Mistrz i Małgorzata”, obok, zamiast Psiego Serca albo Białej Gwardii – Władca Pierścieni podpierany przez „Pożegnanie lata”, które z kolei stoi ramię w ramię z obcą gatunkowo „Godziną cieni”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkrótce Zygmunt wzbogaca swoją sztukę rymotwórczą. Nie tylko poznaje rym okrężny, uczy się także rymować ze sobą nie słowa, a zdarzenia. Zaczyna dzień filiżanką kawy, w środku doby wypija dwie herbaty, by zakończyć ją małą czarną. Potem rzecz jasna nie mogąc zasnąć przeklina w duchu nieprzemyślaną kompozycję. &lt;br /&gt;Tworzy w ten sposób strukturę całych tygodni i miesięcy. W każdym roku jego życia usłyszeć można czysty stukot wewnętrznych rymów – styczeń pokrywa się z grudniem, poniedziałek z niedzielą, czerwiec z lipcem wspaniale współbrzmią, cudownie komponując się ze zgodnym dźwiękiem północy z północą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Zygmunt poczuje, że poemat dobiega kresu, pozostanie mu już tylko znaleźć najważniejszy rym, który pozwoli zamknąć życie w spójnej formie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uda się więc pod wielki kopiec, usypany na część jakiegoś wielkiego herosa przeszłości. Siądzie na ławce. Świat będzie mu powoli gasł przed oczyma, znajdzie jednak dość siły, by wskazać przechodzącemu chłopcu wzniesienie i zapytać:&lt;br /&gt;- Co to jest?&lt;br /&gt;Malec zaś nie usłyszy pytania. Zygmunt przestanie istnieć i nigdy już nie otrzyma odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba, że gdzieś tam, na tamtym brzegu, również są jakieś kopce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7630638467408994947?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7630638467408994947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/06/bajka-z-nabokova.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7630638467408994947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7630638467408994947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/06/bajka-z-nabokova.html' title='Bajka z Nabokova'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-6277634183008947209</id><published>2010-06-08T00:52:00.000-07:00</published><updated>2010-06-08T01:06:03.811-07:00</updated><title type='text'>Operacja na żywej pamięci</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TA35QaIHD_I/AAAAAAAABXg/YqXffkMCUXE/s1600/mozg.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 174px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TA35QaIHD_I/AAAAAAAABXg/YqXffkMCUXE/s200/mozg.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5480310381866323954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; W powietrzu unosi się sterylny zapach sali szpitalnej. Słychać brzdęk narzędzi chirurgicznych, które jedna z sióstr układa właśnie na stole. Zaraz zaczynamy. W zasadzie tylko trochę trzęsą mi się ręce. Ale stop! Jaka sala? Jakie narzędzia? Co mamy zaczynać? Czytelnikowi należą się chyba jakieś wyjaśnienia. Już, już o wszystkim opowiadam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Pomieszczenie, w którym się aktualnie znajdujemy, to ni mniej, ni więcej tylko sala operacyjna, ukryta gdzieś w zakamarkach mojego umysłu. Całe jej wyposażenie stanowi stół i jakaś szafka, której nie chce mi się dokładnie wyobrażać. Ponadto znajduje się tu jeszcze wymyślony przeze mnie na poczekaniu personel – dwie siostry (niech będzie – Bożenka i Zosia) i dwóch specjalistów – chirurgów, którym nie mam już ochoty nadawać imion. Och, i oczywiście pacjent, ale o tym zaraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jaki jest cel całego tego dziwacznego przedsięwzięcia? Operacja. To już wiemy. Ale nie będzie to, broń Boże, żadna trepanacja czaszki, przeszczep wątroby czy usunięcie wyrostka. To, co chcemy przeprowadzić, to zabieg chirurgiczny na żywej pamięci. Co w tym dziwnego? Doszedłem do wniosku, że skoro można człowiekowi usunąć zęba, nerkę lub nogę, ba, można nawet pozbawić go życia – to, tym bardziej, powinno być możliwe wycięcie jakiegoś fragmentu wspomnień tak, jak się wycina chorą tkankę. Logiczne, prawda? Cały zabieg jest oczywiście eksperymentem, a ja, dla dobra nauki, postanowiłem poświęcić dokładnie jeden dzień swojego życia  i spróbować dokonać jego niwelacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, uda mi się usunąć 8 mają z pamięci, po czym umieścić go w odpowiednio oznaczonym słoiczku z formaliną. 7 maj powinien szybko zrosnąć się z 9, tworząc co najwyżej delikatną bliznę, która i tak szybko zniknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; O trudności całego zabiegu niech świadczy fakt, że musi zostać on dokonany w czterech wymiarach. Nie wystarczy ciąć wzdłuż czasu, bo zostawimy w ten sposób zawieszoną w nicości przestrzeń, podobnie też odwrotny manewr stworzył by we wspomnieniach zapis doby pozbawionej treści. Do tego nie można dopuścić. Zaczynajmy zatem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1. godzina operacji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pierwszego cięcia dokonuje równo o północy, na samym początku. Prowadzę skalpel prosto przez pierwszą i druga w nocy, odcinam swój-pokój-7-maja od swojego-pokoju-8-maja. Ręce mi się trzęsą, przez przypadek nachodzę na dzień poprzedni i podkradam lampę z  biurka. Nic to, wojna wymaga ofiar.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;2. godzina operacji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nareszcie odciąłem od siebie dwa sąsiadujące dni i tnę już poranek, razem z kubkiem herbaty i komputerem. Przy obiedzie muszę uważać, by nie rozciąć tętnic łączących  ten dzień poprzednimi (już choćby z tej racji, że dwa razy pod rząd na moim stole gościłypierogi). Udaje się jednak bez problemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;4. godzina operacji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Prowadzę skalpel przez wypad rowerowy. Tutaj drżenie rąk znowu przynosi efekty i kilka drzew, dwa domki i babcia pracująca w polu zostają w mojej pamięci. Muszę się bardziej starać. Potem idzie lepiej, niebo na Gotówką udaje się łatwo oddzielić od tkanki wspomnień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;7. godzina operacji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Spektakl teatralny to, wydawałoby się, nic trudnego, jednak nawet tu nie obeszło się bez ofiar. Nie udaje się wprawnie usunąć jednego kwadransa. Nie ma się czym przejmować, to już niemal koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;9. godzina operacji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Cięcie między dniem dzisiejszym a wczorajszym. Tym razem wychodzi bezbłędnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;12. godzina operacji &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Uff, skończone. Wycięty z pamięci dzień, jeszcze ociekający krwią, pakuję do oznakowanego słoiczka z napisem „7 mają 2010”. Zaszywam ranę, odkładam narzędzia i pozwalam pielęgniarkom,  chirurgom i całej sali rozpłynąć się w odmętach wyobraźni. Na razie wystarczy. Na razie – bo to dopiero początek. Opracowuję już nowy eksperyment. Tym razem, w miejscu wyciętej tkanki, dokonam wszczepienia dnia wyhodowanego w warunkach laboratoryjnych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W próbówkach udało się już otrzymać zaczątki niesamowitego, choć zupełnie przypadkowego spotkania z Agatą Buzek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-6277634183008947209?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/6277634183008947209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/06/operacja-na-zywej-pamieci.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6277634183008947209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6277634183008947209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/06/operacja-na-zywej-pamieci.html' title='Operacja na żywej pamięci'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/TA35QaIHD_I/AAAAAAAABXg/YqXffkMCUXE/s72-c/mozg.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-6208654224461353399</id><published>2010-05-31T05:48:00.000-07:00</published><updated>2010-05-31T05:53:24.459-07:00</updated><title type='text'>Ogłoszenie</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Poszukuję osób, którzy mają w rodzinie dróżnika / dróżniczkę, bądź też znają taką osobę i mogę mnie z nią skontaktować. Potrzebuję podobnych znajomości z racji projektowanego tekstu na ten temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewtajemniczonym wyjaśniam, że dróżnik to pan lub pani, która otwiera i zamyka szlaban na przejściach kolejowych. W&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogących pomóc proszę o kontakt (gg: 7990501, mail: lothermatheus@tlen.pl, lub też komentarz pod wpisem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z góry dziękuję. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-6208654224461353399?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/6208654224461353399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/05/ogoszenie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6208654224461353399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6208654224461353399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/05/ogoszenie.html' title='Ogłoszenie'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7816016363600175945</id><published>2010-05-13T05:39:00.000-07:00</published><updated>2010-05-13T05:43:14.507-07:00</updated><title type='text'>Ocalić od zapomnienia</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lipski kantor bardzo mile&lt;br /&gt;uśmiecha się zza oszklenia.&lt;br /&gt;Chciałbym wszystkie takie chwile&lt;br /&gt;ocalić od zapomnienia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Malarze mają oczywiście najłatwiej. Wyciągają pędzel, sztalugę, wdziewają obciachowy berecik z antenką i najzwyczajniej w świecie malują. Jedno pociągniecie – drzewko, drugie – domek, trzecie – zachodzące niebo. W trzech ruchach mogą uwiecznić światło, barwy, a nawet emocje i przekazać dalej daną chwilę sztafecie pokoleń. Zazdrościmy malarzom. Zazdrościmy także poetom. Kilka wersów, metaforka, epitecik – i scenka jak żywa, bez trudu można ożywić okręt w zatoce, pawia albo różę. Poeci dobrze wiedzą, że piękno ocala.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;A za oknem migotliwie&lt;br /&gt;Venus gałąź opromienia.&lt;br /&gt;Chciałbym  i ten błysk na szybie&lt;br /&gt;ocalić od zapomnienia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Prozaicy – ci t akże mają dobrze! Napisze taki powieść, epopeję albo choćby opowiadanko i bez trudu utrwali na wieki to, co mu się żywnie podoba. Przechowa krainę dzieciństwa – jak Miłosz w Dolinie Issy albo Konwicki w Kronice wypadków miłosnych - albo po prostu uwieczni chwilową impresję. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę arsenał środków, jakimi dysponuje.  Dodajmy do tego grona szczęściarzy także fotografów, reżyserów, rzeźbiarzy, szklarzy i Bóg wie kogo jeszcze – jest na kogo patrzeć z zawiścią!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Minął dzień. Wciąż prędzej, prędzej&lt;br /&gt;szybuje czas bez wytchnienia.&lt;br /&gt;A ja chciałbym twoje ręce&lt;br /&gt;ocalić od zapomnienia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; A co ja mam począć, by ocalić od przykrej zagłady niezliczone błyski na szybach albo czyjeś ręce? Poskąpiono mi talentów – szczytem moich osiągnięć plastycznych jest Lechu, zdolności poetyckie pozwalają jedynie na zrymowanie wiosny z radosnym, a wszelki tekst literacki, zajmujący więcej niż stronę zawsze wychodzi mi jak Komorowskiemu orędzia – fatalnie.  Wspaniałości, których bywam świadkiem, są zatem skazane na ciasne więzienie mojej świadomości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Z dnia na dzień tkaninę tkamy&lt;br /&gt;wzorzystą dla pokolenia.&lt;br /&gt;Chciałbym i blask naszej lampy&lt;br /&gt;ocalić od zapomnienia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; Próbowałem, a jakże, podjąć się prób opisania rozmaitych wydarzeń tak, jak się zdaje relację. „Była godzina pierwsza nad ranem. Na sali było ciemno, jedynym źródłem światła był podświetlony krzyż. Szemrała fontanna. Rozmawialiśmy o...”. Tylko jak to brzmi? Jak sprawozdanie ze spotkania kolektywu partyjnego. Nie, nie tędy droga do nieśmiertelności. A innej  nie widzę.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jesteśmy w pół drogi. Droga&lt;br /&gt;pędzi z nami bez wytchnienia.&lt;br /&gt;Chciałbym i mój ślad na drogach&lt;br /&gt;ocalić od zapomnienia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Lecz chyba nie ma się czym przejmować. Choćby najlepiej uchwycona chwila, oderwana od kontekstu świadomości tego, który ją sportretował, dla innych może być jedynie jak tekst piosenki pozbawiony nut. To, co wydaje mi się warte zachowania, jest takie tylko mi. Dolina Issy nie będzie dla nas tym samym, czym była dla Miłosza. Nic nie uratuje nas i naszych wspomnień przed zapomnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Moje bagno, moje nocne rozmowy i moje zachody rozsypią się zatem wraz ze mną w proch i trzeba się z tym pogodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Cytaty pochodzą z "Pieśni" Gałczyńskiego. Kryptocytaty zaś - dla uważnych i dociekliwych - z "Do Ryszarda Krynickiego - Listu" Herberta i "Kalendarza i Klepsydry" Konwickiego.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7816016363600175945?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7816016363600175945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/05/ocalic-od-zapomnienia.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7816016363600175945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7816016363600175945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/05/ocalic-od-zapomnienia.html' title='Ocalić od zapomnienia'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-8280335398338205908</id><published>2010-04-25T12:19:00.000-07:00</published><updated>2010-04-26T04:31:43.177-07:00</updated><title type='text'>Adoptuj słowo!</title><content type='html'>Ze słowami jest jak z ludźmi. Gdy jakieś wydaje nam się atrakcyjne, nie rozstajemy się nim,  staje się ono stałym domownikiem naszej codziennej mowy i służy wiernie w każdej potrzebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystarczy jednak chwilowa zmiana mody, jakiś chwytliwy synonim, szumne hasełko, by niedawno jeszcze doceniany wyraz został przez nas wyeksmitowany na bruk języka, gdzie czeka go tylko płacz i zgrzytanie zębów. Tak, w naszych językowych wyborach nie kierujemy się zasadami lingwistycznego humanizmu. Wybieramy to, co się nam podoba, w zależności od kaprysów to wywyższając jedne słowa, to odprawiając inne w niebyt. Nie towarzyszy nam przy tym najmniejsza choćby refleksja nad losem zapomnianych przysłów, wyrażeń i zwrotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejęty tą tragiczną sytuacją odwiedziłem sierocińce słów, przyjrzałem się zabiedzonym Autom, próbowałem pocieszać Jesionkę, Wdzianko i Drapichrusta, rozmawiałem także z rozżalonym Kozim Rogiem. Ten obraz nędzy i rozpaczy wstrząsnął mną dogłębnie i kazał szukać rozwiązania. Efektem tych poszukiwań jest niniejsza akcja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bracia i siostry!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli macie w sobie jeszcze choć resztki wrażliwości językowej, nie pozwólcie wyginąć przeuroczym słowom, które jeszcze niedawno były tak żywe w naszej mowie. Ustrzeżmy się przed wulgaryzacją, walczmy o bogactwo naszych codziennych rozmów. Zamiast zapierdalać – róbmy coś w trymiga, zamiast wypierdalać – dawajmy dyla, miast pierdolić – bajdurzmy  i plećmy trzy po trzy. W naszym zdziwieniu i rozgoryczeniu nie ograniczajmy się do rzucania kurwami, dajmy się dundrom świstać, a gęsiom kopać. Zrzućmy z siebie t-shirty, jeansy i dresy, a przywdziejmy kufajki, surduty i szarawary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Specjalnie dla was przygotowałem poniższą listę wybranych przeze mnie wyrażeń. Podzieliłem ją na dosyć specyficzne kategorie, często trudno bowiem znaleźć jakiś wspólny mianownik łączący te urocze ramotki. Wybierzcie sobie przynajmniej kilka słów, które najbardziej się Wam spodobają i przygarnijcie je pod dachy Waszej mowy. Każdy, kto podejmie się tej lingwistycznej adopcji, otrzyma ode mnie specjalny, imienny certyfikat poświadczający jego zaangażowanie w ratowanie narodowego dobra, jakim jest język.*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do dzieła, przyjaciele!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Szczególne podziękowania dla:&lt;br /&gt;- Marcina, za inspirację i 80% niniejszego zasobu&lt;br /&gt;- Jacka, zwłaszcza za "pejoratywne określenia człowieka", ineksprymable i desusy. &lt;br /&gt;- Przemysława, nie pamiętam, za co&lt;br /&gt;- Oli, w szczególności za bawidamka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zwroty synonimiczne do „o kurwa”:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A niech mnie dunder świśnie!&lt;br /&gt;A niech mnie gęś kopnie!&lt;br /&gt;A to ci heca!&lt;br /&gt;Bożesz Ty mój!&lt;br /&gt;Do diaska!&lt;br /&gt;Do stu beczek kartaczy!&lt;br /&gt;Ja cię kręcę!&lt;br /&gt;Jasny gwint!&lt;br /&gt;Kurczę blade!&lt;br /&gt;Kurka wodna!&lt;br /&gt;Kurza stopa!&lt;br /&gt;Motyla noga!&lt;br /&gt;Niech mnie kule biją!&lt;br /&gt;O rety!&lt;br /&gt;Olaboga!&lt;br /&gt;Pal go sześc!&lt;br /&gt;Pal to licho!&lt;br /&gt;Psiakość!&lt;br /&gt;Psiakrew!&lt;br /&gt;Rany Julek!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Powitania / pożegnania:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całuję rączki!&lt;br /&gt;Czołem!&lt;br /&gt;Graba!&lt;br /&gt;Kłaniam się nisko!&lt;br /&gt;Moje uszanowanie!&lt;br /&gt;Serwus!&lt;br /&gt;Szufla!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Przymiotniki pozytywne:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czadowy&lt;br /&gt;Byczy&lt;br /&gt;Cool&lt;br /&gt;Klawy&lt;br /&gt;Morowy&lt;br /&gt;Równy (gość)&lt;br /&gt;Wypasiony&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Rzeczowniki:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Balety&lt;br /&gt;Potańcówka&lt;br /&gt;Prywatka&lt;br /&gt;Sympatia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Auto&lt;br /&gt;Fura&lt;br /&gt;Gablota&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Latryna&lt;br /&gt;Ustęp&lt;br /&gt;Wychodek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dolce&lt;br /&gt;Forsa&lt;br /&gt;Szmal&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Berbeć&lt;br /&gt;Dziatki&lt;br /&gt;Milusińscy&lt;br /&gt;Pociecha&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Majsterkowicz &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Desusy – majtki damskie&lt;br /&gt;Ineksprymable - kalesony&lt;br /&gt;Jesionka&lt;br /&gt;Kufajka&lt;br /&gt;Palto&lt;br /&gt;Prochowiec (tutaj pozdrawiam właścicielkę prochowca a la Humbert Humbert)&lt;br /&gt;Surdut&lt;br /&gt;Szarawary&lt;br /&gt;Szlafmyca&lt;br /&gt;Wdzianko&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kłamać:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bajdurzyć&lt;br /&gt;Kantować&lt;br /&gt;Kitować&lt;br /&gt;Nabić w butelkę&lt;br /&gt;Pleść duby smalone&lt;br /&gt;Pleść trzy po trzy&lt;br /&gt;Ściemniać&lt;br /&gt;Zalewać&lt;br /&gt;Zrobić na szaro&lt;br /&gt;Zrobić w balona&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pejoratywne określenia człowieka: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ananas&lt;br /&gt;Ancymon&lt;br /&gt;Bawidamek&lt;br /&gt;Bęcwał&lt;br /&gt;Bisurman&lt;br /&gt;Bumelant&lt;br /&gt;Chuligan&lt;br /&gt;Dandys&lt;br /&gt;Darmozjad&lt;br /&gt;Drań&lt;br /&gt;Drapichrust&lt;br /&gt;Gach&lt;br /&gt;Gagatek&lt;br /&gt;Gamoń&lt;br /&gt;Hultaj&lt;br /&gt;Huncwot&lt;br /&gt;Łajdak&lt;br /&gt;Łapserdak&lt;br /&gt;Łobuz&lt;br /&gt;Łotr&lt;br /&gt;Nicpoń&lt;br /&gt;Nikczemnik&lt;br /&gt;Nygus&lt;br /&gt;Opryszek&lt;br /&gt;Pasibrzuch&lt;br /&gt;Psotnik&lt;br /&gt;Rozrabiaka&lt;br /&gt;Rzezimieszek&lt;br /&gt;Szelma&lt;br /&gt;Swawolnik&lt;br /&gt;Szubrawiec&lt;br /&gt;Świszczypała&lt;br /&gt;Trzpiot&lt;br /&gt;Urwipołeć&lt;br /&gt;Urwis&lt;br /&gt;Wisus&lt;br /&gt;Zbir&lt;br /&gt;Ziółko&lt;br /&gt;Złoczyńca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Varia:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boki zrywać&lt;br /&gt;Dać asumpt&lt;br /&gt;Dać dyla&lt;br /&gt;Koń by się uśmiał&lt;br /&gt;Na chybcika&lt;br /&gt;Nie lada gratka&lt;br /&gt;Pic na wodę&lt;br /&gt;Uderzać w konkury &lt;br /&gt;W trymiga!&lt;br /&gt;Zapędzić w kozi róg&lt;br /&gt;Zjadłbym konia z kopytami!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;*osobom spoza Chełma oferujemy możliwość przesłania certyfikatu pocztą (przez gołębia).&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-8280335398338205908?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/8280335398338205908/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/04/adoptuj-sowo.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8280335398338205908'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8280335398338205908'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/04/adoptuj-sowo.html' title='Adoptuj słowo!'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5089845455825565450</id><published>2010-04-09T03:49:00.000-07:00</published><updated>2010-04-09T03:50:17.431-07:00</updated><title type='text'>Nowowiosna</title><content type='html'>Zaoknie przebiśniegło już dosyć dawno i powoli tulipanieje. Dom (na spółkę ze słońcem) wyzewnętrznia mnie. Prześniony już niemal na wylot ogród uderza  ukwieconym,  wilgotnioziemnym zapachem powietrza. Świat ledwie się oddtygodnił od zimy, a już zdążył się uwiosennić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wyuliczniam się więc, ulica maszeruje mi pod nogami, wschodzę po wschodach i  naddtorowuję na kładkę. Z góry widzę, jak miasto odbłyszcza dachami promienie słoneczne. Pode mną stukoczą pociągane tory, kłócąc się z uptaszonym drzewem, mającym swój własny plan na zagospodarowanie dźwiękoprzestrzeni. Stuk, stuk, ćwir, ćwir.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Osiedle Dyrekcja dyrekcjonuje mnie przez swoją udrzewioną aleję. Zaludnione chodniki. Wyrolkowane, wyrowerowane dzieci mijają mnie co chwilę. Nie ma – z pewnością – niczego piękniejszego niż przedwojennie osłonecznione mury tych wielkich, czerwonodachych kolosów po obu stronach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Na końcu alei odgmaszam się, by się uśródmieścić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Gdy robi się cieplej, dokonuję urowerzenia i wlesiam się, włączam i wbagniam. Natura, odciszona po zimie, zaptaszała; jadąc przez las widzę dookoła uprzyleszczoną ściółkę. Jadę tak, pierwiosnę i odcodzienniam się zupełnie. Uprzestrzenione łąki skowronieją co chwila, gdzieś jeszcze wykluczy się żurawiami niebo. Dzięki Bogu, że można się tak wynaturzyć, bo najgorsze, co można zrobić na wiosnę, to zmieścić się w mieście. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Zawsze dziwi mnie, że każde ozielenienie cieszy tak samo, że cowiosennie wiosna uwiosennia mnie w tym samym stopniu, choć przecież odzimiam się już siedemnasty raz. Zawsze tak samo z radością widzę, jak czas przezegarowuje się o godzinę, że przeddomie ciemnieje nieco później, niż wczoraj. Ale może wynika to stąd, że każda wiosna jest nowowiosną, czymś innozielonym? Może za każdym razem przeporowanie się roku jest czymś różnym? Jeśli tak, co roku trzeba będzie wymyślać nową wiosnomowę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5089845455825565450?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5089845455825565450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/04/nowowiosna.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5089845455825565450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5089845455825565450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/04/nowowiosna.html' title='Nowowiosna'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-9043705753424356369</id><published>2010-04-06T06:00:00.000-07:00</published><updated>2010-04-06T06:33:19.680-07:00</updated><title type='text'>Las (sk)rzeczy*</title><content type='html'>* &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tak, długo uciekałem od podobnej sylwiczno-miszmaszowej formy notek, ale czasami pojawia się tyle kwestii (głównie książkowych), o których chciałbym napisać, a które są zbyt nieznaczne, by poświęcić im osobny tekst, że można raz na miesiąc stworzyć takie małe lapidarium&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Coraz częściej zdarza mi się, że mój ekstraoryginalny pomysł na tekst okazuje się być czymś dawno wymyślonym i opisanym. I tak notkę o moim psie, Jakubuie, znaleźć możecie w "Kalendarzu i klepsydrze" Konwickiego (z tym, że tam Kubę zastępuje Kot Iwan), a przemyślenia o wchodzeniu w formę (znacznie lepiej niż ja to zamierzałem uczynić) przedstawi wam Gombrowicz w Dzienniku.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wydanie Mistrza i Małgorzaty z zaznaczonymi ingerencjami sowieckiej cenzury. Początek rozdziału 21, Małgorzata po nasmarowaniu się magiczną maścią wylatuje przez okno - "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Niewidzialna i wolna, niewidzialna i wolna!&lt;/span&gt;". Słowo "wolna" dwa razy wycięte przez cenzora. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Opis znajomej: "czuwanie przy grobie dla młodzieży o 17"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Ada albo żar" Nabokova. Polowałem na tę książkę od września. W chełmskim empiku znalazłem dwa egzemplarze, jeden przybrudzony, drugi z wgniecioną okładką. Moja obsesja nie pozwala mi ich kupić, jadę do Wawy i obchodzę cztery księgarnie: każda znaleziona sztuka  lekko brudna bądź zagięta. Sprowadzam więc ofoliowaną i świeżutką prosto z magazynu. I co? Czarne smugi na papierze i rozklejony grzbiet. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Autobiografia tegoż pana. Ciekawa odmiana po innych, przeczytanych ostatnio: niemal ani słowa o dziejowych zawieruchach i wojnach,  a jedynie kilkustronicowe opisy matki idącej na grzyby. Wyborne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dokument o Konwickim na Dwójce. Jakiś profesor pyta go, co sobie myśli o świecie z perspektywy starszego, doświadczonego człowieka. Ponad osiemdziesięcioletni już pisarz odpowiada:&lt;br /&gt;-Wynosić się stąd jak najszybciej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Onet. Informacja "USA: piesek przez trzy dni dryfował na krze" tuż nad wiadomością: "Nepal: 13 osób zginęło w wypadku autobusowym".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec  wyśmienity cytat z bloga Benka: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Powszechnym nukleotydem jest uracyl, ale cząsteczka tRNA zawiera na ten przykład pseudouracyl i myślę, że ma się dobrze mimo to"&lt;/span&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-9043705753424356369?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/9043705753424356369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/04/las-skrzeczy_06.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/9043705753424356369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/9043705753424356369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/04/las-skrzeczy_06.html' title='Las (sk)rzeczy*'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2927064462268588006</id><published>2010-03-19T07:53:00.001-07:00</published><updated>2010-03-22T04:31:28.210-07:00</updated><title type='text'>Ja, Metaferejn</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S6VL-TeRjnI/AAAAAAAABVw/jhU8DwwUIMA/s1600-h/intmale.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S6VL-TeRjnI/AAAAAAAABVw/jhU8DwwUIMA/s200/intmale.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5450846457753079410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; Zakładając tego bloga miałem jedno postanowienie: nie pisać o swoim życiu. Organicznie niemal nie cierpię taniego ekshibicjonizmu i wywlekania przed ciekawskie oczy publiczności ochłapów codziennej, nudnej autobiografii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrzydzenie to jednak dotyczy oczywiście innych, Sam prędko poczułem, że chęć pisania o sobie staje się coraz silniejsza. Zagłuszałem ją, zamykałem w przepastnych lochach świadomości, a ona i tak wyciekała, wracała na swoje miejsce i nie dawała mi spokoju. Więc po cichu, niepostrzeżenie, zacząłem to swoje życie przemycać, ot, wprowadziłem je na polankę jednego czy dwóch akapitów, czasami nawet cała notka ostentacyjnie wymachiwała elementami żywcem wyjętymi z mojej płaskiej i nudnej egzystencji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień dzisiejszy jednak – moje osiemnaste urodziny – stanowi dla mnie jedyną w swoim rodzaju okazję do spuszczenia autobiograficznego ogara z łańcucha. Dam mu się wyhasać po poniższych wersach, zanudzić Was na śmierć i sprawić, byście z zażenowaniem wyłączyli stronę i przeszli do czytania komentarzy na Onecie. Jest to jednak tekst, który pisze wyłącznie dla mnie i dla mojego ukrytej potrzeby ekshibicjonizmu. Miło mi jednak będzie, jeśli zechcecie pozostać i dowiedzieć się kilku zbędnych i nieciekawych faktów o moim zbędnym i nieciekawym żywocie. Nie będzie żadnych skandali i skandalików, comming outów czy pikantnych szczegółów. Nie mam kochanki, nikogo nie zabiłem  i poza przelotnym romansem z carską ochraną nie współpracowałem z żadnymi służbami bezpieczeństwa. Ci, którzy oczekiwaliby podobnych smaczków, mogą wstać i wyjść już teraz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem.. Khe, khe... Nazywam się Mateusz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczniemy oczywiście od mojego dzieciństwa. Jeśli chcecie uzyskać jakiś jego obraz, wyobraźcie sobie prześliczne pacholę o anielskich blond lokach, hasające po ukwieconych łąkach, oglądające z dziecięcą ciekawością ptaszki i kwiatki, łapiące żabki na cudownych polanach Gotówki... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak, mam nadzieję, że nie daliście się nabrać. Nigdy nie interesowały mnie kwiaty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reszta odpowiada rzeczywistości. W 1996 rodzicie (a ściślej: tato) wpadli na wspaniały pomysł i kupili starą chatkę w wiosce położonej w sąsiedztwie bagna, stanowiącego rezerwat przyrody. Ta bliskość natury, połączona z przyrodniczym wykształceniem (i zacięciem) matki, musiała w umyśle czterolatka doprowadzić do dewiacji i niebezpiecznych w jego wieku odchyleń. I tak, zamiast zbierać naklejki z Del Piero czy uczyć się marek samochodów, nasz mały Mateuszek chłonął atlasy ptaków, nie rozstawał się z lornetką, a poszedłszy do szkoły lubował się w poprawianiu nauczycielki, która myliła sikorę bogatkę z ubogą. W swoim dzieciństwie interesował się jeszcze statkami, Indianami, II wojną światową i Bóg wie czym, ale to właśnie awifauna odcisnęła w jego głowie trwałe piękno. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedobrze by było, gdybyście wyszli teraz, mając w głowie obraz chłopca – odludka, który zamiast bawić się z kolegami na podwórku, rozwijał swoje ornitologiczne pasje. O nie, grało się w piłkę, latało z drewnianymi karabinami i mordowało nieprzyjaciół bez litości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawiasem mówiąc: mniej więcej w wieku sześciu lat powołałem do życia pierwszy utwór epicki: bajkę o wierzbie. Rzeczona Wierzba była niemożebnie zła, lecz na szczęście przechodzący leśną ścieżką Borsuk przywrócił ją cnocie. Sequel, o sarence, która nie wiedziała, jak mieć dzieci (sic!), na szczęście nie powstał, ale złowrogie nasienie grafomanii zakiełkowało. Niemal dziesięć lat później obrodziło pierwszymi opowiadaniami fantasy, tak rozkosznie kretyńskimi, że chyba kiedyś je opublikuję. Dalsze efekty widujecie co jakiś czas na blogu i przyznam, że każdego z nich wstydzę się już następnego dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podstawówka minęła mi sielsko, a po niej nastąpił wspaniały okres gimnazjalnej, wczesnej nastoletniości, który upłynął  na pierwszych młodzieńczych miłościach, poznawaniu siebie i świata w gronie oddanych przyjaciół. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższy opis jest  nie tylko szmirą w najgorszym wydaniu, ale także jawną i bezczelną blagą. Po pierwsze -  nie było żadnych miłości, tylko MIŁOŚĆ, jedna, wielka i długa jak ta notka (i podobnież nudna, co trzeba stwierdzić z perspektywy czasu). Ciągnęła się za mną już od czwartej klasy podstawówki, a skończyła w liceum, niezmiennie nieszczęśliwa, przyprawiająca o rozpacz i tak głupia, że nic więcej o niej nie powiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, gimnazjum było – nie bójmy się tego słowa – epicko obrzydliwe. Obrzydliwi byli ludzie (by oddać im należyta sprawiedliwość napomknę jeszcze o prymitywizmie, wulgarności i wulgarnej, prymitywnej brzydocie), obrzydliwa była nauka, obrzydliwe przerwy i obrzydliwe lekcje. Obrzydliwość kapała ze ścian, tworzyła kałuże na podłodze wąskiego korytarza i trzeba było nie lada akrobatycznych zdolności, by w takie bajoro nie wdepnąć. Oddychało się obrzydliwością, obrzydliwość kleiła się do ciebie, dźwięczała w uszach niczym upiorna melodia, mdliła ohydnym, ciągłym posmakiem obrzydliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, w gruncie rzeczy, nie było najgorzej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz tutaj Wasz ulubiony Autor się zmęczył. Tak, celowo użyłem tego zwrotu, jestem Waszym autorem a Wy jedynie wytworem mojej wyobraźni, drodzy czytelnicy, bo wątpię, by ktokolwiek rzeczywisty dotrwał do tego miejsca mego nudnego elaboratu o sobie samym. Ja jednak muszę mieć jakieś audytorium, bez publiczności milknę, markotnieję, pióro wypada mi z rąk. Niech będzie to choćby widownia urojona, aby ktoś czytał, ktoś oceniał, ktoś – być może – zachwycał się tym, co piszę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmęczyłem się, napisałem dużo i tak naprawdę nic o sobie nie powiedziałem. Nie było ani słowa o Kubie, o Oli, pokoju na poddaszu i o Władcy Pierścieni. Nie było też wybornej hecy z łyżką i starym fotelem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie będzie! Będzie za to dalszy ciąg monotonnej, autobiograficznej wyliczanki. Gotowi? A zatem – naprzód!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czym skończyłem? Ach, tak. Koniec gimnazjum przyniósł wielką rewolucję, a ściślej mówiąc: obóz ekologiczny, na którym nasz bohater poznał nowych ludzi, rozszerzył sobie nieco horyzonty i zapałał nową, nieujarzmiona miłością do Matki Natury. I nie, nie chodzi tu o żadne głupie słowa kończące się greckim przyrostkiem "philia”. To było najczystsze, platoniczne umiłowanie przyrody. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem  liceum, które po ciasnej, gimnazjalnej klatce było tym, czym dla orła są otwarte przestrzenie. Tu wszystko nabrało prawdzie epickiego (bardzo lubimy to słowo, nie?) rozmachu: jeśli uczucia – to rozrywające serce, jeśli przyjaźnie – to na całe życie, jeśli klęski – to miażdżące, jeśli sukcesy – to w chwale, glorii i oczywiście z wieńcem laurowym na końcu. Można by o tym fragmencie mojego życia napisać dziesiątki powieści. Każda pełna namiętności, wzlotów, upadków, walk, wielkich słów, każda trzymająca w napięciu do ostatniej, zroszonej niewieścimi łzami stronniczki, każda chwytająca za serce i każda niemożebnie tandetna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, teraz, gdy już wszyscy sobie poszli (nawet moi urojeni czytelnicy pokręcili głowami z niesmakiem i rozpłynęli się w otchłaniach mojej chorej jaźni), mogę sobie do woli fantazjować, wyolbrzymiać, uepicczać (neologizm mojej wątpliwej produkcji - „czynić epickim”). Ale dość tego galopu, pora nieco okrasić ten portret mojej skromnej osoby, zabrać głos naszej kochanej Klio i powiedzieć o sobie coś, co nie wynika z samych tylko suchych faktów, rzucić kilka nieciekawych ciekawostek. Za mną, nieistniejący Czytelniku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem absolutnym egocentrykiem. Gdyby przeanalizować moją mowę codzienną, okazałoby się, że wyraźną jej dominantę stanowią słowa typu "ja, moje, mnie" (choć wyrazy takie jak "generalnie", "epickie", "wyborne" i "heca" uparcie depczą im po piętach). Żyję wyłącznie dla siebie i jedyna rzecz, która mnie interesuje, to ja sam. Pałam do swojej osoby czystą i szczerą miłością. Kto mi nie współczuje, ten nie wie, jak trudno kochać świnię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem po uszy zakochany w rzeczach pięknych. Nie ważne, czy jest to książka,  widoczek czy przedstawiciel homo sapiens. Zdarza mi się stanąć na środku ulicy i gapić w światło na murze, dąb zimowy albo ptaka o mniej lub bardziej znanym imieniu. Z szoku po minutowej rozmowie z piękną damą leczę się przez kilka dni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem chorobliwie nieśmiały. Panicznie boje się dziewczyn, które mi się podobają, a one panicznie boją się mojej nieśmiałości, co daje w efekcie urocze pasmo porażek na tle uczuciowym, ściany rozpaczy,przepłakane noce i... znowu daliście się nabrać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem bezwzględnym wrogiem uogólnień, filozofii i wszelkich ideologii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem ostatnim cynikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym: uwielbiam pierogi z mięsem; nie spodobał mi się Akropol; lubię być sam w tłumie; nie śmieszą mnie kabarety; film dopuszczam do siebie tylko w formie płytkiej rozrywki; uznaję zapach księgarni za zapach najpiękniejszy; zawsze dbam o to, by nie pobrudzić nowej książki; nie jestem zdolny do euforii; boję się ciasnych pomieszczeń; kocham bezwzględnie Nabokova; ubarwiam i koloryzuję niemal wszystko, co mówię; najlepszy dzień mojego życia miał swoje piękne miejsce 22 lipca 2008 roku; uwielbiam rower. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto i ja. Pora przypiąć autobiograficznego ogara do łańcucha. Do nogi, Azor, pan wraca do domu. Jest tam jeszcze ktoś, po drugiej stronie? Gratuluję wytrwałości i obiecuję, że nie dożyję następnych osiemnastych urodzin. Nie będzie już więcej żadnych nudnych podsumować, sentymentalnych bzdur i ekshumowania trupa przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czego się dowiedziałeś, to Twoje, drogi czytelniku. Nie ręczę, że wszystko, co tu przeczytałeś, odpowiada prawdzie tak, jak odpowiadać powinno, Mój wewnętrzny Piłat jednak umywa ręce, uśmiecha się szyderczo i, jak zawsze, pyta: czym jest prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czym - prawda o sobie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, byłbym zapomniał - oczywiście nie było żadnej hecy z łyżką i starym fotelem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2927064462268588006?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2927064462268588006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/03/ja-metaferejn.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2927064462268588006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2927064462268588006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/03/ja-metaferejn.html' title='Ja, Metaferejn'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S6VL-TeRjnI/AAAAAAAABVw/jhU8DwwUIMA/s72-c/intmale.png' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-27374585581284068</id><published>2010-03-18T03:41:00.000-07:00</published><updated>2010-03-18T03:52:07.685-07:00</updated><title type='text'>Bajka z Gombrowicza</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S6IFcjaCOlI/AAAAAAAABVo/S__fiah1n0Q/s1600-h/sciana.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S6IFcjaCOlI/AAAAAAAABVo/S__fiah1n0Q/s200/sciana.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449924487170636370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; Nasz Wituś, jak każdy bez mała Wituś na świecie, chciał być dzieckiem. Tym jednak różnił się od wszystkich innych Witusiów tego świata, że znał jedyną możliwą drogę do dziecinności. Wszyscy wokół uważali, że człowiek rodzi się dzieckiem, a proces stawania się nim jest w istocie kurczowym trzymaniem się lalek, pluszaków i klocków, polega na obwarowaniu swojego dzieciństwa, zamknięciu wszystkich bram i opętańczej obronie przed dorosłością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wituś dobrze wiedział, że taka postawa nie ma najmniejszego sensu. Trzeba było przyjąć zgoła odwrotną strategię. Pewnego dnia opuścił zatem bezpieczne i ciepłe mury swojej infantylnej, sepleniącej tfiełdzy i zupełnie sam, nagi i bezbronny, zapuścił się w zdradziecki gąszcz absolutnej dorosłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez żadnej tarczy i osłony stanął twarzą w twarz z Wielkimi Problemami: Samotnością, Śmiercią, Cierpieniem i Niezapłaconym Rachunkiem Za Prąd. Każda z tych konfrontacji zmieniała go, z Witusia stał się Witkiem, by w końcu przyjąć, nieco na wyrost, miano Witolda, groteskowo na niego za duże. Potykając się nieustannie o przydługie nogawki, co krok padając na niegościnną ziemię, dotarł w końcu do granic nieobeszłej krainy. Zbadał ją wzdłuż i wszerz, zaznał całej beznadziei i upiorności, jakie kryła w swoim upiornym wnętrzu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dopiero wtedy, gdy posmakował wszystkich jej cieni, wrócił do swojej twierdzy, która zdążyła już wyzbyć się swej sepleniącej nazwy i nauczyła się nareszcie wymawiać „r” jak należy. Witold na powrót zawarł wszystkie bramy, i choć jego uwitoldowienie sprawiło, że głowa wystaje hen, poza obręb murów, spogląda teraz bez lęku na otaczającą go, bezlitosną krainę dorosłości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-27374585581284068?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/27374585581284068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/03/bajka-z-gombrowicza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/27374585581284068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/27374585581284068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/03/bajka-z-gombrowicza.html' title='Bajka z Gombrowicza'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S6IFcjaCOlI/AAAAAAAABVo/S__fiah1n0Q/s72-c/sciana.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-4699775773186429789</id><published>2010-03-11T01:38:00.000-08:00</published><updated>2010-03-11T03:55:11.994-08:00</updated><title type='text'>Bo wielkim poetą był</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S5i6_08UiqI/AAAAAAAABVg/gkpEziG_b7M/s1600-h/sloneczniki.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 169px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S5i6_08UiqI/AAAAAAAABVg/gkpEziG_b7M/s200/sloneczniki.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447309355010788002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Najwięcej chyba o odbiorze sztuki przez człowieka dowiedziałem się kiedyś w warszawskiej Romie, na „Upiorze w operze”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam szczerze – trudno o gorszą szmirę. Wszystko – począwszy na muzyce, przez teksty piosenek i dialogi, a na fabule skończywszy – ociekało tandetą w najgorszym wydaniu. Było trywialne, pozbawione jakichkolwiek pozorów głębi i do bólu schematyczne. Słowem – paskudztwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym większy szok przeżyłem, gdy po skończonym spektaklu publiczność zaczęła wstawać do owacji. Owacja na stojąco? Za co? Czyżbym  pomylił przedstawienia? To głupi żart, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, to nie był żart i po chwili większa część sali biła już brawa stojąc. Pocieszałem się, że mój sektor nie był zbyt skłonny do takiej euforii, po chwili jednak i ludziom wokół mnie zaczęła udzielać się ta bałwochwalcza atmosfera. Uczepiłem się małżeństwa siedzącego przede mną, które jako ostatnie pozostało wierne własnemu poczuciu estetyki i nie uległo presji tłumu. Po chwili jednak zostałem sam jeden na całej sali, wyrażając swój cichy sprzeciw wobec adorowania tandety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że wszystko aż wyło we mnie, żeby wstać, dołączyć się do wszystkich i mieć spokój. No bo co mi szkodzi? Wiernie jednak wytrwałem do końca owacji i w końcu wyczołgałem się z siedzenia w stanie ciężkiego otępienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest rzeczą statystycznie niemożliwą, by w ponad tysięcznym tłumie nie znalazł się nikt, kto by podzielał mój sąd na temat koszmarku, jaki przed chwilą zobaczył. Takich osób musiało być całkiem sporo. To, że wszyscy wstali dowodzi, że nasz odbiór sztuki nie jest w gruncie rzeczy nasz – najzwyczajniej w świecie zależy od presji otoczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzę to na swoim przykładzie – gdy zdarzyło mi się pójść kiedyś na koncert muzyki operowej, po występie przyłączyłem się do owacji, choć ten akurat rodzaj sztuki nie podoba mi się i zwyczajnie go nie rozumiem. No tak, tylko gdybym nie wstał, okazałbym się chamem i ignorantem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gombrowicz w swoich dziennikach pisał, że „zmuszamy się” do zachwytu nad obrazami, muzyką, poezją, bo tego nauczyła nas kultura. Jest rzeczą ogólnie przyjętą, że Słoneczniki Van Gogha, utwory Bacha czy wiersze Słowackiego są arcydziełami i nikt, kto chce choć trochę przypominać człowieka wrażliwego na sztukę, nie może tego zanegować. To nic, że nie widzi niczego ciekawego na płótnie, że akurat ta symfonia wydaje mu się niemiłosiernie długa i nudna. To nic, że nie rozumie ani jednej metafory, wystarczy, że „Słowacki wielkim poetą był”.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabawne jest, że ludzie jadą specjalnie do Monachium, by zobaczyć Słoneczniki w oryginale, choć przecież każda lepsza kopia oddaje wiernie pierwowzór i – czysto teoretycznie – powinna dostarczyć tych samych wrażeń estetycznych. A przecież o takie właśnie wrażenie chodzi w odbiorze sztuki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Działa to także w drugą stronę. Przyznajcie się, ile razy spodobała Wam się piosenka jakiejś Kasi Cerekwickiej, Mezo, czy Piotra Rubika i ile razy wyparliście się jej w rozmowie ze znajomymi, którzy podobne zespoły uważają za najgorszą tandetę? Sam nigdy nie powiem głośno, że jest pewien utwór Ewy Farny, który i mnie się podoba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy więc zachwycamy się, bo coś się nam naprawdę podoba, czy też dlatego, że podoba się wszystkim? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jeszcze jedno rozwiązanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W waszyngtońskim metrze przeprowadzono eksperyment. Joshua Bell, jeden z najwybitniejszych amerykańskich skrzypków, udając ulicznego grajka, stanął przy wyjściu, położył na ziemi futerał i zaczął grać. Przez kilka godzin zatrzymało się przy nim zaledwie kilka osób, a rozpoznała go jedynie jedna dziewczyna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bilet na koncert Bella w filharmonii kosztuje 336 dolarów. Sala zawsze jest pełna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-4699775773186429789?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/4699775773186429789/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/03/bo-wielkim-poeta-by.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4699775773186429789'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4699775773186429789'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/03/bo-wielkim-poeta-by.html' title='Bo wielkim poetą był'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S5i6_08UiqI/AAAAAAAABVg/gkpEziG_b7M/s72-c/sloneczniki.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2280024788450238832</id><published>2010-03-05T02:19:00.000-08:00</published><updated>2010-03-05T02:22:59.398-08:00</updated><title type='text'>Śniadanie z Bogiem</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mój Bóg pochyla się nade mną.&lt;br /&gt;             - Wstań - mówi, choć za oknem ciemno&lt;br /&gt;             I sen domaga się puenty.&lt;br /&gt;             Sam nie zna snu, więc mnie pogania&lt;br /&gt;             Do mycia zębów, do śniadania,&lt;br /&gt;             Siłą perswazji i zachęty.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tak śpiewał Kaczmarski. A ja – muszę zbudzić się sam. Sam zmuszam się do otwarcia oczu, ciągle sklejonych snem. Sam wstaję, myję zęby, parzę herbatę i siadam do stołu. Dopiero wtedy, nie wiadomo skąd, dosiada się do mnie On. Dawniej rozmowny, teraz milczy. Bo i o czym gadać, gdy z tą naszą wiarą w siebie nie jest najlepiej? Żaden z nas nie jest pewien istnienia drugiego, więc lepiej siedzieć cicho. Przytłacza nas ciągłe ryzyko, że odezwiemy się – do próżni. A to  pierwszy zwiastun obłędu. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nie ma ze mną łatwo. Zwłaszcza ostatnio, gdy nieustannie spychany jest przeze mnie w nicość, w której Jego nieskończoność absolutnie nie chce się zmieścić. Ciasno Mu, więc ciągle przychodzi nad ranem, uparcie próbując dowieść mi swej realności, bym wreszcie mógł spokojnie odezwać się doń przy śniadaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedno muszę Mu przyznać – jest mistrzem delikatnej perswazji. Nie ucieka się do efektownych sztuczek – przywracania wzroku ślepcom, leczenia trędowatych, zamiany wody w wino. Jego metody są znacznie bardziej subtelne. Ot, na przykład sprawi, że autobus spóźni się razem ze mną. Usadzi mnie akurat obok NIEJ na ławce. Podsunie książkę stanowiąca odpowiedź na jakąś nurtująca mnie kwestię. Lub też po prostu błyśnie mi słońcem po oczach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takim wątłym arsenalikiem dysponuje w nierównej walce z brytyjskimi biologami (za wszelką cenę usiłującymi zaszufladkować Go jako niebezpieczne urojenie), całą armią psychologów i nieścisłościami w świętych księgach. Mam z tym  duży problem. Gdy zagłębię się opasłe tomy Jego bezwzględnych adwersarzy, trudno mi, wśród rozplatanych tęcz i samolubnych genów znaleźć choć cień oka wpisanego w trójkąt. W takich chwilach niebo pustoszeje, życie nieodwołalnie kończy się śmiercią, a przy stole panuje niezręczna cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On jednak nigdy nie daje o sobie całkiem zapomnieć. Gdy próbuję oswoić się z myślą o jednorazowości istnienia, wplątuje mnie w sieć niesamowitych zbiegów okoliczności, nieśmiało sugerując, że świat być może nie jest tak nudny, jak by się mogło wydawać. A ja po cichu sprzyjam  Jego usiłowaniom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś było oczywiście inaczej. Był, na pewno. Siadał, uśmiechał się, zaczynał rozmowę. Mówiłem Mu, co jest nie tak, co trzeba zrobić („i żeby jutro była ładna pogoda, i o zdrowie dla mamytaty”), a On z uśmiechem kiwał głową, że da się zrobić, że żaden problem. Opowiadał, że Tam jest pięknie i żeby nie bić brata i siostry. I może przez to, że nie zawsze słuchałem – zaczął znikać, najpierw sam z siebie, a potem pomagali Mu w tym inni, aż znikł zupełnie i nic nie zapowiadało, że w ogóle wróci. Ale wrócił, milczący i smutny i trwa tak do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypadałoby w końcu jakoś się określić, że „tak”, albo „nie”, bo co to za stan, gdy nie wiem nawet, czy Jego wątła, półprzezroczysta postać nie jest zwykła iluzją, jakich wiele. A jednak ciągle rozumiem ani tych, którzy bezrefleksyjnie przyjmują fakt Jego istnienia, nie wątpiąc ani przez chwilę, ani tych, którzy ostatecznie się z Nim rozprawili. Trwałe opowiedzenie się po jednej ze stron wydaje mi się ciągle jakoś sprzeczne z ludzka naturą.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On tymczasem raz pojawia się, raz znika. Niekiedy staje się wyraźniejszy, kiedy indziej blednie  niemal zupełnie i zaczynam wątpić, czy w ogóle jest do kogo się nie odzywać i z kim milczeć. Zaraz jednak realnieje i znów cisza przytłacza nas obu. Przypomina nieco wiadomość nadawaną Morsem. Może jest tak, jak mówiła Olga Tokarczuk, że „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;raz jest, raz jest go mniej, ale czasem nie ma go wcale. Bóg bowiem przejawia się nawet w tym, że go nie ma&lt;/span&gt;”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale - kto wie? Być może w końcu któryś z nas przerwie w końcu milczenie, i sięgając po masło powie drugiemu „wierzę”. Albo choćby „smacznego”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2280024788450238832?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2280024788450238832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/03/snioadanie-z-bogiem.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2280024788450238832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2280024788450238832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/03/snioadanie-z-bogiem.html' title='Śniadanie z Bogiem'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-3774199433177124703</id><published>2010-02-24T10:36:00.000-08:00</published><updated>2010-02-24T11:04:18.671-08:00</updated><title type='text'>Traktat o korkociągu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S4VzCup_8yI/AAAAAAAABU8/oR-DZJDFhhs/s1600-h/korkociag.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 146px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S4VzCup_8yI/AAAAAAAABU8/oR-DZJDFhhs/s200/korkociag.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441882215468233506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korkociągi? Czy aby wszystko w porządku? Tak, już widzę Wasze zdziwienie. Myślicie sobie zapewne, że czeka was tutaj potok nieciekawych faktów dotyczących jeszcze mniej ciekawego ustrojstwa. Nic bardziej mylnego! Obiecuję Wam, że w trakcie czytania poniższego tekstu drżeć będziecie z emocji, a co wrażliwsze damy być może osuną się nieprzytomne z krzeseł na podłogę. Oto zabieram Was w podróż do niezbadanego, zakręconego świata korkociągów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek – trochę historii. Nie, nie bójcie się, żadnych zawiłych dywagacji, gąszczu identycznych dat i tysięcy nazwisk. Przyznam szczerze, że do żadnych tego typu danych nie dotarłem. Nie martwcie się jednak, lukę taką można bez przeszkód załatać własną wyobraźnią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż korkociąg mógł wynaleźć w 1756 roku Francuz, niejaki Vrille Tire–Bouchon, syn znanego producenta win. Podwówczas do wyciągania korka używano zazwyczaj noży i zębów. Pomysłowy Vrille podpatrzył jednak...do diabła, co mógł podpatrzeć? Nieważne, coś na pewno podpatrzył i podsunęło mu to ideę korkociągu. Na początku zastosował tę metodę tylko na wąską skalę, później jednak jego wynalazek stał się popularny w całej Europie. W 1768 powstała w Molignac (południowa Francja) pierwsza ich wytwórnia (zajmująca się produkcją korkociągu do dziś).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto odnotować, że pierwszy korkociąg mógł (czysto hipotetycznie) przywieźć do Polski w 1774 roku Stanisław Porębowski, sekretarz jednego z francuskich magnatów. Tyle na ten temat rzecze (a raczej – mogłaby rzec) Klio. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddajmy zatem głos innym muzom. Wbrew temu, co zapewne zdarzyliście sobie pomyśleć, korkociąg jest przedmiotem na wskroś poetyckim i jak najbardziej nadającym się do wykorzystania w liryce. Przykłady mnożyć można tysiącami, ja jednak przytoczę Wam co piękniejsze strofy, w których pojawia się opisywany przeze mnie wynalazek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto wiersz anonimowego artysty zatytułowany  „Traktory miłosierdzia”:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wtulony w reflektor katalityczny obiegu krwi,&lt;br /&gt;w oczodołach umęczenia jestem jako gołąb dydaktyki&lt;br /&gt;w jonowych kajdanach. &lt;br /&gt;Podniesiona głowa wcale nie symbolizuje &lt;br /&gt;migdałowych kłamstw korkociągu poranka &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korkociąg poranka! Jeśli jeszcze nie zachwyciła Was celność tej metafory, jesteście ślepymi na sztukę i piękno ignorantami! A oto następny liryk - „Nauka pływania”, autorstwa niejakiego Huncwota:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wyplułem konwulsyjnie na ekran te resztki&lt;br /&gt;które jak korkociąg wykręciły mi się z czaszki&lt;br /&gt;lewoskrętnie i w wielkim bólu &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jak korkociąg! Czaszki! Lewoskrętne! Lećmy dalej, oto „Malinowy robot czyli kryształowy mróz” Andrzeja Paluszkiewicza (?):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Korkociąg wykręca sobie lewoskrętnie oczy&lt;br /&gt;a wino stygnie w upojeniu ciszy&lt;br /&gt;a pisanie jest jak oddech burzy.&lt;br /&gt;Jedzie mróz malinowy robot &lt;br /&gt;za chwilę strzeli p i o r u n ! o b e j r z y j  s i ę ! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów lewoskręt! I znów wykręcanie! Ach, kochani, rozpływam się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dobrze, dosyć tego. Omówiliśmy  zaszczytne miejsce, które zajmuje korkociąg w poezji. Warto by zatem przejść to sfery czysto wizualnej i oddać w słowach nieco z osobliwego piękna tych niesamowitych przedmiotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korkociągi bywają rożne. Niektóre przypominają baletnicę z jedną, skręconą nogą i lekko uniesionymi ramionami, inne przybierają wygląd skomplikowanych narzędzi i przywodzą na myśl raczej przybory kuchenne z wyższej półki, warto też zwrócić uwagę na wersje kieszonkowe, użyte np. w scyzorykach. Nic tak nie ciszy oka jak promienie światła odbijające się na skręconym szpikulcu, trudno też wyobrazić sobie wyższą formę przyjemności niż ta, która towarzyszy nam przy przebijaniu miękkiej struktury korka.  Wobec tych faktów uznać należy za pewnego rodzaju profanację postać, w jakiej występują korkociągi w ofertach niektórych firm. Znaleźć tam możemy ludziki, pieski, małpki i foczki – co tylko dusza zapragnie. Pozostawiam  jednak Waszemu sumieniu kwestie, czy godnie jest sprowadzać przedmiot tej rangi do głupawej zabaweczki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec mojego traktatu warto byłoby przytoczyć kilka wypowiedzi znanych ludzi na temat naszego ulubionego wynalazku. Milczenie wszelkich źródeł na ten temat zmusza mnie do ponownego zaprzęgnięcia wyobraźni do pracy – poniższe wypowiedzi będą zatem fikcyjne, choć przecież tak prawdopodobne, że ich nierealność w zasadzie nie ma żadnego znaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korkociąg znajdziemy zatem w jednym z cytatów z Kartezjusza: „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Och, zgubiłem korkociąg&lt;/span&gt;”. Inna skrzydlata myśl wyszła z ust Charlesa de Gaulle'a, który zwrócił się do żony następującymi słowy: „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kochanie, podasz mi korkociąg?&lt;/span&gt;”. Wspaniały rosyjski pisarz, Michaił Bułhakow, tak pewnego razu odezwał się w jednym z moskiewskich sklepów: „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dzień dobry, są może korkociągi?&lt;/span&gt;”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postawiliśmy zatem pierwsze kroki w ciągle dotąd niezbadanej, zakręconej rzeczywistości korkociągów. Korci mnie i ciągnie do opisania wszystkich towarzyszących tej sferze aspektów. Mam jednak nadzieję, że to dopiero przyczynek do większej monografii, którą mam zamiar napisać. W najbliższym czasie, oczywiście. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;PS: Odblokowuję możliwość komentowania. Tylko dla kont Google'a.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-3774199433177124703?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/3774199433177124703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/02/traktat-o-korkociagu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3774199433177124703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3774199433177124703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/02/traktat-o-korkociagu.html' title='Traktat o korkociągu'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S4VzCup_8yI/AAAAAAAABU8/oR-DZJDFhhs/s72-c/korkociag.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-4306299389203743256</id><published>2010-01-18T09:38:00.001-08:00</published><updated>2010-01-18T09:55:18.322-08:00</updated><title type='text'>Dagerotyp</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S1Scmf9m0jI/AAAAAAAABU0/b7dMjD91iTs/s1600-h/cezanne.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 156px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S1Scmf9m0jI/AAAAAAAABU0/b7dMjD91iTs/s200/cezanne.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5428135636117148210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Światło w przedziale co jakiś czas gaśnie i twarz siedzącej naprzeciw mnie kobiety co rusz osuwa się w ciemność.  Trwa to kilka sekund. W mroku widzę tylko, jak podnosi głowę znad książki – zapewne wpatruje się niecierpliwie w zepsutą świetlówkę. Po chwili jasność wraca i moja towarzyszka podróży wraca do lektury. &lt;br /&gt;Staram się niepostrzeżenie oderwać delikatną powłokę dziewczyny od rzeczywistości, nadać jej odpowiedni odcień i zamknąć raz na zawsze w słowach. Wpatrując się w skupioną twarz zastanawiam się, co wziąć, a co pozostawić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pominę z pewnością kilka niedoskonałości jej bladej cery (zupełnie niepotrzebnych), lekko skrzywiony grymas twarzy i źle nałożony makijaż. Nie przeniosę też tytułu książki – jakiegoś tandetnego romansidła – a włożę jej w dłoń krótkie opowiadanie, nabokovski „Nabór”.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmyję w opisie granatową spódnicę i białą bluzkę, umieszczając jedynie zwięzłą wzmiankę o błękitnej, zwiewnej sukience (zabieg ten będzie wymagał usunięcia zza okna lśniącego śniegiem zimowego zmierzchu  i zastąpienia go ciemnością letniej nocy, ale to nic). Ustawię zaś ostrość na twarz: niebieskie (nieco rozjaśnione) oczy i uśmiechające się co jakiś czas usta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odmówię miejsca w przedziale młodemu, ogolonemu na jeża jegomościowi, który ze swoją nijakością wydaje się kompozycyjnie bezużyteczny. Babci, siedzącej koło niebieskookiej, odbiorę gazetę popołudniową i delikatnie złożę w jej pomarszczonych dłoniach najbardziej babciny atrybut – prolog do robionego na drutach szaliczka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konduktora, który właśnie wsunął do środka przedziału swą konduktorską twarz, nauczę dobrych manier. Przyciszę trzask towarzyszący rozsuwaniu oszklonych drzwi. Zastąpię jego kanciastą w formie ”kontrolę biletów, dobry wieczór” bardziej ludzkim „witam, bileciki były już sprawdzane?”. Odpowiedź – zbiorowy pomruk - przekształcę w wypowiedziane z uśmiechem „tak” dziewczyny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kilku zaś przypadkowych, pozbawionych wyrazu i znaczenia kontaktów wzrokowych z nieznajomą utkam sieć  uśmiechów i przelotnych spojrzeń. I oczywiście przedłużę nieco wypływającą z zepsutej świetlówki ciemność, by pozwolić tajemnicy na jej tajemnicze działanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nagle, w połowie aktu tworzenia, dziewczyna niespodziewanie wstaje z miejsca. Moja wyobraźnia nie jest w stanie za nią nadążyć. Rozpływa się w powietrzu błękitna sukienka, opowiadanie trzymane w dłoni znów staje się tanim romansidłem. Przy drzwiach materializuje się bezbarwny jegomość, a śnieg tryumfalnie powraca na należne mu miejsce za oknem. Jedynie babcina robótka, która zdążyła się niepostrzeżenie przystroić w szaty rzeczywistości, nadal tkwi tam, gdzie ją pozostawiłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niebieskooka sięga na półkę po bagaż. Dalej wszystko dzieje się szybko – nakłada płaszcz i wychodzi, pozostawiając po sobie zapach tanich perfum i pożegnalne „dobranoc”.  Znika w mrocznej czeluści pochłaniającej ludzi, których właśnie widzieliśmy po raz ostatni. Ale ja już uwieczniłem ją, niczym na dagerotypie, gdzieś pomiędzy światłem w przedziale a ostatnią kropką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;(Panią w niebieskiej sukience pożyczyłem z obrazu Cézanne'a, może się nie obrazi)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-4306299389203743256?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/4306299389203743256/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/01/dagerotyp.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4306299389203743256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4306299389203743256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/01/dagerotyp.html' title='Dagerotyp'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S1Scmf9m0jI/AAAAAAAABU0/b7dMjD91iTs/s72-c/cezanne.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1188661354957247591</id><published>2010-01-13T07:19:00.000-08:00</published><updated>2010-01-13T07:34:00.772-08:00</updated><title type='text'>Wariatka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S03nrrRTKlI/AAAAAAAABUU/tlq-EodednQ/s1600-h/spiorala.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 154px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S03nrrRTKlI/AAAAAAAABUU/tlq-EodednQ/s200/spiorala.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5426247863586990674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zawsze marzyłem o wariatce. Zawsze. Zupełnie nienormalnej, zwariowanej wariatce. Kimś, kto patrzy na świat przez okulary swojego obłędu i w żaden sposób nie dostrzega brzydoty tego świata. Oczywiście mam na myśli przyjaciółkę w osobie takiego postrzeleńca, stały związek z kimś takim sprowadziłby szaleństwo do rutyny. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Marzenia, wbrew temu, co sądzą ci paskudni paszkwilanci, spełniają się. Poznałem moją Lily w sierpniowe popołudnie. Szedłem właśnie do pracy, gdy ujrzałem jej kochaną postać. Stała przy miejskiej fontannie, ubrana w długą, srebrzystą spódnicę, zwiewną, jedwabną koszulę i jaskrawofioletowy płaszcz zwisający jej do ramion. &lt;br /&gt;- Dzień dobry, panu – powiedziała, gdy tylko mnie zobaczyła – Nazywam się Lily. Jestem tą… No, sam pan wie, z pana marzeń. &lt;br /&gt;- Wariatką – wypaliłem głupio i od razu poczułem się jak kretyn. Zapewne zauważyła moje zmieszanie i odezwała się znowu: &lt;br /&gt;- Ależ proszę się nie przejmować. Ja naprawdę jestem tą, no… &lt;br /&gt;- Wariatką. &lt;br /&gt;- No właśnie. Pójdziemy gdzieś? &lt;br /&gt;- Do parku? &lt;br /&gt;- No, na przykład. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Poszliśmy więc do parku. Całą drogą nie odezwała się do mnie niemal ani słowem. Była niemal mojego wzrostu. Wyglądała także na równą mi wiekiem. Nie przyglądałem się jej jednak zbyt pilnie, dziwnie rozanielony całą tą sytuacją. &lt;br /&gt;  Gdy doszliśmy na miejsce, siedliśmy na ławce. &lt;br /&gt;- Dlaczego marzył pan akurat o…? – zapytała. &lt;br /&gt;- Nie wiem, proszę pani. Nie miała pani nigdy marzeń, których nie da się uzasadnić? &lt;br /&gt;  Zastanowiła się chwilę, po czym odparła: &lt;br /&gt;- W zasadzie miałam. Marzyłam o panu. &lt;br /&gt;- Dlaczego marzyła pani akurat o mnie? &lt;br /&gt;- Nie wiem, proszę pana. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Milczeliśmy przez jakiś czas. Miałem sposobność przyjrzeć się dobrze jej twarzy. Miała lekko dziecinne rysy, jej wielkie, niebieskie oczy patrzyły na mnie z jakąś nieuchwytną, nieobecną anielskością. Słowem – wariatka. Długie, falowane blond włosy wzmacniały to wrażenie. &lt;br /&gt;- Myślę, że nie musimy mówić sobie per pan i pani. – odezwała się po chwili – W końcu jesteśmy przyjaciółmi. &lt;br /&gt;- Ma pani rację – odrzekłem, po czym poprawiłem się – Masz absolutną rację, Lily. &lt;br /&gt;- Tak, ja jestem Lily. A ty? &lt;br /&gt;Podałem jej swoje imię. Uśmiechnęła się szeroko i powiedziała: &lt;br /&gt;- Idealnie. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Nasze pierwsze spotkanie dobiegło końca. Nie widziałem jej potem przez tydzień. Chciałbym zastrzec, że nie był to tydzień spędzony na tęsknym wyczekiwaniu. Co to, to nie! Wariatka zrobiła na mnie duże wrażenie, nie czułem jednak skłonny do wzdychania i płaczu wtedy, gdy nie dane mi było jej widzieć. To była przyjaźń, nie kochanie. &lt;br /&gt;  Zobaczyłem ją po siedmiu dniach. Tym razem karmiła gołębie na skwerku nieopodal rynku. Początkowo nie zwróciła na mnie uwagi. Dopiero gdy podszedłem na kilka kroków, odwróciła głowę, spojrzała mi w oczy i rzekła z wyrzutem: &lt;br /&gt;- Nie zachowujesz się jak prawdziwy przyjaciel! &lt;br /&gt;  Poczułem się zupełnie zbity z tropu. O co jej chodzi? Po chwili jednak usłyszałem podszept rozsądku: przecież to świr. &lt;br /&gt;- Czemu uważasz, że nie zachowuję się jak prawdziwy przyjaciel? – zapytałem grzecznie i spokojnie. &lt;br /&gt;- Bo nie było cię przy mnie, gdy byłeś mi potrzebny – odparła, nieco wycofując się z agresywnego tonu. &lt;br /&gt;- Skąd mogłem wiedzieć, że byłem ci potrzebny? &lt;br /&gt;- Przyjaciel zawsze wie, kiedy jest potrzebny. &lt;br /&gt;- No cóż, przepraszam. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Nagle jej twarz rozchmurzyła się i już zupełnie wesoło powiedziała: &lt;br /&gt;- Nie ma sprawy. Ale pomożesz mi teraz, skoro już wiesz? &lt;br /&gt;- Jasne. W czym rzecz? &lt;br /&gt;- Zakochałam się – wypaliła, lekko się rumieniąc. &lt;br /&gt;  Zarumieniłem się lekko: o nie, czyżby chodziło o mnie? &lt;br /&gt;- Nie, nie chodzi o ciebie, głuptasie – zganiła mnie wesoło – Zakochałam się w kimś innym. &lt;br /&gt;  Uff. &lt;br /&gt;- W kim? &lt;br /&gt;- W Piotrusiu Panu. &lt;br /&gt;  A więc to naprawdę jest wariatka. &lt;br /&gt;- I nie m a to żadnego związku z tym, że jestem tą, no wiesz… &lt;br /&gt;- Wariatką. Czy aby na pewno? &lt;br /&gt;- Obrażasz mnie – nagle się zasępiła, opuściła głowę i skryła ją w ramionach. – Tak się nie zachowuje prawdziwy przyjaciel. &lt;br /&gt;- Przepraszam. &lt;br /&gt;- No dobrze. Wybaczam. To naprawdę nie ma nic wspólnego z tym, tam, no… On jest prawdziwy. Nie wymyśliłam go sobie. &lt;br /&gt;  Jasne, wymyślił go niejaki James Barry, kochana wariatko – pomyślałem sobie. &lt;br /&gt;- I nie chodzi mi o tego Piotrusia z książki, przyjacielu. Mój jest prawdziwy, nie papierowy. Ma dwadzieścia trzy lata, pracuje w magazynie, kocha mnie, a jego śmiertelnym wrogiem jest Kapitan Hak. &lt;br /&gt;  Zupełnie nie wiedziałem, co odpowiedzieć. &lt;br /&gt;- Jeśli cię kocha, to w czym problem? – wymyśliłem w końcu. &lt;br /&gt;- Jak to, w czym? Jestem zakochana. To wystarczający problem. &lt;br /&gt;- Rzeczywiście. Jak zatem mogę Ci pomóc? &lt;br /&gt;- Posiedź przy mnie. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Siedziałem wtedy przy niej kilka dobrych godzin. Zaniepokoiła mnie pewna myśl: Magazynier, dwadzieścia trzy lata, podaje się za postać z bajki. Jeśli sam nie jest wariatem, może chce skrzywdzić tego mojego anioła? Ona jest absolutnie naiwna. Nie, muszę to sprawdzić. &lt;br /&gt;  Zaproponowałem, byśmy spotkali się we trójkę. Ja, ona i on, Piotruś Pan. Zgodziła się. Czas i miejsce spotkania wyznaczyła na dzień następny, o piętnastej, w barze przy magazynach miejskich.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Czekałem na to spotkanie z silnym niepokojem. A co, jeśli jej kochany okaże się zwyrodniałym zboczeńcem, wykorzystującym biedną, chorą dziewczynę? No cóż, jeśli tak jest, na pewno nie zgodzi się mnie poznać. W głębi ducha jednak przeczuwałem, że nie ma się czego bać. &lt;br /&gt;  O trzeciej stawiłem się, ubrany w swój najlepszy wyjściowy garnitur, pod umówionym lokalem. Wyglądał on raczej na podrzędną knajpę, niż restaurację z prawdziwego zdarzenia, ale uznałem, że przeboleję. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Nie musiałem długo czekać. Pojawili się oboje, z pięciominutowym opóźnieniem, które usprawiedliwiali spóźnionym zegarkiem. &lt;br /&gt;  Piotruś Pan, co stwierdziłem z pewnym zdziwieniem i rozczarowaniem, w istocie był Piotrusiem Panem. Stał oto przede mną młodzieniec, przystrojony w zielone wdzianko i zielony, spiczasty kapelusik z czerwonym piórkiem. &lt;br /&gt;  Udałem, że nie robi to na mnie żadnego wrażenia i zaproponowałem: &lt;br /&gt;- Może wejdziemy do środka? &lt;br /&gt;- Oczywiście – odparli niemal jednogłośnie. &lt;br /&gt;  Warto odnotować, że Lily była ubrana inaczej niż poprzednio. Fioletowy płaszcz zastąpiła czerwonym, a srebrzystą spódnicę wymieniła na jaskrawozieloną. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Wnętrze baru prezentowało się niewiele lepiej niż jego zewnętrze. Było jednak przynajmniej czysto. Zasiedliśmy przy małym stoliku. Każdy zamówił to, co chciał – ja whisky, Piotruś sok z gumijagód, a Lily ambrozję. Nie muszę dodawać, że tylko moje zamówienie zostało zrealizowane. &lt;br /&gt;- Lily dużo mi o panu opowiadała – odezwał się jako pierwszy Piotruś. &lt;br /&gt;- To miło. Panu też nie szczędziła komplementów. &lt;br /&gt;- Przyjaciel Lily jest moim przyjacielem. Mówmy sobie na ty. &lt;br /&gt;- Dobrze. Mam do ciebie kilka pytań, mogę je zadać? &lt;br /&gt;- Oczywiście. &lt;br /&gt;- Kochasz ą? &lt;br /&gt;- Oczywiście. &lt;br /&gt;- Będziesz się nią opiekował, jak należy? &lt;br /&gt;- Oczywiście. &lt;br /&gt;  Uspokoił mnie szczery ton jego wypowiedzi. Pozostało mi zadać ostatnie, najtrudniejsze pytanie. &lt;br /&gt;- Czemu zgrywasz wariata i chodzisz w tym kretyńskim, zielonym wdzianku i udajesz postać z bajki? &lt;br /&gt;  Oczekiwałem eksplozji. Ta jednak nie nadeszła. Piotruś, uśmiechając się wesoło, odparł: &lt;br /&gt;- Widzę, że czegoś nie rozumiesz. Ja jestem Piotrusiem Panem. &lt;br /&gt;- Oczywiście. Czy to ma związek z tym, że jesteś tym, no… &lt;br /&gt;- Wariatem? Pewnie tak. Czy to wszystko? &lt;br /&gt;- Oczywiście. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Ucieszyło mnie to spotkanie. Dobrali się jak w korcu maku. Dziwiło mnie tylko to, że takiego dziwaka zatrudniono w magazynie. Przy następnej okazji zapytałem go o to, co może nie było zbyt eleganckie. &lt;br /&gt;- Och, to magazyn zabawek – odparł, uśmiechając się jak zwykle. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Widywałem się z nimi często. Czasami z obojgiem, czasem z samą Lily. Muszę przyznać, że marzenie spełniło się w stu procentach. Dokładnie o takiej wariatce śniłem całe życie. Była najlepszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek miałem. &lt;br /&gt;  W końcu stało się to, co nieuniknione. Kilka miesięcy po tamtych wydarzeniach przyszedł do mnie list w ozdobnej kopercie. Zawierał to, co zazwyczaj zawierają listy w ozdobnych kopertach. Był tam jakiś urywek z wiersza, moje nazwisko, data, godzina oraz miejsce planowanego ślubu. Podpisano: Lily i Piotruś Pan. Nareszcie! &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Nie mogłem doczekać się uroczystości. Kupiłem na tę okoliczność nowy garnitur, w sklepie RTV wybrałem i nabyłem najlepszy telewizor, na jaki było mnie stać. I w końcu się doczekałem. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Pamiętam jak dziś. Moja droga przyjaciółka w srebrzystej sukni ślubnej, jej wybranek w wyjściowym wdzianku Piotrusia Pana ( w tonacji nieco ciemniejszej zieleni i z białym piórkiem zamiast czerwonego). Stali przede mną, patrząc sobie głęboko w oczy. Prawdę mówiąc byłem jedynym gościem na ich ślubie, reszta osób wypełniających kościół pojawiła się tam z przypadku. Nawet na drugiego świadka wybrano kościelnego. &lt;br /&gt;  W końcu powiedzieli sobie tak, pan młody pocałował pannę młodą, a ja wyszedłem na zewnątrz, by przysposobić się do sypania ryżu. Gdy obydwoje przestąpili próg świątyni, a suknia Lily zaiskrzyła się pod złocistymi promieniami zachodzącego słońca, stała się największa tragedia mojego życia. &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Niczego, co nastąpiło potem, nie jestem do końca pewien. Pamiętam jednak, że wyszedł zza rogu kościoła, ze szpadą u boku i nienawiścią w oczach. Długa, zwichrzona czarna broda nadawała jego twarzy zupełnie nierealny charakter. &lt;br /&gt;Piotruś jakby przeczuł jego obecność. Odwrócił się w tamtą stronę, a wraz z nim odwróciła się i Lily. &lt;br /&gt;- Zatem znów się widzimy – powiedział, blednąc.&lt;br /&gt;- Nie mów, że się tego nie spodziewałeś – odparł tamten, cedząc każde słowo przez zęby – Każda bajka tak się kończy. Zawsze.&lt;br /&gt;Na twarzy Piotrusia pojawił się uśmiech bezbrzeżnego smutku. Tak, wtedy odkryłem, że uśmiech może być smutny.&lt;br /&gt;-  Spodziewałem się tego. Tylko… Nie teraz.&lt;br /&gt;Nienawiść w oczach obcego zniknęła w jednej chwili.&lt;br /&gt;- To głupie, nie?&lt;br /&gt;- Najgłupsze. &lt;br /&gt;- Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałbym iść teraz obok was jako świadek. I rozpłynąć się w błogiej mgiełce szczęśliwego zakończenia.&lt;br /&gt;- Może następnym finał będzie inny?&lt;br /&gt; - Wierzysz w to?&lt;br /&gt;Piotruś nie odpowiedział nic. Cała ta scena wydawała się zupełnie wyrwana z rzeczywistości, nie było już kościoła, znikła ulica, wszystko wokół straciło jakiekolwiek pozory realizmu. Staliśmy tam tylko my – ja i oni. &lt;br /&gt;- Jakie to dziwne… – wyszeptała wariatka, która zdawała się nie uczestniczyć w tym wydarzeniu.&lt;br /&gt;- Nie przedłużajmy – odezwał się w końcu pan młody. – Niech się stanie, co się musi stać.&lt;br /&gt;- Dobrze – odparł obcy dobywając szpady.&lt;br /&gt;Wszystko trwało ułamek sekundy. Pozłocone poświatą ostrze zalśniło w powietrzu i ciemna zieleń, a po chwili błyszczące srebro sukni zgasły przytłoczone czerwienią krwi. Ujrzałem jeszcze zakrzywiony hak zamiast dłoni u obcego, nim rozpłynął się on w powietrzu. &lt;br /&gt;Białe piórko powoli opadało na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, moi mili. Nie był to żaden Kapitan Hak. Wariatkę i Piotrusia zabił – i ciągle zabija – mój przerażający, urągający  słowom i myślom brak wyobraźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;[1. Notka napisana między innymi po to, by pewna Katarzyna uznała w końcu, że jestem głupi.&lt;br /&gt;2. Będę teraz pisał rzadziej, ale lepiej - mam nadzieję.]&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1188661354957247591?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1188661354957247591/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/01/wariatka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1188661354957247591'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1188661354957247591'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2010/01/wariatka.html' title='Wariatka'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/S03nrrRTKlI/AAAAAAAABUU/tlq-EodednQ/s72-c/spiorala.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2663545504442376960</id><published>2009-12-23T12:56:00.000-08:00</published><updated>2009-12-23T13:04:17.067-08:00</updated><title type='text'>Pożegnanie jesieni</title><content type='html'>Bohater jednego z opowiadań Nabokova, rozwikławszy przez przypadek zagadkę istnienia, wariuje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przeciwieństwie do niego, Pan Metaferejn nie zauważył u siebie najmniejszych choćby objawów szaleństwa. Nie ślini się, nie wydaje dziwnych dźwięków, wyraża się w miarę logicznie. Nie ma halucynacji i urojeń. Wygląda na absolutnie zdrowego człowieka. Dziwny to stan w przypadku kogoś, kto podobnie jak postać ze wspomnianego opowiadania poznał wszystkie tajemnice egzystencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokonał tego jednak nie przez przypadek. Rozwiązanie było wynikiem długich przemyśleń, badań, obserwacji i owocem niezliczonej liczy lektur, z których każda nieznacznie zbliżała go do osiągnięcia celu. Proces był powolny, żmudny. Pan Metaferejn nieraz miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Po wielu latach poszukiwań miał w głowie tylko dziwną mozaikę, tysiące rozsypanych i niepowiązanych ze sobą elementów. Całość niespodziewanie połączyła się w jedno pewnego październikowego wieczoru, gdy w niewielkiej wiosce pod Uteną po raz pierwszy i zapewne ostatni rozegrał zwycięską partię szachów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie warto wnikać, jak to się stało. Pan Metaferejn sam tego nie wie i wiedzieć nie chce. Wystarcza mu świadomość, że osiągnął zamierzony cel. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile tak często przejmujemy się losem nieboraków szukających swojego miejsca w świecie, poświęcamy im całe dzieła sztuki, o tyle nikt chyba nie współczuje ludziom, którzy odkryli wszystko, co było do odkrycia. Wydaje się nam zapewne, że można im tylko zazdrościć. O niesłuszności takiego poglądu przekonał się na własnej skórze nasz bohater. Choć w jednej chwili zrozumiał świat, radość nie trwała długo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazało się bowiem, że rozwikłana zagadka stała się po prostu nudna. Życie pozbawione uroku tajemnicy i przejrzane na wskroś straciło na jakiś czas jakikolwiek urok. Idąc do szkoły Metaferejn mógł już tylko zastanawiać się, co zje dziś na obiad albo jakie pytania padną na sprawdzianie z matematyki. Rozważania filozoficzne zaś miały w tym momencie sens równy wymyślaniu na nowo twierdzenia Pitagorasa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie znajduje się w stanie stagnacji. Znalazł sobie nową, tymczasową rozrywkę: zadaje sobie i rozwiązuje na co dzień rozmaite małe zagadki w stylu: co jest za rogiem? W myślach koloryzuje rzeczywistość, zamieniając pana stojącego przed nim w kolejce w wybitnego szwedzkiego skrzypka. Wyznacza sobie cele i pasje, postanawiając poznać i sfotografować wszystkie gatunki motyli fruwające po jego ukochanym bagnie. Tak naprawdę jednak ciągle ma cichą nadzieję, że znajdzie się w końcu jakaś większa tajemnica, której dotąd nie odkrył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zanim ją znajdzie, ja postanowiłem zawiesić na czas jakiś prowadzenie bloga. Nie jestem w stanie znaleźć czegoś, co warte by było opisania, trudno też w obecnym stanie zająć się roztrząsaniem rozmaitych egzystencjalnych kwestii – jeszcze, nie daj Boże, odkrylibyście to, co odkrył Pan Metaferejn i świat stałby się obrzydliwie nudny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak na poważnie - zauważyłem, że gdzieś mniej więcej od notki o szopie (a może już od Rogucizmu, który uważam jakoś za swój najlepszy tekst tutaj) mocno obniżam loty, ostatnie wypowiedzi zaś mogę już śmiało uznać za kompletną porażkę. Dlatego więc, aby zapobiec dalszej autodegradacji, na jakiś czas kończę z pisaniem. Mógłbym w zasadzie zmienić tematykę i zająć się opisywaniem codziennych przeżyć. Takie zapiski mają jednak racje bytu wtedy, gdy przedstawiają bądź to proces zmian na lepsze, bądź to powolne staczanie się autora. W innym razie stanowią tylko pamiętnikarski bełkot pozbawiony motywu przewodniego. A że pierwszy przypadek został już świetnie opisany przez Augustyna w „Wyznaniach”, a o drugim poczytać możecie sobie na... no, gdzieś możecie, to ja nie będę się powtarzał.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, nie płakać mi tu tylko. Miesiąc - dwa i wracam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2663545504442376960?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2663545504442376960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/pozegnanie-jesieni.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2663545504442376960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2663545504442376960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/pozegnanie-jesieni.html' title='Pożegnanie jesieni'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-6863240250272615604</id><published>2009-12-16T05:11:00.000-08:00</published><updated>2009-12-16T05:16:01.917-08:00</updated><title type='text'>Historia pewnej idei</title><content type='html'>Pierwsze wzmianki o niej pojawiają się już w mitologii greckiej. Autorzy tych opowieści co jakiś czas przedstawiają ją jako atrybut jakiegoś bóstwa, czynią to jednak rzadko i jakby niechętnie. W istnienie Zeusa, Ateny i Hefajstosa naiwny Grek był w stanie uwierzyć, jej realność jednak tak bardzo urągała zasadom zdrowego rozsądku, że co mędrsi filozofowie pukali się w czoło i mówili: bujda. Nie mieściła się nawet w platońskiej sferze idei. Bardziej racjonalny Rzym omal nie sprawił jej zatracenia w mrokach historii.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Z czeluści zapomnienia wyrwał ją jednak sam Tomasz z Akwinu. Narażając się na krytykę i oburzenie stwierdził, że istnienia jej można dowieść rozumowo. Skonstruował także, obok słynnych pięciu dróg poznania Boga, trzy drogi dojścia do prawdy o niej. Choć czas zatarł treść tych rozważań, Akwinicie udało się przywrócić tę ideę świadomości jemu współczesnych. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; W średniowieczu była traktowana różnie. Choć Kościół nie wydał w tej sprawie żadnej potępiającej bulli, zajmowanie się nią mogło sprowadzić na śmiałka liczne niewyjaśnione dotąd wypadki. I tak na przykład książę Turyngii zginął w niewyjaśnionych okolicznościach po ogłoszeniu rozprawy na ten temat, a kardynał znany jako Alois z Genui został przez nieznanych sprawców utopiony w rzymskiej studni. Niektórzy wiążą tę śmierć z jego studiami nad tym tajemniczym zagadnieniem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Oświecenie przyniosło jej złote czasy. Nawiązania można znaleźć w kilku obrazach słynnego Leonarda, pewne kręgi znawców literatury uważają, że Laura Petrarki to tak naprawdę jej personifikacja. Umberto Eco wielokrotnie podkreślał, że gdyby nie ona, dorobek artystyczny Michała Anioła byłby dziś znacznie uboższy. Także w Polsce pojawia się gdzieniegdzie – choćby w kilku fraszkach Kochanowskiego czy w ostatnich utworach Reja.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W Baroku idea ta rozwinęła się jeszcze bardziej. Sęp Sarzyński, Rubens, a nawet Vivaldi i Bach uwiecznili ją w swoich dziełach. Złośliwi twierdzą nawet, że genialny Antonio to właśnie ją miał na myśli, tworząc swoją słynną Wiosnę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli te dwie epoki określimy jako rozkwit tego motywu, to Oświecenie niestety nazwać trzeba schyłkiem. Niemal wszyscy ówcześni filozofowie (poza Kantem) uznali ją za przejaw „najgłębszej ciemnoty w długiej historii ludzkości”, jak pisał Voltaire do przyjaciela. Dalej stwierdził także: „naszym celem powinno być bezwzględne wyrugowanie tego nonsensu z kultury, sztuki i filozofii. Uwłacza on rozumowi, uwłacza człowiekowi i godzi w jego przyrodzone prawo do racjonalnego i niezależnego myślenia”. Tyle Voltaire. Kant odnosił się do niej ze znacznie mniejszym krytycyzmem: „Nie mogę się zgodzić z innymi myślicielami, widzącymi w tej idei tylko zło wcielone. Mimo wszystko coś w tym jest. Nie potrafię tylko powiedzieć, co”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Romantyzm przyniósł odwilż i zaczęto znów powoli do niej powracać. Tak naprawdę jednak swoją drugą młodość przeżyła w ekstatycznej twórczości modernistów. Wielbiono ją jako drogę ucieczki od płytkiego, filisterskiego świata. Wielbił ją więc Rimbaud, opiewał Verlaine, wychwalali Przybyszewski i Tetmajer. Uważa się, że przynajmniej kilkanaście utworów Erika Satie nawiązuje do niej mniej lub bardziej bezpośrednio. A potem – cały wiek ciszy, jeśli nie liczyć kilku krótkich wierszy Herberta, które jednak nie ukazują jej w zbyt różowym świetle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I oto nadeszła ta wielka chwila, gdy jedna z najbardziej zagadkowych idei ludzkości leży zmaterializowana przede mną. Voltaire się mylił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komórka Kostka istnieje naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;(ale wszystkie fakty i cytaty zostały oczywiście zmyślone)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-6863240250272615604?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/6863240250272615604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/historia-pewnej-idei.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6863240250272615604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6863240250272615604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/historia-pewnej-idei.html' title='Historia pewnej idei'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7766391099765244187</id><published>2009-12-09T13:25:00.000-08:00</published><updated>2009-12-09T13:29:20.163-08:00</updated><title type='text'>Dziadek Przypadek, czyli przypowiastka nihilistyczna</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SyAWjdHwbDI/AAAAAAAABT0/AhKpp0d9t6Q/s1600-h/serce.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 177px; height: 175px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SyAWjdHwbDI/AAAAAAAABT0/AhKpp0d9t6Q/s200/serce.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413351550467730482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tik. Pierwiastek z trzech silnia razy logarytm przy podstawie 498 z 4546. Tak. Podzielić przez trzydzieści razy cosinus alfa razy wariacja bez powtórzeń. Tik. Dwanaście razy trzy. Tak. Już prawie, już momencik. Tak. Cholera, błąd...&lt;br /&gt;- Sorze, zrobiłem! – Miłość usłyszała zza pleców ohydny głos Dziadka Przypadka.&lt;br /&gt;- Zapraszam do tablicy – odparł profesor.&lt;br /&gt;Znowu był pierwszy. Zawsze był pierwszy. Zawsze rozwiązywał zadania z Sensu Istnienia przed Miłością. To znaczy w ogóle potrafił je rozwiązać. I to błyskawicznie. Ona siedziała nad wzorkami kilka godzin i zawsze wychodziła jej sprzeczność. &lt;br /&gt;Przypadek szybko pokrył tablicę swoimi hieroglifami. Kreda stukała co chwile w zieloną powierzchnie. Stuk, stuk, szur szur , brzdęknięcie o blaszana listewkę. Wynik: S(ż) = 0.&lt;br /&gt;- Ocena celująca – powiedział profesor.&lt;br /&gt;Dzwonek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłość spakowała książki i naburmuszona wyszła z sali. Koniec na dziś. Przecięła wielki hall Uniwersaltetu i wyszła na zewnątrz. Słońce oślepiło ją na moment. Gdy odzyskała zdolność widzenia, oczom jej ukazał się straszny widok: na środku szosy biegnącej przed budynkiem uczelni siedział mały, śliczny biały kotek. Miał prawdopodobnie złamaną łapkę. Nim nasz bohaterka zdołała głębiej rozważyć tę sytuację, zza rogu wyjechał czarny motocykl Dziadka Przypadka.&lt;br /&gt;Podjęła natychmiastową decyzję. Rzuciła torbę i pędem ruszyła w stronę zwierzaka. Muszę go uratować – myślała w duchu. Warkot motoru był coraz bliższy. Gdy wbiegła na szosę, stawał się ogłuszający. Jeszcze cztery kroki, jeszcze trzy. Dwa.&lt;br /&gt;Huk silnika, cichy plask. Krew kotka rozbryzgał się na wszystkie strony. Miłość z przerażeniem zauważyła strzępy kociego mózgu na białej spódnicy.&lt;br /&gt;Tym razem miała pecha. Motocyklista odwrócił się. Zdążyła uchwycić jeszcze jego jadowity uśmiech, nim zniknął za zakrętem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż za parszywy dzień! Nie, nie poddam się – zmotywowała się Miłość. Jeszcze dziś dopnę swego.&lt;br /&gt;Ruszyła w dół ulicą. Nie minęło wiele czasu, gdy ujrzała uroczą parę spacerującą w cieniu rosnących przy drodze  lip. Tak, to było to. Trzymali się za ręce, patrzyli sobie w oczy. To jest SZCZĘŚCIE. Niech się schowa ten cały Przypadek. On nigdy nie potrafił obdarzyć kogoś czymś tak niesamowitym. Nigdy.&lt;br /&gt;Niespodziewanie zawiał wiatr. Miłość zauważyła niewielki świstek papieru, który podmuch przerzucił z przeciwnej strony ulicy na tę, po której szli narzeczeni. Mężczyzna schylił się, podniósł go... i zawył z uciechy.&lt;br /&gt;- Haaaaaaa! Czy wiesz, co to jest? Cóż za traf, co za szczęście! Kupon Lotka!&lt;br /&gt;- No i co z tego? – zapytała zdziwiona kobieta.&lt;br /&gt;- 15 89 68 29 18 22! To wczorajszy wynik Multilotka. Jestem bogaty, rozumiesz, bogaty!&lt;br /&gt;Zaczął tańczyć na środku ulicy i śpiewać „If I were a rich man”.&lt;br /&gt;Znowu wygrałeś, Przypadek – pomyślała Miłość zrezygnowana. Dobrze wiedziała, jak to się skończy. On zostanie milionerem i szybko znajdzie sobie inną. Ładniejszą i w ogóle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic, tylko rzucić się z mostu – pomyślała nasza bohaterka, wpatrując się w mętne wody rzeczki Pantarei. We wszystkim jest lepszy. Obliczy sens życia, rozjedzie kotka, podaruje komuś dwadzieścia milionów. A co ja bidna mogę? &lt;br /&gt;- Oj, możesz, możesz – obok niej niespodzianie zmaterializował się Dziadek Przypadek. Podpierając się na lasce z rączką w kształcie głowy pudla, wpatrywał się w nią z uśmiechem. &lt;br /&gt;- Co niby? – odparła zaskoczona.&lt;br /&gt;- Widzisz, gdyby nie ty, nie miałbym nawet komu podrzucać kuponów totka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7766391099765244187?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7766391099765244187/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/dziadek-przypadek-czyli-przypowiastka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7766391099765244187'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7766391099765244187'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/dziadek-przypadek-czyli-przypowiastka.html' title='Dziadek Przypadek, czyli przypowiastka nihilistyczna'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SyAWjdHwbDI/AAAAAAAABT0/AhKpp0d9t6Q/s72-c/serce.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1873525145342018378</id><published>2009-12-05T12:15:00.001-08:00</published><updated>2009-12-05T12:16:22.588-08:00</updated><title type='text'>Zachwyt</title><content type='html'>Po dzisiejszym występie Anny Teliczan już chyba nigdy nic nie będzie mnie w stanie zachwycić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1873525145342018378?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1873525145342018378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/zachwyt.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1873525145342018378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1873525145342018378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/zachwyt.html' title='Zachwyt'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7127650201653627855</id><published>2009-12-01T07:48:00.000-08:00</published><updated>2009-12-01T07:55:42.325-08:00</updated><title type='text'>Piękna a bestia</title><content type='html'>Blog powinien spełniać funkcję edukacyjną. Postanowiłem zatem spełnić to zadanie i przekazać Wam wiedzę na temat, o którym nie macie zielonego pojęcia. Stwierdziłem to z przykrością, gdy po raz wtóry zarzuciliście mi ewidentny brak gustu. Tak, tak, dziś porozmawiamy o urodzie płci pięknej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brat uważa mnie za turpistę, siostra z politowaniem kiwa głową. Gdy koleżance Sylwii powiem, że w obrębie szkolnych murów pojawiła się jakaś wyjątkowa piękność, ta stwierdza: „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;znając ciebie – na pewno jest brzydka&lt;/span&gt;”. A gdy ją zobaczy, dodaje: „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;no, nie zawiodłeś mnie&lt;/span&gt;”. Komentarzy koleżanki Agaty wolałbym z litości nie przytaczać, ale pod adresem wysoko cenionych przeze mnie uroczych dam padają określenia w stylu „kaprawe oczka”, lub sformułowania „mam nadzieję, że nie uważasz mnie za ładną” [ w domyśle- bo oznaczałoby to, że jest brzydka, ha ha ha, bardzo zabawne!]. Kolega Patryk moją negatywną opinię o Ewie Farnej kwituje wybuchem oburzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wszystko dlatego, że się nie znacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, gdzie staliście w kolejce, gdy Pan Bóg rozdawał oczy i zmysł estetyczny. Nie potrafię pojąć, co widzicie w pospolitych, amerykańskich szczękach rozmaitych wokalistek. Co pociąga Was w aktorkach, na których twarzach widać odciśnięte piętno pługa, radła i dziesięciu tysięcy lat pracy na roli (to WCALE nie jest aluzja do Keiry Knightley)? Zdaje mi się jednak, że nie jest to do końca Wasza wina. Może za dużo naoglądaliście się imperialistycznej propagandy, która w sferze piękna proponuje wzorzec „szczena-jak-Clint-Eastwood”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie martwcie się, postanowiłem wyrwać Was ze szponów tego bezguścia. Zaproponuję Wam wspaniały wynalazek – skalę niejakiego Hansa K., która pomoże Wam w ocenie urody kobiet ( i nie tylko). Stosując się do niej bez problemu odróżnicie piękno od brzydoty i w końcu porzucicie ciemne herezje i mity dotyczące rzekomego wdzięku czesko-polskich piosenkarek popow.... tfu, rockowych. &lt;br /&gt;Skala ta ma dziesięć punktów. Im jest ich więcej, tym ładniejszy jest mierzony obiekt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O przedziale 1 – 3 powiem Wam niewiele, gdyż nie jestem zoologiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Do &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;czwórki&lt;/span&gt; bez kija się nie podchodzi, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;piątka&lt;/span&gt; jest natomiast momentem, w którym na przedmiot pomiaru da się spojrzeć bez odwracania. Pojawiają się pierwsze cechy charakterystyczne dla Jedynego Słusznego Kanonu Piękna – skóra przybiera nieco mniej ciemnobrązowy odcień, kości policzkowe dają się jako tako zauważyć, a włosy z oksyblondu przechodzą w blond jasny. Piątka stanowi największą część populacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;szóstkę&lt;/span&gt; patrzy się już nawet z pewną przyjemnością (przy czym przyjemność ta jest porównywalna do doznania, jakie czuje się patrząc np. na nowy czajnik). Cera przybiera kolor naturalnego beżu.  &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Siódemka&lt;/span&gt; jest już rzadkością. Cechuje ją już pewnego rodzaju uroda. Twarz staje się bardziej podłużna, skóra bledsza, pojawiają się także pierwsze piegi. Oczy nie opuszczają jeszcze barwy miodu, ale już niebawem i ta usterka zostanie naprawiona. Kości policzkowe nie są wydatne, ale znajdują się na dobrej ku temu drodze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ósemka&lt;/span&gt;. No, panowie, czapki z głów, oto kobieta bardzo ładna. Blada, o pociągłej twarzy, piegowata. Włosy – brąz powoli wpadający w lekko rudy odcień. Policzki nie przywodzą co prawda na myśl chomika, ale osiągają pułap wystarczający. &lt;br /&gt;Istnienia &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;dziewiątek&lt;/span&gt; w naturze nie stwierdzono, od poprzedniej cyfr różnią się jednak kolorem oczu – stają się stalowo błękitne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dziesiątka&lt;/span&gt; zaś to Agata Buzek we własnej osobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzecz jasna jest to tylko jeden z możliwych wzorców. Zdarza się, że piękność będzie jasną blondynką (Norweżki, nic więcej mówić nie trzeba) lub kruczoczarną szatynką. Bladolicość jednak wraz z wydatnymi kośćmi policzka należą do niezmiennych wymogów każdego szanującego siebie estety (czyli mnie). Nie jestem też oczywiście człowiekiem patrzącym wyłącznie na zewnętrzną powłokę, która przecież przeminie z czasem. O wiele ważniejsze jest wnętrze. Wszak nawet najbardziej urodziwa dama jest niczym bez sprawnie działającej trzustki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7127650201653627855?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7127650201653627855/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/piekna-bestia.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7127650201653627855'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7127650201653627855'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/12/piekna-bestia.html' title='Piękna a bestia'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-6419653077892200247</id><published>2009-11-28T03:04:00.000-08:00</published><updated>2009-11-28T03:51:16.267-08:00</updated><title type='text'>Canis lupus respondi</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SxEMAZXXWQI/AAAAAAAABTU/V3YxmJrfAFs/s1600/terrier.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SxEMAZXXWQI/AAAAAAAABTU/V3YxmJrfAFs/s200/terrier.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409117828397095170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;    "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cała wiedza, suma wszystkich pytań i wszystkich odpowiedzi zawarta jest w psie&lt;/span&gt;".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    (Franz Kafka)&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, też byłem w szoku gdy pierwszy raz usłyszałem te słowa. Jeśli są prawdą - wszelkie odwieczne poszukiwania sensu świata, życia, próby znalezienia odpowiedzi na pytania "czym jest miłość?", "czy jest coś po śmierci?" musiały zakończyć się porażką. Od wieków bowiem ludzie szukali tej wiedzy w religii i sztuce. A tam, jak już wiadomo, nie ma właściwego rozwiązania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stałem się zatem pierwszym, który spróbował odnaleźć Prawdę w osobie swojego psa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Imię - Jakub, niemal dziewięcioletni, półrodowodowy terier walijski. Maść - podpalana. Szczepiony na wszystko poza wścieklizną. Głupi jak cholera. Nad wyraz uroczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siadam zatem na krześle przed jego fotelem (tak, mój pies ma swój własny fotel), na którym osobnik ten śpi snem sprawiedliwego. Przygotowałem formularz zawierający pytania. Eksperyment będzie polegał na zadawaniu ich po kolei mojemu drogiemu przyjacielowi. Wszelkie przejawy odpowiedzi będę skrzętnie notował. Zatem - do roboty.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;1. Kuba, co jest sensem życia?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pies mruczy coś niewyraźnie i przewraca się z boku na bok.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;2. Czym jest miłość?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Otwiera oczy, podnosi łeb i patrzy się w moją stronę.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;3. Czym jest Prawda? &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Zeskakuje z legowiska, przeciąga się cicho mrucząc.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;4. Być czy nie być?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Leniwie rusza w stronę kuchni.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;5. Komu bije dzwon?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; Zagląda do miski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyżby jednak nic nie wiedział?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;6. Ile diabłów mieści się na łebku od szpilki?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wyjmuje kawałek kiełbasy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;7. Co było pierwsze - jajko czy kura?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zjada go.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;8. Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wyjmuje następny kawałek kiełbasy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;9. Quo Vadis?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zjada go.&lt;br /&gt;To do niczego nie prowadzi!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;10. Kto poprowadzi następna galę boksu zawodowego? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Unosi łeb, patrzy na mnie z politowaniem i odpowiada: no jasne, że Ibisz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-6419653077892200247?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/6419653077892200247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/canis-lupus-respondi_28.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6419653077892200247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6419653077892200247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/canis-lupus-respondi_28.html' title='Canis lupus respondi'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SxEMAZXXWQI/AAAAAAAABTU/V3YxmJrfAFs/s72-c/terrier.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-4711620038478394294</id><published>2009-11-18T06:50:00.000-08:00</published><updated>2009-11-18T07:09:13.521-08:00</updated><title type='text'>Evviva l'arte!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SwQKS56lZeI/AAAAAAAABSs/l_K22KlVPfA/s1600/szop.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 162px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SwQKS56lZeI/AAAAAAAABSs/l_K22KlVPfA/s200/szop.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5405456772651902434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chcieliście kiedyś stworzyć coś, co zapewni Wam nieśmiertelność? Marzyliście o dołączeniu do szeregu wielkich artystów, od Fidiasza do Majki Jeżowskiej? Myślicie, że brak wam do tego talentu? Gwarantuję Wam, że jesteście w błędzie. Dziś stworzymy razem dzieło, które przetrwa pokolenia i wpisze się na zawsze w kanon światowego dorobku kulturowego. Jako że sztuka nowoczesna daje nam ogromne pole działania, postanowiłem przyjrzeć się jej dokładnie by dowiedzieć się, co jest dziś wyznacznikiem Piękna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By lepiej zapoznać się z bieżącymi trendami, zabrałem siostrze egzemplarz wspaniałego czasopisma Art. &amp; Buisness. Zawiera ono ni mniej, ni więcej tylko recenzje rozmaitych wystaw, pokazów i innych wydarzeń artystycznych, tworząc niejako portret współczesnych osiągnięć kultury. Omówię na tej podstawie poszczególne cechy, jakie powinien zawierać twór ludzkiej wyobraźni, by stać się odbiciem Piękna. Dodając kolejne elementy do naszej kompozycji, otrzymamy w końcu pewien Ideał. Zatem – do dzieła!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;I. Prowokacja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, to podstawa – dzieło musi prowokować. Nikt nie może przejść obok niego obojętnie. Im więcej osób się oburzy, im więcej sprawy wytoczą nam w sądzie – tym lepiej. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że o poziomie sztuki świadczy dyskusja, jaką budzi. Dlatego tak piękny wydaje się nam stolec pewnego artysty umieszczony w słoikach czy też topione na żywo chomiki (pomysł niedawno nagrodzony we Wrocławiu). My także zadbamy o odpowiednią kontrowersyjność. Połączymy motyw obrzydliwości z oryginalnym motywem zwierzęcym. Tak, tak, punktem wyjściowym naszego dzieła będzie zdechły, na wpół rozłożony szop pracz. Protest ekologów i katoli gwarantowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;II. Antyklerykalizm&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słynna już kompozycja Doroty Nieznalskiej przedstawiająca męskie genitalia przybite do krzyża jest dziś powszechnie uważana za arcydzieło. Nie ma się czemu dziwić – wszystko, co godzi w ciemny, zacofany fanatyzm polskiego katolicyzmu jest piękne i słuszne. Dowodem tego są także inne pomysły – sutanna ze znakiem SS, Chrystus trzymający szalik „Polska Gola” itp. Zdecydowanie nic tak nie ogranicza twórczego myślenia jak religia, która każe (o zgrozo!) miłować bliźniego. My także stanowczo sprzeciwiamy się podobnym szkodliwym twierdzeniom. Aby dać temu wyraz, nakryjemy nadpsuty czerep naszego szopa moherowym beretem z antenką. Będzie to symbolizowało ogłupianie mas przez media katolickie. Aby przypomnieć katolom ich haniebną historię, w lewej łapce zwierzaka umieścimy tarczę średniowiecznego krzyżowca. Niech pamiętają, ile cierpienia zadali przed kilkuset laty!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;III. Feminizm&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak powszechnie wiadomo, nie ma prócz gejów, lesbijek, transwestytów i akwizytorów bardziej wyklętej grupy społecznej niż kobiety. Płeć piękna została ostatnimi czasy zepchnięta do roli taniej siły roboczej i seksualnej zabawki mężczyzn. Sztuka jest od tego, by powiedzieć stanowcze: NIE! My nasz protest wyrazimy w sposób bardzo wymowny. Weźmiemy lalkę barbie, ustawimy ją na czworaka, a do szyi doczepimy zrobioną z drutu kolczastego smycz. Jej drugi koniec znajdzie się rzecz jasna w prawej łapce szopa-krzyżowca, który będzie od teraz symbolizował także mężczyznę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;IV. Tolerancja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Triada platońska za trzy główne wartości uznaje prawdę, dobro i piękno. Średniowiecznemu rycerzowi przyświecała idea Boga, honoru i ojczyzny. Krwiożercze i zacofane chrześcijaństwo proponowało ogłupionym swoją propagandą ciemnym masom wiarę, nadzieję i miłość. Dzisiejszy, nowoczesny i wspaniały świat już dawno rozprawił się z podobnymi idiotyzmami. Teraz triada ta brzmi: tolerancja, tolerancja, tolerancja. Tolerować należy wszystko i wszystkich. Gejów, lesbijki, transwestytów, feministki i pierogi z grzybami. Każdy, kto na tę tolerancję się zdobyć nie potrafi, jest słusznie piętnowany jako homofob, katol i Polak. Sztuka stała się oczywistym narzędziem walki o sprawiedliwość. My także wszelkim faszystom mówimy stanowcze WON! Aby nasze dzieło stało się już pełnym odzwierciedleniem największych problemów ludzkości, wyposażymy szopa w transparent „zakaz pedałowania”. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;V. Rozmaitość środków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, statyczny zwierzak nie zadowoli wybrednych gustów krytyków kulturalnych. Dziś dzieło nie może ograniczać się tylko do jednej formy przekazu. Prócz obrazu ważny jest dźwięk, ruch, światło. Wzmacnia to wymowę każdej kompozycji i powiększa głębie jej przekazu. Nie martwcie się, możemy osiągnąć ten efekt niewielkim kosztem. Zbliża się Boże Narodzenie, to znaczy tfu!, Gwiazdka się zbliża. Na pewno znajdziecie na strychu jakieś stare, niepotrzebne lampki choinkowe. Owiniemy nimi naszego szopa, by dzięki tej wielokolorowej iluminacji przydać mu uroku i zmusić widza do głębszej refleksji. Do tego dokopujemy jeszcze podkład muzyczny – wystarczy stary magnetofon i kaseta z nagranymi trzaskami, stukaniem i innymi niepokojącymi odgłosami. Zapewni to niepowtarzalny nastrój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumujmy: mamy stukającego, trzeszczącego na wpół rozłożonego szopa pracza odzianego w moherowy beret, z tarczą krzyżowca w łapce, lalką Barbie na uwięzi i homofobicznym banerem, owiniętego barwną siecią choinkowych lampek. Możemy śmiało wystawić tę kompozycję na najbliższym festiwalu sztuki nowoczesnej. Nagrody posypią się tuzinami. Pozwy do sądu też, ale to tylko przysporzy nam chwały i zapewni wieczne miejsce w panteonie Artystów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: W czasopiśmie „Art. &amp; Buisness” jeden z artykułów poświęconych sztuce nowoczesnej kończy się zdaniem: „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;artyści bowiem wykazali, że nie są półgłówkami [...], ale polskie społeczeństwo jeszcze do nich nie dorosło&lt;/span&gt;”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dobrze to świadczy o społeczeństwie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-4711620038478394294?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/4711620038478394294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/evviva-larte.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4711620038478394294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4711620038478394294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/evviva-larte.html' title='Evviva l&apos;arte!'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SwQKS56lZeI/AAAAAAAABSs/l_K22KlVPfA/s72-c/szop.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1346777944046559413</id><published>2009-11-13T13:30:00.000-08:00</published><updated>2009-11-13T14:04:42.467-08:00</updated><title type='text'>Ostateczne rozwiązanie kwestii Dusiołka</title><content type='html'>Pamiętacie może ten wiersz Leśmiana? &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Zachciało się Bajdale&lt;br /&gt;Przespać upał w upale,&lt;br /&gt;Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem,&lt;br /&gt;Czy dogodna dla karku - spróbował obcasem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Nie wiadomo dziś wcale,&lt;br /&gt;Co się sniło Bajdale?&lt;br /&gt;Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza;&lt;br /&gt;Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pysk miał z żabia ślimaczy&lt;br /&gt;(Że też taki być raczy!)&lt;br /&gt;A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo.&lt;br /&gt;Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogon miał ci z rzemyka,&lt;br /&gt;Podogonie zaśz łyka.&lt;br /&gt;Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie -&lt;br /&gt;Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Sterał we śnie Bajdała&lt;br /&gt;Pół duszy i pół ciała,&lt;br /&gt;Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził -&lt;br /&gt;Wyparskał ją nozdrzami,zmarszczył się i zbudził.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Rzekł Bajdała do Boga:&lt;br /&gt;O rety - olaboga!&lt;br /&gt;Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,&lt;br /&gt;Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka? &lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dusiołek według ludowych podań to licho duszące śpiących w polu ludzi. Muszę przyznać, że to jedna z moich ulubionych postaci. W gruncie rzeczy nieszkodliwy, brzydki jak noc przygłup budzi raczej sympatię niż zimne przerażenie. A jeśli jeszcze jest to Dusiołek Leśmianowski - czy może być coś bardziej uroczego niż "pysk z żabia ślimaczy", "ogon z rzemyka" i "podogonie z łyka"? Nie sądzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczułem się zatem dotkliwie oszukany i zdradzony gdy dowiedziałem się, że mój ulubiony potwór został opisany przez współczesną psychologię jako jakiś SOREMP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ma to być &lt;span style="font-style:italic;"&gt;sleep-onset REM period&lt;/span&gt;, czyli zjawisko halucynacji związanych z paraliżem przysennym (paraliż ten obejmuje nas w trakcie snu, byśmy uciekając przed marą senną nie zaczęli naprawdę biegać po sypialni). W gruncie rzeczy chodzi o sytuację, w której człowiek budzi się tylko częściowo. Niektóre płaty mózgu i mięśnie są pogrążone we śnie, podczas gdy nasz delikwent jako taki się zbudził. Z powodu paraliżu ma problemy z oddychaniem, a aktywność mózgu typowa dla fazy sennej sprawia, że widzi rozmaite potwory siedzące mu okrakiem na klacie (czasem zdaje się mu, że lata lub wychodzi z ciała - rzekome "OOBE"). Czyli Dusiołek jak malowany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczynam obawiać się, że nauka wkrótce rozprawi się także z innymi bohaterami bajek i podań. Z Puchatka już zrobiła kretyna, tygryskowi przypisała ADHD a Kłapouchemu depresję. Co się stanie, gdy w końcu parszywi naukowcy dobiorą się do Kaczora Donalda? Jakim schorzeniem umysłowym jest Kopciuszek? Upiorność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze przynajmniej, że Leśmian o tym nie słyszał. "SOREMP" nijak nie rymuje się do "wołka".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1346777944046559413?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1346777944046559413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/ostateczne-rozwiazanie-kwestii-dusioka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1346777944046559413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1346777944046559413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/ostateczne-rozwiazanie-kwestii-dusioka.html' title='Ostateczne rozwiązanie kwestii Dusiołka'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-51245664926798644</id><published>2009-11-05T05:50:00.000-08:00</published><updated>2009-11-05T06:12:33.197-08:00</updated><title type='text'>Rogucizmu koszmar liryczny</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SvLbMTQ3l2I/AAAAAAAABSM/VHuiiEhS4gI/s1600-h/atom.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SvLbMTQ3l2I/AAAAAAAABSM/VHuiiEhS4gI/s200/atom.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400619907546584930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na polskiej scenie muzycznej nie brak piosenek ze wspaniałymi tekstami. Setkami można przytaczać  strofy dotyczące nieszczęśliwego zakochania, krzywd poniesionych z rąk kochanka/ kochanki, niesprawiedliwości świata. Osoby mniej lubujące się w smutku i żalu znajdą też fragmenciki pogodne, w sam raz do zanucenia w pochmurny, jesienny dzionek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Mimo wszystko bez wahanie potrafiłbym wskazać, komu należy się laur najlepszego tekściarza. Ten niesamowity człowiek od dawna budził moje żywe zainteresowanie. Z pozoru twardy niczym płyta chodnikowa, męski jak Leo Di Caprio i nieprzenikalny jak buteleczka po syropie. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej jego utworom, możemy usłyszeć ciche brzmienie prawdziwej Poezji, zadumać się nad głębią metafory, zachwycić rzadkim epitetem, przeskoczyć wers razem z wyrafinowaną przerzutnią czy wykrzyczeć cały dręczący nas ból istnienia apostrofą do bóstwa (co najmniej bóstwa!). Tak, tak, dobrze się wam wydaje – mowa  o Piotrze Roguckim, frontmanie łódzkiej Comy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Co jednak, prócz tych środków stylistycznych, tak mnie w zachwyca w tekstach pana Piotra? Ano, ich niepowtarzalność, charakterystyczny i niepowtarzalny styl. Warto przyjrzeć się tym piosenkom, by wychwycić szczególne cechy roguckiej liryki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na motywy (czy wręcz toposy) pojawiające się z dziwnie statystyczną częstotliwością. Niemal koronnym ich przykładem jest &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;miasto&lt;/span&gt;. Spotkamy je w znacznej części utworów. Czasami stanowi ono jedynie tło (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„nad miastem różowe łuny pulsują po zmroku”&lt;/span&gt;) częściej jednak gra ono role schwarzcharakteru (!). I tak możemy się dowiedzieć, że „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;to miasto przytłacza jak głaz&lt;/span&gt;”, a „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;w odległych miastach katastrofy chceń”&lt;/span&gt;. Nikczemność tych form urbanistycznych wynika perawdopodobnie z ich bezbarwności (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„w stu tysiącach jednakowych miast”&lt;/span&gt;), ja mam jednak na ten temat inną koncepcję. Może silna urbanofobia pana Roguckiego wynika z przeżyć wieku dziecinnego? Mogło się wszak zdarzyć, że jakieś podłe miasto zabrało mu misia albo rozjechało chomika. Możliwe, możliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Pan Piotr to prawdziwy twardziel i na drobne się nie rozmienia. Daleko mu do niewieściej delikatności. Dla niego nie istnieją takie słowa jak „znaczące”, „rozległe” czy nawet „wielkie”. O nie, tutaj wszystko jest &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"globalne"&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"atomowe"&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; I tak na przykład gwiazdki to nie „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;przyklejone do nieba świetliki”&lt;/span&gt;. Nasz poeta mówi od razu o &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„tysiącu atomowych gwiazd”&lt;/span&gt; (ładny paralelizm do w.w. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„tysięcy jednakowych miast”&lt;/span&gt;), zaś jeśli mowa o jakiejś detonacji, jest to oczywiście &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„eksplozja przestrzeni atomowych, determinacja o sile supernowej”&lt;/span&gt;. Warto też zapamiętać, że ciemne chmury nad głową to nie zapowiedź mżawki, tylko &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„znak globalnej niepogody”&lt;/span&gt;. Szczyt tego atomoglobalnego kunsztu osiąga Rogucki w epickim zdaniu „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;z dokładnością atomowej sekundy globalnej”&lt;/span&gt;. Wystarczy kilka razy przeczytać ten wers, by znaleźć się w lirycznym niebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekamy na piosenkę o Hiroszimie, w której tak pięknie mogłyby zostać połączone motywy miejskie i nuklearne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jak już zapewne zauważyliście, frontman Comy nie stroni od ultrafuturystycznych zwrotów. Dzięki temu nie sprzeda tam wyświechtanego sloganu o rzewnych czy bobrzych łzach, a uraczy nasz zmysł piękna brzmieniem łez &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„ultrafioletowych”&lt;/span&gt;.  Ramy „okrągłego”, „kanciastego”, czy też „nieopisanego” kształtu też są dla niego za ciasne. Wychodzi więc stanowczo poza nie i opisuje nam  &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„supernowy prześwietlony kształt”&lt;/span&gt;. To już nie żadna staroświecka dusza, a &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„każdy proton”&lt;/span&gt; (zapytałbym, czemu nie elektron, no ale to nie ja jestem poetą) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„tęskni za istotą Absolutu”&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Przedstawiłem zatem formę, powinienem więc przejść do treści. I tu pojawia się problem. Mimo wielokrotnego przedzierania się przez rozmaite atomowe symbole, globalne metafory i gwiezdne porównania pogubiłem się całkiem i trudno mi powiedzieć, o czym śpiewa Rogucki. To wcale nie o takich, jak nasz mistrz, poetach, Fryderyk Nietzsche powiedział, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„macą swoje wody, by się głębszymi zdały”&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzieniegdzie jednak błysnął promyczek zrozumienia i potrafię stwierdzić, że pojawiają się u Piotra motywy miłosne, religijne, najczęściej jednak mamy do czynienia ze smutnymi scenami z życia każdego artysty. Poczucie indywidualizmu i odrzucenia przejawia się zwłaszcza w pięknym fragmencie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„co wycieka w bok lub wyłazi z ram, o tym mówi się: to underground!”&lt;/span&gt;. Tak, tak, pan Rogucki wycieka z ram i aż kapię na podłogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko czekać, aż ktoś przyjdzie ze ścierką i tę podłogę wytrze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-51245664926798644?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/51245664926798644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/rogucizmu-koszmar-liryczny.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/51245664926798644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/51245664926798644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/rogucizmu-koszmar-liryczny.html' title='Rogucizmu koszmar liryczny'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SvLbMTQ3l2I/AAAAAAAABSM/VHuiiEhS4gI/s72-c/atom.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-6950642027165474449</id><published>2009-11-01T08:08:00.000-08:00</published><updated>2009-11-01T08:10:07.718-08:00</updated><title type='text'>Psychologia Kwesty</title><content type='html'>Może się wydawać, że stanie na wychłodzonym cmentarzu, z zimną puszką przymarzająca do dłoni raczej nie sprzyja odkrywczemu myśleniu. Głowę zaprzątają jedynie myśli o palniku acetylenowym do ogrzania skostniałych rąk, a jedyną emocją jest rosnąca nienawiść do ludzi, którzy nie zamierzają wrzucić ci choćby grosika. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tych niesprzyjających warunków udało mi się jednak zrobić coś wielkiego – położyłem podwaliny pod nową dziedzinę nauki, którą ochrzciłem pięknie brzmiącym mianem psychologii kwesty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; W ogólnym zarysie chodzi tu o sieć interakcji wrzucający-zbierający, zbierający-inny zbierający, wrzucający-inny wrzucający, a także zależności między wiekiem, statusem społecznym, wyglądem a chęcią do wsparcia szczytnego celu drobną monetą. Moje dzisiejsze obserwacje dowiodły ścisłego powiązania tych kwestii, które mam zamiar tutaj przedstawić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, jakie strategie usankcjonowanego żebractwa są najskuteczniejsze.  Zdecydowanie największą wydajność ma zwracanie się indywidualnie do każdego z prośbą o datek. Takiej upolowanej osobie głupio jest odmówić, więc sięga do kieszeni po parę złotych. Muszę jednak przyznać, że osobiście zachowania takiego u kwestujących nie cierpię, więc skorzystałem z tej opcji tylko dla celów badawczych. Przez ok. 10 minut zebrałem w ten sposób ok. 25 złotych, podczas gdy stojąc i milcząc przez minut 45 zdobyłem jedynie o 10 zł więcej.  Trzeba pamiętać, by stanąć w miejscu, w którym nie ma żadnego innego zbierającego. Ogólny dochód staje się wtedy niemal o połowę większy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto wrzuca najczęściej? Statystyczny wrzucający to kobieta po sześćdziesiątce. W tej grupie nie miały znaczenia status społeczny czy domniemane wykształcenie – wszystkie babcie są jednakowo szczodre. Inaczej sprawa ma się w przypadku innych kategorii. Raczej nie ma co liczyć na młode małżeństwa i ten typ mieszczan, który wygląda na zurbanizowany dopiero od jednego pokolenia (chciałoby się rzec – ledwo odciągnięty od pługa, ale to nieładne, więc tak nie powiemy). Zauważyłem, że jedynie mężczyźni wyglądający na inteligentnych byli gotowi wspomóc biedne nagrobki datkiem. Charakterystyczny dla naszego pięknego miasta gatunek faceta o nalanym karku i świńskich oczach nawet nie kierował wzroku w moją stronę (chyba że ze spojrzeniem w stylu „co to za kretynizm, lepiej mieć na piwo”). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobiety są znacznie bardziej hojne (jedna pani bez zastanowienia wrzuciła okrągłe 20 złotych, pozdrawiam!), hojność ta jednak znacznie nabiera na sile po czterdziestce (ciekawe, ciekawe). Młode damy są bowiem w ogóle nie zainteresowane dobroczynnością, umilają jednak zbieranie kwestującemu, ubogacając doznania estetyczne (których i tak ma dużo, zważywszy na ślicznie oświetlone nagrobki). Oczywiście podział mój odbywał się jedynie przez ocenę wizualną – za wykształconych brałem ludzi tak właśnie wyglądających, co może wydać się dziwne, ale na ogół się sprawdza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto podkreślić, że wrzucenie pieniążka przez jedną osobę często motywuje inne, które również chcą podkreślić swój status społeczny. Na ogół starają się one przebić poprzednika (to samo zjawisko widzimy, gdy kupimy sobie nowy samochód, po tygodniu sąsiad i tak będzie miał lepszy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Renowacja nagrobków nie jest niestety idealnym celem na kwestę. Co innego, gdyby chodziło o biedne kotki (można liczyć na wsparcie dzieciarni), biedne dzieci lub biednych w ogóle. Niektórzy tylko czytali napis na puszce i przechodzili obojętnie obok, uznając, że to bez sensu. Zbierać na jakieś stare kamienne kloce? Po co to komu? Na szczęście znaleźli się ludzie, których los zabytkowych pomników jednak obchodzi. Duża grupę stanowili też tacy, którzy wrzucali monetę nawet nie patrząc, na jaki to cel (bo można zrobić raz w roku coś dobrego, nieważne, komu i czemu). Inni robili to z wyżej wymienionej przyczyny – dla prestiżu. Zdarzył się też jeden przypadek wyjątkowy, który może nie ma znaczenia statystycznego, ale wydał mi się ciekawy. Jedna pani (którą pragnę tutaj niniejszym ciepło pozdrowić!) zauważywszy, że z zimna zacieram ręce, podarowała na szczytny cel pięciozłotówkę, mówiąc: „ojej, masz chłopczyku, ty tutaj tak marzniesz”. Mam nadzieję, że Pan Bóg wynagrodzi ten akt litości i skróci jej czas kwestowania w czyśćcu o godzinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z całej nauki, nazwanej przez mnie psychologią kwesty, można wyodrębnić osobną gałąź – psychologię kwestującego. Miałaby ona za zadanie odpowiedzieć na pewne zasadnicze pytanie. Czemu zziębnięty, ogrzewany tylko przez blady ogień listopadowego słońca człowiek z puszką doszukuje się nieistniejących zależności w chaosie zalewającego cmentarz potopu ludzi? Zdaje mi się, że odpowiedź ta byłaby także rozwiązaniem innej zagadki: dlaczego ludzie dopatrują się porządku i sensu w całej sieci przypadkowych, niepowiązanych zdarzeń, nazywając to przeznaczeniem lub Opatrznością? No, to dobre pytanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-6950642027165474449?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/6950642027165474449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/psychologia-kwesty.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6950642027165474449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6950642027165474449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/11/psychologia-kwesty.html' title='Psychologia Kwesty'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5432251161735897991</id><published>2009-10-22T05:37:00.000-07:00</published><updated>2009-10-23T05:13:11.312-07:00</updated><title type='text'>Książki najgorsze</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SuGdu_ADvGI/AAAAAAAABR8/dP7zzgOCJ_8/s1600-h/ksiazki.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 184px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SuGdu_ADvGI/AAAAAAAABR8/dP7zzgOCJ_8/s200/ksiazki.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5395767259077786722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Donald spojrzał Chryzopryzie w oczy i rzekł:&lt;br /&gt;- Jesteś miłością mego życia, Chryzopryzo!&lt;br /&gt;- Jesteś miłością mego życia, Donaldzie!&lt;br /&gt;- Woda wrze w temperaturze 100 stopni Celsjusza!&lt;br /&gt;- Laminina to białko należące do glikoprotein o masie 240 kDa !&lt;br /&gt;Niespodziewanie rozmowę przerwał im Jarosław. Ten niski, czarny Żyd-pederasta rodem zza Wołgi jak zwykle wprowadzał w życie jakiś zdradziecki plan. Uknuł niecny spisek, mający na celu ostateczne zniszczenie miłości między Donaldem a Chryzopryzą. Nie ma sensu wyjaśniać, o jaki spisek chodzi. Był Żydem, więc musiał być to spisek niecny.&lt;br /&gt;- Oto nadchodzi kres wielkiej miłości! Nareszcie doczekałem się wendetty, za okres permanentnej, eminentnie pejoratywnej nostalgii za czymś bliżej nieokreślonym, spotęgowanej przez konstruktywistyczny komplikacjonizm, będący implikacją waszych poczynań!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niechybnie doprowadziłby do śmierci bohaterów, gdyby z nieba nie zleciał nagle wampir Charlie, wysoki, piękny i przystojny blondyn o niebieskich oczach.&lt;br /&gt;- Stój, drapichruście! – zawołał.&lt;br /&gt;- Czemuż mam przystanąć? – odparł wyżej wspomniany drapichrust.&lt;br /&gt;- Bo jesteś zły, a ja przybyłem Cię zgładzić.&lt;br /&gt;- Ojej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czym wampir zabił Jarosława i odtąd żyli długo i prawie-szczęśliwie. Prawie, bo między trójką bohaterów na pewno doszłoby do sporów i niesnasek na tle emocjonalno-seksualnym, ale w końcu wszystko i tak skończyło się happy endem. Koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nie, jeszcze ostatnie słowa Donalda:&lt;br /&gt;- Dobro jest dobro, a zło jest złe!&lt;br /&gt;I odpowiedź Chryzporyzy:&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zaiste! Nie każde drzwi mają klamkę. Od nas zależy, czy pójdziemy tymi, które mają klamkę.&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;No i jeszcze Donnie, dla uzupełnienia:&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ale pamiętaj, że miłość zawsze podpowie nam właściwie rozwiązanie!&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie słyszę braw? No, już lepiej. Tak moi drodzy, to właśnie była powieść idealna. Idealna z punktu widzenia statystycznego polskiego czytelnika. Czytelnik taki jest hybrydą nastolatki, przeciętnego przedstawiciela klasy średniej, gospodyni domowej, woźnej lub księgowej oraz przeintelektualizowanego nastolatka.&lt;br /&gt;Jest to rzecz jasna powieść idealna w sensie statystycznym, tj. każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Wbrew przysłowiu, że jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził, narodził się ktoś, kto wszystkim dogodził i tym kimś jestem ja we własnej osobie.&lt;br /&gt;Jako że moje dzieło może wydawać się nieco chaotyczne, omówię po kolei wszystkie znajdujące się w nim ważne z perspektywy polskiego czytelnika elementy, by każdy mógł docenić to małe arcydziełko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1. Jednowymiarowość.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Był Żydem, więc musiał być to spisek niecny"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jak zapewne zdążyliście zauważyć, opowieść ta unika jakiejkolwiek wieloznaczności. Jest prosta jak konstrukcja cepa i psychika przeciętnego Polaka. Są ci źli i ci dobrzy, wszystko jest czarne i białe. Nikt nie bawił się tu w tandetne smaczki i półcienie. Bo po co?  Lepiej, gdy czytelnik ma wszystko ma podane na tacy i nie musi rozstrzygać dylematów w stylu „czy Niemiec może być dobry?” O nie nie, żadnych tego typu bredni. Każdy Niemiec to ziejący nienawiścią hitlerowski zbrodniarz. I pederasta. Wszystko musi być jak u Sienkiewicza. „Ten zły” to Arab, czarny, albo Krzyżak*. Dwa bieguny, ogień i woda, by Broń Boże  umysł nie pogubił się w odczytywaniu skomplikowanych intencji . Można oczywiście dopuścić sytuację, w której ktoś, początkowo wydający się Polakiem, okaże się Żydem, uważane jest to jednak za tanią sztuczkę i mącenie wody. W rynsztoku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;2. Prawda.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Woda wrze w temperaturze 100 stopni Celsjusza!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść bez prawd jest bezużyteczna. Nie po to taki statystyczny Polak męczy biedne, chore od ekranu komputera** oczy, czytając całe 100 (panie Boże, zmiłuj Ty się, do stu to ja ledwo doliczyć potrafię!) stron, aby niczego się o życiu nie dowiedzieć. A i prawda taka musi być dobrze widoczna, by nie musieć czytać (o Boziuniu!) czegoś DWA razy! Dwieście stron, wyobrażacie sobie? Nie, tak być nie może. Prawda ma być oczywista. Że dwa plus dwa to cztery, to jest PRAWDA! Przez duże G. A dla bardziej wymagających piękne złote myśli w stylu „miłość zawsze zwycięża, wystarczy chcieć”. Istnienie Viagry pokazuje jednak, że „chcieć” to czasem za mało, więc można użyć czegoś w stylu „każdy z nas jest jak pusta butelka – można ją napełnić miłością”. Albo czymkolwiek.  Należy przy tym strzec się skomplikowanych ciągów logicznych (jeśli a i b, to c i d nie, lecz jeśli a i c, to de tak), bo to wymagało by już trzykrotnego czytania. A trzy czytania o tylko u tych złodziei, w sejmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;3. Mądrość.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Okres permanentnej, eminentnie pejoratywnej nostalgii za czymś bliżej nieokreślonym, spotęgowanej przez konstruktywistyczny komplikacjonizm"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W naszej powieści funkcję „mądrości” pełni wypowiedź Jarosława o konstruktywistycznym komplikacjoniźmie. Celowo włożyłem ją w usta schwarzcharakteru, by dać do zrozumienia tym mniej rozwiniętym czytelnikom, że na wszelki intelektualizm zgadzamy się tylko w sztywnie wytyczonych ramach. Inaczej rozlezie się to plugastwo i jeszcze zmusi do myślenia (brr!). A tak jest to niegroźne, a i dowiedzieć się czegoś można. Im mądrość mądrzejsza, tym lepiej. Dzięki temu po lekturze ostatniej książki Browna niemal każda polska gospodyni domowa to spec od antymaterii. I na kółku różańcowym można zaszaleć. Ksiądz na pewno nie wie, czym jest konstruktywistyczny komplikacjonizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;4. Miłość&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"- Jesteś miłością mego życia, Chryzopryzo!&lt;br /&gt;- Jesteś miłością mego życia, Donaldzie!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie bez miłości jest miałkie, nijakie i pozbawione sensu. Najlepiej wiedzą to ci, których życia są miałkie, nijakie i pozbawione sensu, czyli statystyczni Polacy. Dlatego z odsieczą przychodzi im literatura, w której odnaleźć mogą chociaż cień winionych westchnień, spotkań w ogrodzie i pocałunków Romea z Julią. No dobra, zagalopowałem się. Mogą więc odnaleźć pocałunki Edwarda Cullena z jakąśtam (lub Donalda z Chryzopryzą, rzecz jasna) bezimienną szwaczką czy inną zakompleksioną dzieweczką. Nic tak nie rozgrzewa serca, naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;5. Piękno (boskość).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Wysoki, piękny i przystojny blondyn o niebieskich oczach"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce wszystko musi być piękne. Nie, nie piękne w sposób, w jaki rozumieją to ci pomyleni artyści. Piękne - czyli ładne, gładkie, lśniące niczym pupcia niemowlaczka i czyste niby dziewica***&lt;br /&gt;Hm, cóż rozumiemy dziś pod przymiotnikiem „boski”? Ano, trzeba przyznać, że pojęcie boskości uległo wypaczeniu. Dziś nie jest już wymagane ciskanie gromów, zamienianie się w byka czy picie nektaru. Teraz wystarczy być bladolicym, metro(czy aby tylko metro?)seksualnym lalusiem o powłóczystym spojrzeniu transwestyty, by wszystkie laski rzucały ci się na szyję. Musiałem jednak wyjść naprzeciw oczekiwaniom czytelniczek i stworzyć naszego wampira (dziwność to też duży plus), który jednak z boskości ma tylko to, że uczyniłem go na swój obraz i podobieństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;6. Przesłanie. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;" Nie każde drzwi mają klamkę. Od nas zależy, czy pójdziemy tymi, które mają klamkę"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przesłanie to podstawa. Z dzieła musi wypływać, niczym ścieki z rynsztoka, jakaś nauka o życiu. Rzecz jasna nie może być to nauka zawoalowana lub ukryta, nie, ma być obwieszczona wszem i wobec i powtórzona trzydzieści razy z podkreśleniem i pogrubieniem i kursywą, by każdy wiedział, gdzie ją znaleźć. Z mojej opowiastki można wysnuć ciekawą refleksję na tematy związane z drzwiami. Jak to się jednak ma do życia - rozstrzygnijcie sami. I oczywiście wszystko, ale to wszystko da się zrobić dzięki miłości - to obowiązkowy punkt programu. Miłość ratuje życie, zmienia zło w dobro, otwiera puszki zębami, pierze wszystko prócz kieszeni, myje naczynia i odbiera dzieci ze szkoły.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To oczywiście tylko mały wycinek,  ale przedstawiłem przynajmniej większość cech powieści, która zadowoliłaby wybredne gusta przeciętnego polskiego konsumenta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednowymiarowość. Prawda. Miłość. Mądrość. Piękno. Przesłanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I Mdłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* średniowieczne określenie hitlerowca&lt;br /&gt;** w domyśle: wódki&lt;br /&gt;*** patrz: Czerwona Księga Gatunków Zagrożonych, &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Czerwona_Ksi%C4%99ga_Gatunk%C3%B3w_Zagro%C5%BConych"&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki/Czerwona_Ksi%C4%99ga_Gatunk%C3%B3w_Zagro%C5%BConych &lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5432251161735897991?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5432251161735897991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/ksiazki-najgorsze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5432251161735897991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5432251161735897991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/ksiazki-najgorsze.html' title='Książki najgorsze'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SuGdu_ADvGI/AAAAAAAABR8/dP7zzgOCJ_8/s72-c/ksiazki.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-3544930136121003190</id><published>2009-10-20T04:32:00.000-07:00</published><updated>2009-10-20T09:50:11.188-07:00</updated><title type='text'>Świat według Bundych</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/St22xcAwDJI/AAAAAAAABR0/mCUA7AnYMNI/s1600-h/serialill.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 199px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/St22xcAwDJI/AAAAAAAABR0/mCUA7AnYMNI/s200/serialill.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5394668889108909202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy zastanawiali się, czy Theodore Robert Bundy jest protoplastą serialowej postaci Ala Bundy'ego. Podobne insynuacje trzeba uznać za wysoce idiotyczne. Nie wydaje mi się, by ten sympatyczny, choć nieco frajerowaty bohater sitcomu miał na koncie czterdzieści zabójstw kobiet z użyciem tępych narzędzi, z tego, co wiem, nie wynika także, by skończył na krześle elektrycznym w więzieniu stanowym na Florydzie jako jeden z najgroźniejszych seryjnych zabójców w historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to świat, jaki chcę tu opisać, jest światem nie według Ala, lecz właśnie Teda Bundy'ego i jemu podobnych. To miejsce ponure i straszne, straszniejsze niż jakiekolwiek inne - ale warte poznania. Psychika wielokrotnego mordercy wymyka się wszelkim próbom zrozumienia, logiki i jakiemukolwiek poczuciu moralności. Jest przerażająca, stanowi zagadkę, a jednocześnie pokazuje, że człowiek ma swoją ciemną stronę, a to, kiedy i czy się ona ujawni, wcale nie jest łatwe do przewidzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samo pojęcie "seryjnego zabójcy"  zostało wymyślone przez agenta FBI, Roberta Resslera w latach 70. Zabójcą takim nazywamy człowieka, który na przestrzeni czasu dokonuje kilku lub kilkunastu powiązanych ze sobą morderstw. Od "zwykłych" zbrodniarzy wyróżnia ich to, że popełnione przestępstwa najczęściej mają motywy seksualne, związane ze swoistymi psychozami (np. Richard Ramirez, który mordował i gwałcił jakoby na polecenie "Szatana"), rzadko lub prawie wcale nie mając celów ekonomicznych (choć niektórzy psychologowie uznają, że jedną z przyczyn takich zabójstw mogą być głęboko zakorzenione mechanizmy związane ze zdobywaniem statusu społecznego). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wygląda "statystyczny" seryjny zabójca? Jest mężczyzną, białym Amerykaninem, wywodzącym się z klasy niższej lub średniej. Tak naprawdę jednak trudno znaleźć jedną wspólna dla nich charakterystykę. Niektórzy np. mają problemy w nauce, rzucają szkołę i już od dziecka zajmują się przestępstwami. Inni natomiast (jak "nasz" Ted) dorastają w porządnych rodzinach, a na studiach osiągają niesamowite wyniki. Warto dodać, że słynny swojego czasu Unabomber (piroman polskiego pochodzenia) miał IQ równe 170 (jak Einstein) i doktorat z matematyki na Harvardzie. Znaczna jednak ich grupa była wychowywana przez samotną matkę,  wykorzystywana seksualnie, a w najbliższym otoczeniu nadużywano alkoholu i narkotyków. Co najdziwniejsze, w wielu przypadkach nie zdradzali oni &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;żadnych oznak choroby psychicznej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy człowiek taki wyróżnia się czymś szczególnym? Problem tkwi w tym, że nie. Z pozoru każdy z nich to normalny, często bardzo inteligentny, zdrowy facet. Dopiero bliższe przyjrzenie się pokazuje, że zdradza skłonności do izolowania się od innych, ma problemy z nawiązywaniem kontaktów, czasami niechcący przejawia też głęboko skrywaną przemoc (na przykład - jak Ed Kemper, który grzebał żywcem koty). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kogo mordują? Wszystkich, lecz zależy to od zabójcy. Ramirez ma na swoim "koncie" kobiety, mężczyzn, dzieci i starców. Trzeba jednak zauważyć, że znaczną większość ofiar stanową kobiety, co związane jest z seksualnym podłożem zjawiska. Bundy i Kemper na przykład mieli obsesję na punkcie studentek. Ted "polował" ponoć zwłaszcza na te dziewczyny, które przypominały jego miłość z czasów młodości, sam zaś powiedział, że są to "wyidealizowane kobiety". Anima? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakie mają motywy? Wyróżnia się trzy rodzaje motywacji, jakie towarzyszą seryjnym zabójcom. Pierwszą z nich jest "wizjonerstwo", czyli przeświadczenie o otrzymywanych z rozmaitych pozamaterialnych światów wskazówek i nakazów (Ramirez z Szatanem), które skłaniają do zbrodni; drugą nazywa się "misjonarstwem", czyli swoistą misją, jaką morderca ma do spełnienia (np. eliminacja klas wyższych). Trzecią grupę stanowią tzw. hedoniści, którzy z popełnianych czynów czerpią przyjemność na różnych polach (seksualnych, emocjonalnych,związanych z posiadaniem władzy nad inną osobą). W wielu relacjach takich zabójców można znaleźć twierdzenie, że sam mord nie sprawiał im przyjemności, a jedynie przynosił ulgę. Bundy twierdził, że w zabójstwie pociąga go jedynie samo "polowanie" na ofiarę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zaś wygląda sam mord? Rozmaicie. Niektórzy wabią ofiary np. do samochodu i tam zabijają ciosem tępego narzędzia, inni wchodzą do domów, używając broni palnej. Często pozbawianiu ofiary życia towarzyszy znęcanie się nad ciałem, na ogół jednak już po jej śmierci. U części z oprawców ma to wymiar rytualny, u innych jest przejawem swoistych zaburzeń umysłowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proces ścigania takiego zabójcy jest na ogół bardzo trudny i czasochłonny. Zostawia on po sobie mało śladów, dużo czasu mija też, zanim znajdzie się jakieś cechy wspólne między poszczególnymi mordami. Przestępca tworzy tzw. "inscenizację" - zostawia liściki, pisze do gazet, albo kładzie jakiś przedmiot na miejscu zbrodni (jak np. karta do gry w przypadku działających parę lat temu "Snajperów z Waszyngtonu"). Prowadzi specyficzną grę ze służbami ścigania, często zmieniając miejsce działania - potrafią przebyć nawet kilka tysięcy kilometrów, "uśpić" działalność, by niespodziewanie zaatakować. Obecnie tworzy się skomplikowane portrety psychologiczne, szczegółowe ekspertyzy i inne działania, mające na celu identyfikację takiego człowieka. Często jednak nawet pełna wiedza co do tego, kto jest winny, nie wystarcza do ujęcia sprawcy, który się ukrywa. W wielu przypadkach do ujęcia zabójcy dochodzi zupełnie przypadkowo, gdy np. zatrzyma się go do kontroli drogowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie udało się jeszcze do końca poznać psychiki takich ludzi. Jest na wskroś przerażająca, czym od lat budzi ciekawość i lęk. Seryjni mordercy mogą być opętanymi, działającymi jak psychopaci wariatami, większość jednak zawsze zachowuje spokojny cynizm, spokój i wyrachowanie. Nie ulegają emocjom, nie czują żadnej litości wobec ofiar.  Często przyznają się do winy, wyrażają pozorną skruchę, ale zawsze jest to przez nich sterowane. Bundy do końca utrzymywał, że chce powiedzieć prawdę, ale coś mu to nie umożliwia. Co ciekawe, przedstawił też teorie, jakoby czuł w sobie jakąś "istotę", niezależna od niego, która kazała mu dokonywać zabójstw. Psychiatrzy badający go stwierdzili jednak, że całą tę historię świadomie wymyślił! Wielokrotnie jednak oszukiwał badaczy, jako że sam był absolwentem psychologii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadal nie potrafimy waśnić, skąd tacy ludzie biorą się wśród nas. Nie jest to jednak (jak by chcieli niektórzy) zagadka nie do rozwiązania. Być może w końcu dowiemy się, czemu istota ludzka, z jednej strony zdolna do aktów twórczych, odruchów altruistycznych, bezinteresownych, ma także inną naturę - mroczną, gotową zabijać  bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w następnej odsłonie Świata według Bundych - Ted Kaczynski ps. Unabomber, najsłynniejszy na świecie piroman.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przydatne linki i literatura:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;a href="http://www.cns.uw.edu.pl/skrypt/Prawo/prezentacja5.pdf"&gt;http://www.cns.uw.edu.pl/skrypt/Prawo/prezentacja5.pdf&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Seryjny_morderca"&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki/Seryjny_morderca&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://radoslaw.ligas.webpark.pl/psychologia/przestepcy_seryjni.html"&gt;http://radoslaw.ligas.webpark.pl/psychologia/przestepcy_seryjni.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://killer.radom.net/~sermord/zbrodnia.php?dzial=mordercy&amp;dane=RamirezRichard"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://killer.radom.net/~sermord/zbrodnia.php?dzial=mordercy&amp;dane=RamirezRichard"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;E. Leyton "Polowanie na Ludzi" wyd. poL. 1986&lt;br /&gt;D. Buss "Morderca za ścianą - dlaczego zabijamy?" GWP 2009&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-3544930136121003190?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/3544930136121003190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/swiat-wedug-bundych.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3544930136121003190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3544930136121003190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/swiat-wedug-bundych.html' title='Świat według Bundych'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/St22xcAwDJI/AAAAAAAABR0/mCUA7AnYMNI/s72-c/serialill.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5294535959733849134</id><published>2009-10-18T09:21:00.000-07:00</published><updated>2009-10-18T09:23:25.631-07:00</updated><title type='text'>O miłości ciąg dalszy</title><content type='html'>Mój ostatni tekst poświęcony „zwierzęcemu”, czyli chemiczno - biologicznemu pochodzeniu miłości wzbudził tyle kontrowersji, że muszę chyba wyjaśnić kilka związanych z nim kwestii. Wyjaśnienie to będzie polegało na przedstawieniu argumentów, teorii, lub po prostu zwykłych wypowiedzi różnych osób na ten temat (często nieco zmienionych, by nadać im szerszy kontekst) i moich komentarzy na nie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1. Sprowadzenie uczuć do sfery czysto naukowej odbiera im całe piękno.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tym absolutnie się zgodzić nie mogę. Wyjaśnienie danego zjawiska i odkrycie, jakie procesy za nie odpowiadają, w niczym go nie umniejsza. Dziś wiemy, że światło gwiazd powstaje w wyniku potężnych reakcji nuklearnych, znamy ich skład chemiczny. Czy wiedząc to wszystko patrzymy na nocne niebo z mniejszym podziwem, niż ludzi przed tysiącami lat? Nie sądzę. Dzieje się wręcz odwrotnie, nauka ukazuje nam świat w całym jego bogactwie i pięknie. Udowadnia nam, jak  cudownie jest skonstruowany. Nie ma w tym nic ze „zwierzęcości” – ewolucyjne pochodzenie miłości wcale nie oznacza, że niczym nie różnimy się od szympansów. Uznając takie podejście można się naprawdę romantycznie i niesamowicie zakochiwać , co mogę potwierdzić osobiście.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;2. Jeśli miłość to chemia, to życie nie ma sensu. Istniejemy tylko po to, by przedłużyć gatunek? Przecież uczucie nadaje wszystkiemu znaczenie, jest jedyną prawdziwą wartością. Jeśli okaże się zwykłą reakcją chemiczną - okaże się bezwartościowe. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znowu nieprawda. Czemu tak zwracamy uwagę na przyczynę? Czy to, że nasze emocje są jest zjawiskiem naturalnym, a nie duchowym, zmienia coś w ich istocie? Czy inaczej przez to patrzy się na kochanych ludzi? Nie. &lt;br /&gt; Z drugiej strony muszę jednak przyznać, że takie rozwiązanie nie daje już łatwych pocieszeń. Nie gwarantuje, że miłość przynosi ocalenie, zwycięża śmierć.  To wszystko jest kwestią jedynie przypadku. „Ci, którzy kochają, giną tak samo jak inni”*.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;3. A gdzie w tym Bóg?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź jest prosta – na początku. Odkrycie przyczyn ludzkich zachowań nie jest odkryciem przyczyn istnienia człowieka. Nigdy nie zrozumiem kreacjonistów, którzy Bogu daliby siedem dni, słonko, ptaszki, Adama i Ewę i kazaliby Mu z tego ulepić Wszechświat. To ewidentne odbieranie geniuszu Stwórcy. Zdecydowanie bardziej przemawiałby do mnie Ktoś, kto bez uciekania się do tanich sztuczek uczyniłby wszystko jedynie popychając pierwszy klocek domina, by reszta potem potoczyła się sama, lecz po Jego myśli. Brak metafizyki w miłości jest dla mnie raczej dowodem istnienia Boga, który doprowadził (bez użycia jakiekolwiek „magii) do wyewoluowania najszlachetniejszych uczuć, prawdy, dobra, piękna i miłości z organizmów jednokomórkowych. &lt;br /&gt;Choć rzecz jasna taka koncepcja może być przez innych uznana jako argument na coś przeciwnego. Jak jest w istocie – być może nie dowiemy się nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;4. Po co rozbijać każde gówno na atomy? Nie lepiej po prostu kochać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to tak naprawdę pytanie o sens nauki. Po co nam ona? Ano po to, byśmy wszystko rozumieli. Po to, byśmy te wiedzę potrafili wykorzystać i sprawić, by życie stawało się lepsze. Ale i po to, by po prostu wiedzieć, nawet gdy nie ma to zastosowania praktycznego. Nauka to sztuka, a sztuka może istnieć tylko dla samej siebie. Szukanie przyczyn jakiejś rzeczy wcale nie wyklucza zwykłego cieszenia się nią. Można żyć,  jednocześnie wiedząc „dlaczego”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można więc i kochać, rozbijając każde gówno na atomy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;*&lt;/span&gt; Parafraza słów Marka Edelmana. Nie żebym uważał go za jakiś autorytet, po prostu się zgadzamy w tej kwestii.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5294535959733849134?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5294535959733849134/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/o-miosci-ciag-dalszy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5294535959733849134'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5294535959733849134'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/o-miosci-ciag-dalszy.html' title='O miłości ciąg dalszy'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-3274320542168260287</id><published>2009-10-16T05:45:00.001-07:00</published><updated>2009-10-16T08:40:13.935-07:00</updated><title type='text'>W hołdzie mijanym pięknościom</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dziewczyno, która mnie mijasz ,&lt;br /&gt;dziewczyno , czyjaś ty, czyja?&lt;br /&gt;Oślepiła mnie twoja uroda -&lt;br /&gt;a szkoda, a szkoda&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Nasz kochany świat zdecydowanie nie należy do rodziny światów sprawiedliwych. Daleko mu, niestety, daleko, do pozornej choćby praworządności. Najjaskrawszym przykładem tego bezprawia jest dla mnie niewdzięczność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy nie jest tak, że im większy ktoś poniesie wkład, im większą ma zasługę - tym mniej dostanie w zamian? Nie mówię tu bynajmniej o dobrach materialnych. Zazwyczaj ci, którzy odgrywają wielkie role, nie mogą liczyć nawet na wdzięczność. I właśnie z jednym z przejawów takiego traktowania postanowiłem powalczyć. Najbardziej wyraźny przykład jawnej niesprawiedliwości dotyczy mijanych przypadkiem piękności płci przeciwnej. Nie dziwcie się temu, urocze damy spotykane w rozmaitych miejscach to najbardziej niedoceniona instytucja świata.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nie oślepiaj, przymruż oczy na chwilę ,&lt;br /&gt;nie oślepiaj , bo drogę pomylę,&lt;br /&gt;nie oślepiaj - bo mi wszystko przesłaniasz -&lt;br /&gt;nie oślepiaj, włącz światła mijania!&lt;br /&gt;Nie oślepiaj - promienna, urocza -&lt;br /&gt;nie po oczach , kochanie, nie po oczach!&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;To uczucie zna chyba każdy (każdy wrażliwy na piękno, rzecz jasna). Wyobraźmy sobie taką sytuację: idziesz sobie szarą ulicą szarego miasta, wokół szaro i ponuro, pada szary, obleśny deszcz. Nad Tobą - szare niebo, pod Tobą - szary chodnik. Wszystko jest szare i brzydkie, atmosfera przytłacza i sprawia, że na sercu zalega obrzydliwy ciężar. Wchodzisz do szarego autobusu. Kupujesz szary bilet od szarego kierowcy, rozglądasz się niedbale i... świat nabiera tysięcy barw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazwyczaj siedzi gdzieś z przodu. Patrzy się przed siebie. Czasem się uśmiecha, częściej jednak wygląda na zamyśloną. Włosy takiego anioła (jakież to puste i małe określenie!) cudownie kontrastują z bezbarwnym otoczeniem. Oczy - nie będę ich opisywał. W tym języku nie ma słów na opisanie czegoś tak pięknego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nerwowo szukasz miejsca do siedzenia, nie potrafiąc przy tym uniknąć ciągłego spoglądania w TAMTĄ stronę. Jeśli to możliwe - zajmujesz pozycję gdzieś naprzeciw, skąd masz świetny punkt obserwacyjny. Jeśli zaś nie da się usiąść tak, by nie stracić cudownej możliwości PATRZENIA, wolisz postać. Nawet, gdy plecy bolą. Stoisz aż do przystanku, na którym ONA wysiada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że istota taka musi czuć się głupio, gdy ktoś nawet nie stara się udawać, że kieruje oczy gdzieś indziej. Zawsze jednak w takiej sytuacji trzeba sobie powiedzieć, że identyczne wrażenie muszą mieć Słoneczniki Van Gogha, gdy setki gości wlepiają w nie zachwycone oczy w monachijskim muzeum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie spotkanie wywraca świat do góry nogami na kilka minut. Szarość ulatuje i ustępuje miejsca prawdzie, dobru i pięknu.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dziewczyno ulicą płynąca,&lt;br /&gt;dziewczyno jaśniejsza od słońca!&lt;br /&gt;Zapamiętać cię pewnie nie zdołam,&lt;br /&gt;więc wołam, więc wołam:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Lepiej rzecz jasna, gdy taka perła wśród...&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;*&lt;/span&gt; uczy się w Twojej szkole. Wtedy to cudowne doznanie towarzyszyć może na każdej (aach!) przerwie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ale, w czym tkwi wspomniana na początku niesprawiedliwość? Ano w tym, że takim cudom natury powinno się stawiać pomniki, przyznawać Noble i Złote Ordery Zasługi. Zło, od którego nas wybawiają, zabiłoby niejednego optymistę. O tak, przypadkowe piękności już niejednemu uratowały życie! Tymczasem nikt nie robi nic, by je jakoś szczególnie wynagrodzić (prócz paru śpiewograjków, których popisy wokalne przypominają dźwięki wydawane przez kogoś, kto w dzieciństwie raczył usiąść okrakiem na pile tarczowej). Niech więc ten hołd, jaki składam tu wszystkim uroczym, spotkanym na chwilę ideałom, będzie choćby częściowym zadośćuczynieniem!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Nie oślepiaj, przymruż oczy na chwilę,&lt;br /&gt;nie oślepiaj , bo drogę pomylę,&lt;br /&gt;nie oślepiaj - bo mi wszystko przesłaniasz -&lt;br /&gt;nie oślepiaj, włącz światła mijania!&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(J. Kofta- Nie Oślepiaj)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;*&lt;/span&gt; - trzy kropki zostawiłem z chęci uniknięcia słowa "wieprzy"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-3274320542168260287?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/3274320542168260287/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/w-hodzie-mijanym-pieknosciom.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3274320542168260287'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3274320542168260287'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/w-hodzie-mijanym-pieknosciom.html' title='W hołdzie mijanym pięknościom'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7556684175575071528</id><published>2009-10-13T07:16:00.000-07:00</published><updated>2009-10-13T08:04:23.899-07:00</updated><title type='text'>Gdzie się podziałeś, święty Franciszku?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/StST6pEJvpI/AAAAAAAABRs/kyZShugHQNU/s1600-h/franciszek.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 197px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/StST6pEJvpI/AAAAAAAABRs/kyZShugHQNU/s200/franciszek.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392097289534291602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chodnik. Mokry, zimny, błyszczący od deszczu chodnik. Jest to ten rodzaj chodnika, na który na pewno się nie patrzy, idąc przed siebie. A czasem warto. Można, tak jak ja, zobaczyć na jego środku na wpół żywego gołąbka, owinąć go w foliowy, świetnie izolujący woreczek i zanieść do mieszkającego obok gołębnika. Oddając  uroczego, chorego ptaszka w ręce sąsiadki owego ptasznika (jego w domu nie było) i widząc jej uśmiech na twarzy, poczułem się jakoś dziwnie. Z jednej strony ta miła osoba, którą na widok biedaka ogarnęła litość. A z drugiej moje wyobrażenie co stanie się z gołębiem, gdy w końcu trafi do zawodowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już kiedyś widziałem takiego w akcji. Pewnego dnia wstałem, i swoim zwyczajem spojrzałem w okno, wychodzące akurat na drogę i dom naszego sąsiedniego gołębiarza. Na środku tej drogi leżał gołąb, szamocąc się wyraźnie. Z naprzeciwka akurat nadjechali rodzice. Tato wyszedł z samochodu, delikatnie (by broń Boże nie zrobić krzywdy!) podniósł nieszczęśnika, zawołał sąsiada i znowu bardzo ostrożnie podał ptaka przez siatkę. Pan Kola fachowo obejrzał zwierzaka, powiedział coś w stylu "eee" (w domyśle - nic z tego nie będzie), po czym chwycił go za ogon i trzy razy trzepnął łbem biedaka o betonową płytę. Taki los spotka zapewne mojego nowego przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie żebym próbował wyrazić jakieś oburzenie. Wręcz odwrotnie, mimo wszystko uważam, że nie było innego wyjścia i daleko mi do naiwnego pomstowania na zimnokrwistych morderców zwierząt. Chodzi mi o coś innego - o wrażliwość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brak jakiejkolwiek czułości na piękno natury jest dla mnie czymś o tyle niezrozumiałym, co i jeszcze dopuszczalnym do przyjęcia. Każdy jest inaczej skonstruowany, inaczej wychowany etc. Ktoś, kto nie widzi nic pięknego w lesie, kwiatkach, ptaszkach  jest dla mnie kimś wewnętrznie uboższym, ale w gruncie rzeczy nie ma w tym nic specjalnie złego. Gorzej, gdy jakiś człowiek zdradza absolutny brak wrażliwości na los zwierząt. I znowu nie mówię tu o roztrzaskiwaniu czaszek gołębi o beton, tylko o zdarzenie, w którym chory ptak leży na środku chodnika,a nikt nawet nie raczy przesunąć go w którąś stronę, by uniknął rozdeptania lub przejechania przez rower. Nie wymaga to żadnego wysiłku i żadnego zaangażowania, a jest wyrazem pewnego rodzaju człowieczeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od nikogo nie można oczekiwać, by jak święty Franciszek przenosił robaczki przez ścieżkę. Można natomiast twierdzić, że przyzwolenie na trzymanie psów w ciężkich warunkach, głodzenie kotów i strzelanie z wiatrówki do wróbli jest już czymś podłym. Patrzenie, jak chłop prowadzi wychudłą do żeber szkapiną, którą na dodatek okłada kijem i brak reakcji na taką sytuację również ma w sobie coś niehumanitarnego. &lt;br /&gt;Jest też pewien typ ludzi, którzy wszelkie przejawy troski wobec braci mniejszych nazwą fanatyzmem. Ekologów okrzykną bandą złodziei, pedałów i Żydów, a kogoś, kto wstawi się za umęczoną krową, obrzucą wyzwiskami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nie chodzi tu o żadną skrajność. Uczucie litości nad bezbronnym stworzeniem jest po prostu przejawem zwykłego człowieczeństwa, na które stać chyba każdego. Dlatego warto czasem zająć się gołębiem, choćby po to, by miły starszy pan skrócił jego cierpienia przy pomocy płyty chodnikowej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7556684175575071528?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7556684175575071528/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/gdzie-sie-podziaes-swiety-franciszku.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7556684175575071528'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7556684175575071528'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/gdzie-sie-podziaes-swiety-franciszku.html' title='Gdzie się podziałeś, święty Franciszku?'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/StST6pEJvpI/AAAAAAAABRs/kyZShugHQNU/s72-c/franciszek.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5695350379853742428</id><published>2009-10-06T06:03:00.000-07:00</published><updated>2009-10-06T11:40:58.366-07:00</updated><title type='text'>Z dziennika młodego fizyka – miłość.</title><content type='html'>Czym jest miłość? Przez wieki ludzie tworzyli niezliczone ilości jej definicji. Niektórzy uważali, że można określić ją jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„akt nieustannego przebaczania, czułe spojrzenie, które wchodzi w nawy&lt;/span&gt;k”, inni widzieli w niej „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;tęsknotę za wiecznym zjednoczeniem z drugą osobą&lt;/span&gt;”, dla kolejnych to po prostu stan, gdy „j&lt;span style="font-style:italic;"&gt;edno spada w dół&lt;/span&gt; (bo rzecz jasna da się spadać w górę – przyp. mój), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;drugie ciągnie je ku górze&lt;/span&gt;”.&lt;br /&gt;Jak powstała? Nie wiemy. Być może skrystalizowała się z jakowejś transcendentnej rzeczywistości, by opaść niczym całun na nas wszystkich, wyznaczając nam cel i treść egzystencji?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wszystko to oczywiście &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;gówno prawda&lt;/span&gt;. Bzdury i dyrdymały wyssane z palca przez naiwnych romantyków, którzy zapewne bardzo chcieliby, by ich podrzędna, zniewieściała filozofia zastąpiła rzetelną naukę. Nigdy do tego nie dopuścimy!&lt;br /&gt; Jak powszechnie wiadomo, miłość zaczęła się w momencie, w którym owulacja u małp człekokształtnych przeszła z widocznej na zewnątrz do ukrytej. Gdy samiec jakiegoś gatunku homo chciał przekazać swe geny dalej, musiał nieźle naczekać się na dni płodne partnerki (chyba, że akurat miał szczęście – obecnie uważane za nieszczęście – trafić za pierwszym razem). Trwało to nieraz cały miesiąc. Przez cały ten czas zmuszony był do zdobywania pożywienia dla siebie i samicy, dbania o jej bezpieczeństwo i wygodę. Nie dziwota, że niejeden rzucał to w cholerę i szukał szczęścia gdzie indziej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko okazywało się jednak, że szczęście nie jest tak łatwo zdobyć. Z ciężkim sercem wracał więc do porzuconej żony i cierpliwie wyczekiwał momentu, gdy pocznie w końcu małego, śliniącego się, obleśnego małpiszonka. Natura szybko okazała się sprytna i postanowiła wynagrodzić naszemu samczykowi trudy takiej konieczności. Wtedy mniej więcej ukształtowało się to, co dziś nazywamy miłością. Wówczas polegało to głównie na wydzielaniu dopaminy, serotoniny i endorfin, które to (działając m.in. euforycznie) rekompensowały wszelkie niedogodności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś także w stanie zakochania nasz mózg wytwarza te hormony, stymulując nas do działania obliczonego (nie oszukujmy się) tylko i wyłącznie na przedłużenie gatunku homo sapiens. Choć nie da się rzecz jasna sprowadzić uczuć wyłącznie do trzech substancji (w istocie są ich zapewne setki, jeśli nie tysiące), aby jednak uprościć dalsze rozważania, posłużę się nimi właśnie. Celem poniższych przykładów jest udowodnienie, że każdy problem – nawet ten z literatury – da się wyjaśnić bez konieczności korzystania z koncepcji rozmaitych filopomyleńców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopamina jest związkiem chemicznym o wzorze C8H11NO2. Okazuje się, że hormon ten ma swoje stężenie śmiertelne. Podawanie go doustnie szczurowi pozwoliło oszacować  ilość substancji powodująca śmierć na 2859 mg•kg−1. Pozwala to nam na zadanie pytania – czy zakochanie może być zabójcze? Oczywiście, że tak!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weźmy pod warsztat takiego szekspirowskiego Romea. W jego przypadku miłość doprowadziła do zejścia śmiertelnego z własnej ręki. Większość głęboko uduchowionych czytelników uroni łzę nad tym dziełem i będzie zastanawiać się nad niewyobrażalną potęgą uczucia, które silniejsze jest niż śmierć. Pozwolę sobie ukrócić podobne brednie. Czy nie byłoby logiczne sugerować, że w momencie, w którym zdał sobie sprawę ze zgonu Julii, stężenie dopaminy we krwi mogło u niego przekroczyć ten magiczny próg 2859 mg razy kilogram do minus pierwszej? Śmierć samobójcza zdecydowanie mogła być tego efektem. I proszę, zero filozofii, czysta i niczym nieskażona chemia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto też dodać, że drugi z naszych miłosnych hormonów, serotonina (5-HT; 5-hydroksytryptamina; C10H12N2O), ma pewną zabawną właściwość. Drobna mutacja genu odpowiadającego przyswajanie receptora  5-HT2A (czymkolwiek to jest) powoduje dwukrotny wzrost zagrożenia auteliminacją jednostki. Taką oto wadę mógł posiadać tak lubiany przez licealistów Werter z powieści Goethego. A jeśli do tego doszedł nadmiar poprzedniej substancji we krwi? Odpowiedź nasuwa się sama. Niech wreszcie skończy się paplanina polonistów o tragicznych skutkach miłości romantycznej. To kwestia jedynie genetyki! Ten sam schemat działania miłosnej chemii zauważymy jeszcze u dziesiątków bohaterów. Tristan i Izolda, Pyram i Tysbe, Orfeusz i Eurydyka (chyba, bo szczerze mówiąc nawet nie wiem, co to za bajka) to tylko sztandarowe przykłady. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poprzedniej części moich rozważań dowiodłem powiązań nauki z  etyką, moralnością i kryminalistyką. Tym razem, jak widzicie, daje nam ona  możliwość dojścia do prawdy bez konieczności zagłębiania się w filozoficzne brednie. Powyższe przykłady są także dowodem na to, że stanowi ona świetną metodę badania literatury. Wykazałem zatem jej konotację ze sztuką. A to dopiero początek możliwości!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Nawiasem mówiąc, nie twierdzę wcale, że miłość nie jest piękna. Wręcz odwrotnie! Naprawdę niewiele ustępuje kopolimeryzacji akrylanu 2-etyloheksylowego, syntezie polichlorku winylu czy innym reakcjom chemicznym).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5695350379853742428?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5695350379853742428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/z-dziennika-modego-fizyka-miosc.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5695350379853742428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5695350379853742428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/z-dziennika-modego-fizyka-miosc.html' title='Z dziennika młodego fizyka – miłość.'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1768690313998538252</id><published>2009-10-03T09:31:00.000-07:00</published><updated>2009-10-03T10:28:52.902-07:00</updated><title type='text'>Coming out Mateusza K</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SseDOXuEVaI/AAAAAAAABRA/TiNyEixsutg/s1600-h/coming.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 183px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SseDOXuEVaI/AAAAAAAABRA/TiNyEixsutg/s200/coming.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5388419762080732578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wikipedia podaje definicję coming outu jako "proces samodzielnego ujawniania własnej orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej". Możemy też przeczytać, że "czasami termin ten używany jest w stosunku osoby lub grupy osób, które decydują się publicznie zaprezentować swoje poglądy uważane za odbiegające od poglądów ogółu społeczeństwa". Muszę przyznać, że to zjawisko nader intrygujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce zaczęło być o tym głośno, gdy dziennikarz Tomasz Raczek otwarcie przyznał się do swego homoseksualizmu. Jego związek z Marcinem Szczygielskim został nawet okrzyknięty czymś w rodzaju "pary miesiąca" czasopisma Gala. Innym znanym przykładem podobnego działania jest Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków, prowadzona przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów. Na liście takiej możemy znaleźć nazwiska osób, które wyszły z cienia i obwieściły miastu i światu swój pogląd na tematy metafizyczne. Występują tu takie wybitne postaci polskiego show biznesu jak Robert Leszczyński, Marzena Kipiel - Sztuka (żona Ferdka z Kiepskich), czy niezwykle utalentowana wokalistka Anna Mucha. W zbliżonej kategorii należy też chyba rozpatrywać akcję rozprowadzania koszulek z napisem "Nie płakałem po papieżu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogę jedynie pochwalić takie inicjatywy. Nic przecież nie obchodzi mnie bardziej niż to, z kim sypia jakiś dziennikarzyna, niewiele też rzeczy ma dla mnie większe znaczenie niż to, czy Halinka Kiepska chodzi do kościoła. Cieszę się, że żyję w czasach, w których każdy może przyznać się do spraw, o których kiedyś bał się powiedzieć, a które są tak ważne dla każdego z nas. Podziwiam tych, którzy w ten sposób sprzeciwiają się okrutnej, tępej i głupiej nietolerancji ogółu społeczeństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłem zatem, że i ja dokonam takiego coming-outu, wyjdę z szafy i stanę twarzą w twarz z waszym brakiem zrozumienia dla odmienności. Koniec z ukrywaniem się!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Coming Out Mateusza K&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Wolę kobiety.&lt;br /&gt;2. Nie wierzę w Allaha.&lt;br /&gt;3. Nie płakałem po Marku Edelmanie.&lt;br /&gt;4. Nigdy nie byłem w Zgierzu.&lt;br /&gt;5. Słodzę herbatę dwiema i pół łyżeczkami cukru.&lt;br /&gt;6. Golę się tylko żyletkami Gillette'a.&lt;br /&gt;7. Mam nos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co byście powiedzieli na Internetową Listę Myjących Zęby Lewą Ręką?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1768690313998538252?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1768690313998538252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/coming-out-mateusza-k.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1768690313998538252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1768690313998538252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/coming-out-mateusza-k.html' title='Coming out Mateusza K'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SseDOXuEVaI/AAAAAAAABRA/TiNyEixsutg/s72-c/coming.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2769104107486201881</id><published>2009-10-01T04:57:00.000-07:00</published><updated>2009-10-01T05:27:20.487-07:00</updated><title type='text'>Mmm Mmm Mmm Mmm</title><content type='html'>Żeby nie było - to mmowanie nie jest żadną mruczanką Kubusia Puchatka ani innego tępego oszołoma rodem ze Stumilowego Lasu. To piosenka. Wcale nie chcę Was zachęcić do przesłuchania jej. Wcale. Ona po prostu jest taka ładna, spokojna i pogodna jednocześnie, że idealnie pasuje do tego nietypowego nastroju, w jakim się znajduję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie miała to być notka o wymianie litewskiej, w jakiej brałem udział. Miałem już ułożony w głowie dokładny jej plan.Zamierzałem się podzielić licznymi wrażeniami z tej podróży, od niesamowitej wprost piękności pewnych Litwinek począwszy, na urodzie wileńskich zaułków skończywszy. Ale tego nie zrobię. Nie jestem w stanie. Nastrój mi nie pozwala. Jest zbyt cudowny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, skąd wynika ten stan, naprawdę. W zasadzie wszystkie elementy świata przedstawionego powinny powodować u mnie efekt odwrotny. Pogoda jest paskudna. Wszyscy wokół mają nierozwiązywalne problemy, a ja nie jestem w stanie im pomóc. Duszę rozdzierają mi setki dylematów i wątpliwości. Czeka mnie ogrom pracy, jeśli chcę spełnić marzenia, i to ogrom przeogromny. Za jakiś czas będę musiał opuścić dom i pójść na spotkanie grupy literackiej po to tylko, by odebrać pożyczoną książkę. Herbata jest niesmaczna. Mój pies choruje, i to chyba ciężko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mimo to jest mi jakoś dobrze. I przyjemnie. Takie urocze ciepełko rozlewa się w środku, muzyczka gra w słuchawkach. Nie boję się żadnej matury, tkwi we mnie jakaś dziwnie silna motywacja. Wiem, że ze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wszystkim&lt;/span&gt; mogę sobie poradzić. I że warto, bo te całe życie ma jednak jakiś osobliwy sens. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiałem się, jaką może to mieć przyczynę. Może jakieś pozytywne schorzenie psychiczne? Działanie uboczne leków przeciwbólowych? Przypadek? Chyba nie. Więc co? Powód jest naprawdę głupi i nonsensowny. Sam w niego nie wierzę i nie uwierzę, zniknie tak szybko, jak się pojawił. Ale póki co - pozostaje mi zatapiać się w tej całej cudowności. &lt;br /&gt;I przepraszam, że Was nieco zanudziłem. Czasem trzeba podzielić się czymś banalnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem - Mmm Mmm Mmm Mmm...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2769104107486201881?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2769104107486201881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/mmm-mmm-mmm-mmm.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2769104107486201881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2769104107486201881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/10/mmm-mmm-mmm-mmm.html' title='Mmm Mmm Mmm Mmm'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1456541864440010091</id><published>2009-09-23T09:18:00.000-07:00</published><updated>2010-07-16T06:31:29.516-07:00</updated><title type='text'>Rzecz o niebanalności dobra</title><content type='html'>Jest Staś. Dziecko z zespołem Downa i wadą serca. Nie dożyje pewnie nawet dwudziestu pięciu lat - nie ma obecnie żadnej metody, która mogłaby mu przedłużyć życie. Życie to jednak już w wieku dziecięcym jest zagrożone. Potrzebne są pieniądze. Na operację i późniejszą rehabilitację. Co najmniej kilkanaście, a najpewniej kilkadziesiąt tysięcy złotych po to, by dać mu szansę egzystowania (bo jak to nazwać inaczej?) przez kilka jeszcze lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są dziesiątki innych osób, w różnym wieku. Chorych na raka, rzadkie choroby genetyczne, które bez koniecznej interwencji medycznej zakończą się śmiercią. W tych przypadkach też niezbędne są ogromne sumy. I końcowy efekt, który nie jest tylko przedłużeniem, lecz darowaniem życia na nowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jest pytanie - czy wolno nam wykorzystywać ogromne środki na sytuacje nie pozostawiające nadziei, zamiast używać ich tam, gdzie mogłyby coś zmienić? Rzecz jasna odpowiedź powinna brzmieć: i tu i tam są one potrzebne. Ale nie oszukujmy się, zawsze będzie tak, że ktoś zyska, a ktoś straci. Najczęściej naszym zadaniem jest wybrać, kto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeprowadzono kiedyś eksperyment myślowy. Badanym przedstawiono tak zwany dylemat kładki (ang. footbridge dilemma). Zakłada on taką oto sytuację: patrzymy na jadący z duża prędkością wagonik, który zaraz rozjedzie pięć osób stojących na szynach. Można go jednak zatrzymać przez zepchnięcie z kładki na tory jedną osobę, której ciało sprawi, że wagonik zatrzyma się. Większa część respondentów odpowiedziała, że nie poświęciłaby jednego człowieka dla pięciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyniki badania wyglądały jednak nieco inaczej, gdy poddano mu grupę osób z uszkodzeniami brzuszno - przyśrodkowej kory przedczołowej (jest to część mózgu odpowiadająca za przetwarzanie informacji o charakterze moralnym). Pacjenci ci mieli znacznie mniej wątpliwości w tej kwestii i znacznie częściej "spychali" delikwenta na tory, by uratować resztę, prezentując tym samym bardziej utylitarne podejście do etyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może więc to, czy przeznaczymy pieniądze na chorego rokującego nadzieję, czy też na przypadek beznadziejny, zależy wyłącznie od konstrukcji naszej psychiki? Może bezsensowne jest uciekanie się do wielkich systemów moralnych, religii czy wartości absolutnych, by rozwiązać takie zagadnienie? Czym wtedy byłoby &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dobro&lt;/span&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś rozmawiałem  z koleżanką o religii. Pamiętam, że wygłosiła wtedy teorię bardzo często spotykaną wśród ludzi: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jak dla mnie nie liczy się, w co wierzysz, wystarczy, abyś wiedział, co jest dobre, a co złe. &lt;/span&gt; Wtedy wydało mi się to banalne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1456541864440010091?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1456541864440010091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/o-banalnosci-dobra.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1456541864440010091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1456541864440010091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/o-banalnosci-dobra.html' title='Rzecz o niebanalności dobra'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-8884210432722324090</id><published>2009-09-17T06:20:00.000-07:00</published><updated>2009-09-17T06:24:35.058-07:00</updated><title type='text'>"Lalka" dla ubogich</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SrI4i_2zqZI/AAAAAAAABQw/xN_rHpJ_X80/s1600-h/prus.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 147px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SrI4i_2zqZI/AAAAAAAABQw/xN_rHpJ_X80/s200/prus.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5382426678569183634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Już dłuższy czas podejrzewałem, że ludzie to istoty do bólu sztampowe, ograniczone tysiącami schematów i wzorców zachowań narzuconych nam przez matkę naturę. Wydawało mi się od dawna, że nie ma w nas tak naprawdę nic oryginalnego. Każde następne pokolenie powtarza błędy i mądrości poprzedniego, a dziś ludzie tak samo kochają się i nienawidzą jak kiedyś. Wszystko to jednak były tylko delikatne przemyślenia, które w sposób absolutny i niepodważalny potwierdziłem dziś niespodziewanym odkryciem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Mniej więcej od tygodnia zaciekle brnę przez pożółkłe stronice najwybitniejszego ponoć dzieła polskiej literatury – „Lalki” Prusa (która, jak śpiewali T-Raperzy Znad Wisły, ma „dużego u nas plusa” – polecam ten utwór!). Historia miłości Wokulskiego do Izabeli pochłonęła mnie bez reszty (sic!) Z radością i entuzjazmem graniczącym z euforią błądzę wzrokiem po setnym już z kolei fragmencie, w którym ktoś uważa, że Stachu powinien rzucić miłość w cholerę i zająć się handlem. Podobna reakcja tyczy się tych wersetów (dwustu?), w których sam zainteresowany prezentuje punkt widzenia zgoła przeciwny.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Najbardziej miodne są jednak ustępy mówiące o zmiennych stanach nastroju zadurzonego delikwenta. Autor bardzo plastycznie rozrysowuje wizje nagłych wzlotów i jeszcze naglejszych upadków bohatera. Wystarczy jedno spojrzenie, jeden gest panny Łęckiej, a Wokulski wchodzi w nirwanę, i to bez medytacji czy pozbywania się pragnień (i innych bzdur, które są ponoć niezbędne dla uzyskania tego stanu). Z drugiej zaś strony każda czułość jego obiektu uczuć wobec innego samca – i już chce się rzucać pod pojazdy szynowe relacji Kraków – Warszawa. Niesamowitość, doprawdy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;No tak, ale jak się to ma do wspomnianego powyżej schematyzmu ludzkiej natury? A, wiele. Zaraz bowiem po zamknięciu książki włączyłem swój stary, poczciwy komputer. I tak jakoś, niby przypadkiem, włączyłem swoje zapiski sprzed równo roku. I co czytam? „Lalkę” dla ubogich. Czyli dokładnie te same euforie i głębie boleści, tylko na nieco mniejszą skalę. A wszystko przez babę.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Teraz jestem już pewien. Każdy Wokulski, Werter, Romeo, Tristan i Kowalski są tacy sami. I ja także. Może się to wydawać nieco przygnębiające, ale z drugiej strony daje to nadzieję, że i mnie ktoś sportretuje w książce. Po to choćby, za sto czy dwieście lat jakiś czytelnik napisał identyczną notkę na blogu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-8884210432722324090?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/8884210432722324090/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/lalka-dla-ubogich.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8884210432722324090'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8884210432722324090'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/lalka-dla-ubogich.html' title='&quot;Lalka&quot; dla ubogich'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SrI4i_2zqZI/AAAAAAAABQw/xN_rHpJ_X80/s72-c/prus.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-4092274697687467812</id><published>2009-09-14T05:42:00.001-07:00</published><updated>2009-09-14T06:39:38.239-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='troll'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lechu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='leszek'/><title type='text'>Lechu. Po prostu.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sq46VtFy_LI/AAAAAAAABQo/SqJq3u9Apao/s1600-h/mamatata.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sq46VtFy_LI/AAAAAAAABQo/SqJq3u9Apao/s200/mamatata.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381302749309893810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;14.09.2005 - 14.09. 2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak tak, moi mili, dokładnie cztery lata temu przyszedł na świat nasz drogi i zacny przyjaciel - Lechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co może osiągnąć typowy czterolatek? Nauczyć się mówić, chodzić, rysować pierwsze bazgroły. Inteligencja takiego dziecka na ogół nie jest jeszcze zbyt rozwinięta, co nie pozwala mu raczej osiągać w tym wieku zawrotnych sukcesów.Co prawda zdarza się, że grzdyl wystąpi w jakimś filmidle lub serialu, ale trudno mówić w takim przypadku o karierze filmowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jest u ludzi. Zupełnie inaczej rzecz ma się z trollami. Przedstawiciel tego gatunku, który ma za sobą cztery wiosny, jest w stanie dostać się na szczyty popularności i ogólnego uwielbienia. Do takiego właśnie zaszczytu zdołał dojść Lechu. Wróćmy jednak do źródeł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jest siedemnasta, Daisy przychodzi do Lecha. Siedzą, piją herbatkę, jak to na typowym five o'clocku. Niespodziewanie skądś dobywa się głoś:&lt;br /&gt;- Bim bom, bim bom.&lt;br /&gt;- O, Leszku, hodujesz świerszcze? - pyta Daisy.&lt;br /&gt;- Nie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(pierwszy dowcip o Lechu)&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Nasz bohater powstał w zasadzie dwa razy. Za pierwszym wymyśliłem po prostu jego imię - Troll Leszek (na początku nie deformowano jeszcze tego zacnego imienia). Pod takim to pseudonimem zarejestrowałem się na forum, którego nazwy i celu, ze względu na to, że jeszcze żyją jego dawni użytkownicy, wspominać nie będę. &lt;br /&gt;Bodajże dzień później, na zajęciach Sztuki (była to druga klasa gimnazjum) mój zacny przyjaciel Wojtek sportretował postać Lecha na papierze w kratkę. Nie pamiętam już, jak wyglądał ten pierwotny rysunek. Zapewne jednak odbiegał od dzisiejszego wizerunku, a oba zęby najprawdopodobniej znajdowały się na górze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie - zęby. Niemal każdy początkujący rysownik robi błędy w ich przedstawianiu. Oczywiście popełniałem je także ja. Raz dwa kły pojawiały się w górnej szczęce, raz na dolnej. W końcu przyjęliśmy wspólną wersję - jeden winien wyrastać po lewej, u góry; drugi zaś musi być widoczny u dołu po prawej. Postać natomiast z uzębieniem górnym zaczęła być nazywana Lestkiem. Był to raz syn Lecha, raz siostrzeniec, a raz właściciel firmy urządzającej przeprowadzki. Współczesna sztuka jednak niemal ignoruje ten motyw.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jaki fajny hipopotam!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(częsta reakcja ignorantów na widok trolla)&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;I zaczęło się! Lechu niespodziewanie zapełnił ostatnie strony niemal wszystkich moich i nie tylko moich kajetów. Na każdej lekcji tworzyliśmy coraz to nowe scenki z życia delikwenta. Wkrótce nauczyciele coraz częściej patrzyli na nas z dezaprobatą i pytali, "co my tam mażemy w tych zeszytach". Najgorzej, jeśli zapomniało się przed oddaniem zeszytu do sprawdzenia wyrwać tych zarysowanych stron. Wtedy pedagog zachodził w głowę, co też uczeń chciał przekazać na rysunku, w którym jakiś pieprznięty hipopotam goni na nartach element układy moczowego (nerkę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, te drobne arcydziełka nie dotrwały do dziś. W trzeciej klasie gimnazjum odkryliśmy jednak nowy środek przekazu - film. Wkrótce moje konto na YT zapełniło się kreskówkami, których bohaterem jest Lechu we własnej osobie. Co ciekawe, pierwsze pozycje powstawały przez wymyślenie scenki do komentarzy Szaranowicza i Szpakowskiego, znalezionych w folderze ze Skokami Narciarskimi 2003. Ponad połowa z nich nigdy nie ujrzała światła dziennego i tkwi gdzieś w przepaściach mojego komputera do dziś. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie troll wszedł także w ten dział sztuki, którym parali się Prus i Sienkiewicz - do polskiej literatury. Na wiosnę 2007 roku powstały aż dwa opowiadania, jedno w moim, drugie w Jaskra wykonaniu. Moje dzieło, zatytułowane "Lechu uwielbiał poranne spacery" (tytuł nadał mu sam Word!), jest jak na razie najdłuższym tekstem, jaki w życiu stworzyłem i zawiera aż 23 strony bezdennych  głupot. Ze względu jednak na mnogość postaci, które miały i mają swe odzwierciedlenie w rzeczywistości, opowiadanie to zostanie opublikowane dopiero po mojej śmierci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Żum!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(prawdopodobnie pierwsza wypowiedź Lecha)&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Wtedy także pojawiła się nieudana próba realizacji pisanego na blogu serialu o lesiej tematyce. Mimo porażki cykl ten zdobył grono wiernych czytelników (jak dobrze poszukać, można go znaleźć gdzieś w przepastnych pustkowiach Sieci, ale wskazówek dawać nie będę, poza tytułem - "Skazani na niedorzeczność").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc sądziłem, że zmiana szkoły przyniesie śmierć temu największemu dziełu, jakie dane mi było współtworzyć. Okazało się jednak, że to dopiero początek. Nowi fani, których serca zdobył Lechu w murach najlepszego liceum w mieście, szybko wzięli trolla pod swój warsztat. Ubiegły rok przyniósł dwa opowiadania, w których nasz bohater odgrywa jedną z głównych ról, a także prawdziwą perełkę - "Lechy cz. IX", czyli pierwszy i jak na razie jedyny utwór dramatyczny o Lechu. Pozycja ta, wzorowana na "Dziadach"  została też uznana za najwybitniejsze dzieło dotyczące tej tematyki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oddajcie mi moje dziecko!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(prawdopodobnie druga wypowiedź Lecha)&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Filmoteka została zaś powiększona o trzy pozycje, z czego jedna - "Psychoza" - uzyskała tytuł największego dzieła niedorzecznej kinematografii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łącznie Lechu doczekał się około 40 filmów, 4 opowiadań, 1 sztuki teatralnej, a także niezliczonej liczby rysunków, komiksów i idiotycznych żartów. Pozostaje życzyć mu, jeśli nie stu, to przynajmniej drugich czterech lat życia. Jeśli przetrwa trzy lata studiów, będzie znaczyło to, że ma w sobie niesamowity potencjał. I tego mu życzymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jubileuszową zaś notkę zakończę przesłaniem naszego bohatera z IX cz. Lechów, które zamyka ten utwór. Jest to niezbity dowód na to, że prócz wartości typowo niedorzecznych, postać ta zalatuje także "lekkim smrodem dydaktyzmu", jak to mawia moja polonistka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Miłość bywa piękna, różna &lt;br /&gt;Skromna, albo jak paw próżna. &lt;br /&gt;Krótka, lub na całe lata &lt;br /&gt;Mała lub po krańce świata &lt;br /&gt;Raz wesoła, a raz smutna &lt;br /&gt;Miła, albo wręcz okrutna. &lt;br /&gt;Wielkim byłoby staraniem, &lt;br /&gt;Tej miłości opisanie. &lt;br /&gt;Skoro pełna jest sprzeczności &lt;br /&gt;I szczegółów, zawiłości, &lt;br /&gt;Jedna wersja jest bezpieczna: &lt;br /&gt;Miłość to rzecz niedorzeczna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-4092274697687467812?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/4092274697687467812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/lechu-po-prostu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4092274697687467812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4092274697687467812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/lechu-po-prostu.html' title='Lechu. Po prostu.'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sq46VtFy_LI/AAAAAAAABQo/SqJq3u9Apao/s72-c/mamatata.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2606073197325170730</id><published>2009-09-12T10:30:00.000-07:00</published><updated>2009-09-12T11:39:49.316-07:00</updated><title type='text'>God bless America</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sqvmw4kCC2I/AAAAAAAABQg/RXWY787EnPg/s1600-h/america.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 160px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sqvmw4kCC2I/AAAAAAAABQg/RXWY787EnPg/s200/america.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5380647907315813218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niczego w tej opowieści nie jestem pewien. Przede wszystkim nie wiem absolutnie, czy zdarzyła się naprawdę. Logika i zdrowy rozsądek podpowiadają, że wydarzenia te zwyczajnie mi się przyśniły. Z drugiej jednak strony...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się od pobudki. Pobudki zdecydowanie barbarzyńskiej. O takiej porze - a była to dziewiąta rano - budzili się może ludzie pierwotni w paleolicie, ale na pewno nie cywilizowani obywatele w piękną, wrześniową sobotę wieku XXI. Powodem owego aktu bezprawia miało być kupno łózka (długośc:2,20m) i desek na dach komórki. Półprzytomny zjadłem śniadanie i w stanie kompletnego otępienia wsiadłem w samochód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne to właśnie zamglenie umysłu było przyczyną rzeczy, które zobaczyłem w składzie drewna w Rudce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, była właścicielka. Otyła, starsza kobieta z papierosem w ręku, a wokół niej kilka psów. Od początku zauważyłem, że jest w niej coś nietypowego. Była taka... na wskroś amerykańska. Z wyrobem nikotynowym w ustach miała w sobie coś z Marlboro Mana, nieustraszonego kowboja, który całą swą męskość i kwadratowośc szczęki zawdzięcza tylko sztandarowemu produktowi koncernu Philip Morris International. &lt;br /&gt;Jakby na potwierdzenie moich przeczuć, wilczur leżący na ławce zaczął... nucić. Ni mniej, ni więcej nucić. W melodii i tekście niemal od razu poznałem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gwiaździsty Sztandar.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oh, say can you see, by the dawn's early light,&lt;br /&gt;What so proudly we hailed at the twilight's last gleaming?&lt;br /&gt;Whose broad stripes and bright stars, through the perilous fight,&lt;br /&gt;O'er the ramparts we watched, were so gallantly streaming?&lt;br /&gt;And the rockets' red glare, the bombs bursting in air,&lt;br /&gt;Gave proof through the night that our flag was still there. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślałem, że śnię (i tak zapewne było w istocie). Stwierdziłem jednak, że nie będę zwracać uwagi na tę osobliwość. A nuż kobieta weźmie mnie za wariata i nie zechce sprzedać nam desek?&lt;br /&gt;Gdy tato omawiał ze sprzedawczynią kwestie handlowe, ja coraz bardziej pogrążałem się w panującej tu amerykańskości. Prócz psa i kobity zauważyłem jednego z pracowników. Przechadzał się po rozległym terenie składu w białym kapeluszu, dżinsach i kowbojkach z podzwaniającymi ostrogami. Paranoja!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to nie koniec dziwactw. Nad naszymi głowami, na tle błękitnego nieba dostrzegłem ptaka. No cóż, ptak jak ptak, powiecie. Nic nadzwyczajnego. O nie, nie, to nie był ptak typowy dla naszego środowiska naturalnego. Mimo odległości widziałem jego białą głowę i czarny tułów. Orzeł amerykański! Co gorsza, w jego szponach widać było pęk strzał i gałązki oliwne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O, jakżebym chciał, by na tym się skończyło. Nic z tego! Szosą przemknęła jedna z tych amerykańskich ciężarówek, które zazwyczaj ulegają wypadkowi w amerykańskich filmach sensacyjnych po uprzednim porwaniu ich przez żądnych krwi rzezimieszków.&lt;br /&gt;Byłem pewny, że w tej chwili Washington musi przeprawiać się przez Uherkę na łodzi, stojąc na dziobie z flagą w biało-czerwone paski.&lt;br /&gt;A pies nucił dalej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;On the shore, dimly seen through the mists of the deep,&lt;br /&gt;Where the foe's haughty host in dread silence reposes,&lt;br /&gt;What is that which the breeze, o'er the towering steep,&lt;br /&gt;As it fitfully blows, now conceals, now discloses?&lt;br /&gt;Now it catches the gleam of the morning's first beam,&lt;br /&gt;In full glory reflected now shines on the stream.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ależ to głupie! Brakowało tylko Obamy w kapeluszu, albo generała Pattona w charakterystycznym hełmie z gwiazdkami. Skąd to się to wszystko wzięło? Chyba nigdy się nie dowiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudziłem się nagle. W głowie latały mi jeszcze obrazy z tego osobliwego zajścia. No tak, można by powiedzieć, więc to wszystko sen? I tego nie mogę być pewien. Wszak po powrocie ze składu drewna... położyłem się spać. Czy tylko mi się to przyśniło?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafię tego uzasadnić, ale jesienią pojawia się u mnie dziwna tęsknota za Ameryką. Kolorowe drzewa w lesie przywołują mi na myśl nieprzebrane puszcze tamtejszych parków narodowych. Każdy film rozgrywający się w charakterystycznych dla USA krajobrazach powoduje u mnie uczucie  &lt;span style="font-style:italic;"&gt;de ja vu&lt;/span&gt;.  Tkwi we mnie obraz dzikich prerii, Wielkiego Kanionu i samotnych stacji benzynowych gdzieś w Teksasie. Wszystko w środku zaś woła o to, by znaleźć się za Atlantykiem choćby na chwilę. Kiedyś w końcu wsiądę w samolot i skonfrontuję te urojenia z rzeczywistością, co jest chyba jedynym moim marzeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem zaś pozostaje mi słuchać psa, który kończy właśnie Gwiaździsty sztandar:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;And the star-spangled banner in triumph shall wave&lt;br /&gt;O'er the land of the free and the home of the brave!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2606073197325170730?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2606073197325170730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/god-bless-america.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2606073197325170730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2606073197325170730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/god-bless-america.html' title='God bless America'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sqvmw4kCC2I/AAAAAAAABQg/RXWY787EnPg/s72-c/america.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-3674683281818743742</id><published>2009-09-09T08:39:00.000-07:00</published><updated>2009-09-09T09:42:21.279-07:00</updated><title type='text'>Z dziennika młodego fizyka - prawa Dolochova</title><content type='html'>Życie nie jest sprawiedliwe. Jeden z najwybitniejszych fizyków współczesności żyje w fatalnych warunkach materialnych na ubogiej wsi pod Chełmem - Dolochowie. Mieszka sam, a władze powiatu jakoś nie spieszą z pomocą temu największemu umysłowi naszej sceny naukowej i wolą przyznawać renty alkoholikom, bezrobotnym i innym darmozjadom. Skandal!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę jednak przyznać, że taka lokacja pana Siergieja Siergiejewicza Dolochova bardzo ułatwiła mi audiencję u jego osoby, a tym samym przekazanie Wam, drodzy czytelnicy, wiedzy o dwóch największych osiągnięciach fizyki od czasu sformułowania zasad mechaniki kwantowej przez Heisenberga. Ale po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już na początku spotkało mnie zaskoczenie. Nad bramą wjazdową na posesję wybitnego naukowca widniała tablica informująca, że właśnie tu odbyła się pierwsza bitwa Powstania Styczniowego. Pan Dolochov zagospodarował ten teren, czyniąc z niego lokalną atrakcję turystyczną.&lt;br /&gt;Pierwsze zetniecie się z tą osobistością może być nieco szokujące. Siergiej Siergiejewicz w niczym nie przypomina uczonego. Wygląda raczej na typowego mieszkańca polskiej wsi. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój rozmówca od razu zaczął swoje opowieści. Mówił mi ze szczegółami o potyczce polskich wojsk pod dowództwem Kazimierza Bogdanowicza z carskim oprawcą. Chwilę po tym zapoznał mnie ze swymi odkryciami w dziedzinie fizyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze z nich objawiło się moim oczom i uszom, gdy pan Dolochov stanął nad kawałkiem trawnika i rzekł:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;- Tu leży Bogdanowicz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Drugie zaś prawo padło z jego ust, gdy wskazując na piwnicę swego domu, powiedział:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;- Ta piwnica ma siedemset lat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No tak, zapytacie, ale gdzie w tym fizyka? Już wyjaśniam.&lt;br /&gt;Zdanie, które zacytowałem na początku, zawiera &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pierwsze Prawo Dolochova.&lt;/span&gt; Jest to jedno z najważniejszych twierdzeń tej nauki, a jej wymiar praktyczny uważa się za niewymierny. O co jednak w tym wszystkim chodzi? Już spieszę z wyjaśnieniami.&lt;br /&gt;Mówiąc o miejscu pochówku wybitnego dowódcy pan Dolochov miał na myśli spłachetek gruntu o wymiarach 1 na 2,5 metra, co daje nam 2,5 metra kwadratowego. Stanowi to  nową jednostkę w układzie SI - 1 Bogdanowicza (bg). Jednostka ta ma wymiar potencjalny i nie wyraża miejsca grobu pana Kazimierza, lecz jego prawdopodobne położenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawo to pozwala określić nam, jaką mamy szansę, że stoimy akurat na mogile dzielnego żołnierza. Aby to uczynić, dzielimy powierzchnię lądową Ziemi (148 940 000 km²) przez 1 bg, co daje nam wynik 595 760 00000. Zatem prawdopodobieństwo, że pod naszymi stopami leży szkielet rzeczonego jegomościa, wynosi 1/595 760 00000. Możemy też przyjąć, że został on pochowany na morzu. Wtedy weźmiemy pod uwagę ogólną powierzchnię naszej planety (510 072 000 km²), co polecam Wam jako ćwiczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro zapoznaliśmy się już z zastosowaniem tej reguły, pora zająć się z &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Drugim Prawem Dolochova.&lt;/span&gt;. Dla przypomnienia - brzmi ono "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ta piwnica ma siedemset lat"&lt;/span&gt;. Jakiż to może mieć wymiar praktyczny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo duży! Żadne inne twierdzenie nie pozwoli nam z większą dokładnością określić wieku siedemsetletniej piwnicy. Przeprowadźmy w tym celu eksperyment myślowy. Wyobraźcie sobie podziemne pomieszczenie, które ktoś wybudował w 1309 roku. Wchodzicie doń i wygłaszacie treść prawa. I co? Zatkało, nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale na tym nie koniec. Poza budownictwem teorii pana Dolochova możemy użyć także w kryminalistyce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Josef Fritzl, najsłynniejszy chyba zwyrodniały zboczeniec, trzymał swą córkę w piwnicy przez 24 lata. Nasze prawo pozwoli nam określić, ile Fritzlów (1 Fz) mogłoby rozwinąć swą zbrodniczą działalność przez siedemset lat. Aby to uczynić, dzielimy 700 przez 24, co daje nam w przybliżeniu 29. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiadomo, Joseph został skazany na dożywocie. Jako 74-latek ma przed sobą co najwyżej 10 lat życia. Pomnóżmy to przez liczbę wyroków, które mógłby otrzymać nasz dolochowski Fritzl. 29 razy dziesięć daje nam aż 290 wiosen!&lt;br /&gt;Przypatrzmy się teraz, co przez taki szmat czasu można by zrobić:&lt;br /&gt;- zbudować 14,5 Piramid Cheopsa.&lt;br /&gt;- przeżyć 48,3 drugie wojny światowe.&lt;br /&gt;- 989 766 razy obejrzeć Pulp Fiction&lt;br /&gt;- przeżyć 5,09 razy tyle co Krystyna Janda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Morał? Nie warto trzymać córki w piwnicy przez 700 lat. Lepiej włączyć superprodukcję Johna Travolty lub położyć kamień węgielny pod grobowiec faraona. I kto powiedział, że fizyka i etyka nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-3674683281818743742?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/3674683281818743742/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/z-dziennika-modego-fizyka-prawa.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3674683281818743742'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3674683281818743742'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/z-dziennika-modego-fizyka-prawa.html' title='Z dziennika młodego fizyka - prawa Dolochova'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-6018058201931386124</id><published>2009-09-06T11:57:00.001-07:00</published><updated>2009-09-06T12:08:23.298-07:00</updated><title type='text'>Konkurs!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SqQGTLqU0zI/AAAAAAAABQA/vFsWydI1D6w/s1600-h/lechu.bmp"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 159px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SqQGTLqU0zI/AAAAAAAABQA/vFsWydI1D6w/s200/lechu.bmp" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378430781604811570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak, drodzy moi! Oto nadszedł ważny dzień dla polskiej literatury!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako że wrzesień został przez Ministerstwo Kultury uznany Miesiącem Niedorzeczności, postanowiłem uczcić tę rzadką okazję i ogłosić jedyny w swoim rodzaju konkurs literacki.&lt;br /&gt;Jego przedmiotem będzie stworzenie opowiadania o Lechu w jednym z wybranych tematów. Najbardziej niedorzeczne prace zostaną nagrodzone wybitnie niespodziewaną niespodzianką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wymogi: praca powinna przekroczyć objętość 1,5 strony przy czcionce rozmiaru 12, z akapitami i tym podobnymi bzdurami. Mile widziane rysunki poglądowe (nie wliczają się w długość tekstu!).&lt;br /&gt;Gotowe opowiadania przesyłajcie na adres: lothermatheus@o2.pl, lub też przynoście do mnie bezpośrednio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, i tematy prac:&lt;br /&gt;1. Lechu ubiera się u diabła.&lt;br /&gt;2. Lechu, arszenik i stare koronki.&lt;br /&gt;3. Lechu a behawioryzm przedstawicieli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sander lucioperca&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;4. Lechu u Freuda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Termin nadsyłania prac: do 19 września. Wyniki ogłosimy 21 września.&lt;br /&gt;O wszelkie wskazówki itp. można mnie pytać zawsze i wszędzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do roboty!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-6018058201931386124?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/6018058201931386124/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/konkurs.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6018058201931386124'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/6018058201931386124'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/konkurs.html' title='Konkurs!'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SqQGTLqU0zI/AAAAAAAABQA/vFsWydI1D6w/s72-c/lechu.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7788073082772650061</id><published>2009-09-04T12:08:00.000-07:00</published><updated>2009-09-04T13:12:47.894-07:00</updated><title type='text'>Bajka dla Benka</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;To nie ściana, która pęka,&lt;br /&gt;To nie żuchwa ani szczęka,&lt;br /&gt;To nie czapka Pana Zenka,&lt;br /&gt;Oto Bajka jest dla Benka!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nucąc taką oto pioseneczkę stworzony specjalnie dla Benka Borsuk przechadzał się napisaną dla Agaty ścieżką. Nudziło mu się niemiłosiernie. Wykreowany z dedykacją dla Skarbiego świat był w najlepszym razie mało interesujący. Ot, po jednej stronie zasadzone przez kogoś z myślą o najlepszej uczennicy biolchemów drzewo, po drugiej krzaczki, które rosły tu sobie tak jakby wyłącznie po to, by tło bajki obiecanej przyjaciółce Hansa nie było zupełnie puste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, nasz Borsuk nie był przesadnie zadowolony. Należał do tych mieszkańców lasu,  które absolutnie nie znoszą pojawiania się w opowieściach. Robił to wyłącznie wtedy, gdy wymagała tego jakaś dziejowa konieczność. A taką właśnie koniecznością była Bajka dla Benka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Borsuk zapewne zanudziłby się na śmierć, gdyby niespodziewanie nie natknął się na Legendę, powstałą specjalnie po to, by spełnić obietnicę daną Córce Generała. Legenda ta o tyle różniła się od innych przedstawicieli mitów i baśni, że posiadała świadomość, dar wymowy i jako taką inteligencję. Gdy tylko zauważyła zwierzaka, odezwała się:&lt;br /&gt;- Witaj, Borsuku, widzę, że i tobie przypadła rola bohatera tej historii.&lt;br /&gt;- Zaiste, wielcem temu rad - odparł borsuk. &lt;br /&gt;- Ach, przyjacielu, widzimy się tu po raz ostatni!&lt;br /&gt;- Czemuż to?&lt;br /&gt;- Jak to - czemu? To Bajka dla Benka! Muszę zrobić to, czego wymaga ode mnie dedykacja.&lt;br /&gt;- To znaczy?&lt;br /&gt;- Muszę sprawić, by wszyscy o mnie zapomnieli. Raz na zawsze. Odlatuję na księżyc.  Żegnaj, Borsuku!&lt;br /&gt;- Żegnaj, Legendo!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy rozpłynęła się w powietrzu, zwierzak ruszył dalej ścieżką. Im dalej ścieżka ta biegła w fabułę, tym jej docelowość stawała się bardziej docelowa. Nie minęło wiele czasu (który, rzecz jasna biegł wyłącznie dla pewnej mieszkanki ulicy Pszennej), a nasz bohater napotkał na swej drodze Dobrze Zdaną Maturę. Przyjrzał się jej uważnie, gdyż nigdy wcześniej nie widział takiego cudu.&lt;br /&gt;- Hohoho, nieźle! - zamruczał. - Kto Cię pisał?&lt;br /&gt;- Jak to - kto? - odrzekła Matura - Przecież to Bajka...&lt;br /&gt;- No tak, to oczywiste. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;To nie szklane są okienka,&lt;br /&gt;To nie wierszyk, nie piosenka&lt;br /&gt;To nie scena i nie scenka,&lt;br /&gt;Oto Bajka jest dla Benka!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nucąc dalej tę melodię Borsuk spotkał To Samo Miasto. Zdziwił się wielce, nigdy przedtem nie dane mu było ujrzeć rzeczy tak dziwnej.&lt;br /&gt;- Nie rozumiem - zapytał. - Po co pojawiasz się w tej historii?&lt;br /&gt;- Jak to? Nie rozumiesz? Jestem tu po to, by dwie osoby mogły we mnie zamieszkać!&lt;br /&gt;- Chodzi ci o...&lt;br /&gt;- Dokładnie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tutaj właśnie zakończyła się opowieść, która powstała tylko i wyłącznie dla Agaty, i którą tylko ona jest w stanie zrozumieć. Borsuk odszedł w siną dal (też stworzoną z myślą o tej zacnej białogłowie), dośpiewując końcowe wersy piosenki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;To nie rękę myję ręka, &lt;br /&gt;To nie żadna Białołęka,&lt;br /&gt;To słoików nie są denka.&lt;br /&gt;Oto Bajka jest dla Benka!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7788073082772650061?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7788073082772650061/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/bajka-dla-benka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7788073082772650061'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7788073082772650061'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/bajka-dla-benka.html' title='Bajka dla Benka'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-3458186502001842545</id><published>2009-09-02T08:49:00.000-07:00</published><updated>2009-09-02T09:21:28.855-07:00</updated><title type='text'>Śmierć szalonego kapelusznika</title><content type='html'>Chyba wszyscy znali pana Antoniego. Człowiek ten od wielu już lat trudnił się w naszym mieście prozaicznym z pozoru zamiataniem ulic. No bo co właściwie może być barwnego w usuwaniu pyłu i śmieci z chodnika? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko, jeśli zamiatający ma niezwykłą osobowość. A pan Antoni, trzeba przyznać, mógł się taką poszczycić. Doprowadzająca o zawrót głowy różnorodność kapeluszy, które nosił i charakterystyczny podgumowany płaszcz to tylko zewnętrzne objawy jego niezwykłości. Ponoć dawniej pracował w cyrku jako clown, występował w kraju i zagranicą. Koloryt zaś, jaki nadawał okolicom cerkwi i miejskiemu deptakowi, był czymś niesamowitym - nie ma chyba u nas drugiej takiej osobowości. Tak, pan Antoni musiał mieć duszę poety. Od zawsze darzyłem tego człowieka pogodną życzliwością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym większym smutkiem napełniła mnie wieść o tym, że w lipcu odszedł on do Valhalli zamiataczy ulic. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiacie się, jaką śmierć mógł mieć człowiek tak niecodzienny. Od razu nasuwają się myśli o pojedynku na szpady lub pistolety. No tak, tylko że ten proceder jest już od dawna zakazany. Mógł więc umrzeć z wrażenia, wpatrując się w wyjątkowo piękny zachód słońca nad miastem, lub też odejść tak samemu z siebie, jakby z własnej woli. Ostatecznie można by też przyjąć za przyczynę zejścia bezowocną miłość do jakiejś wybitnej piękności, która doprowadziła go do efektownego samobójstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawda jest zupełnie inna. Pana Antoniego znaleziono w lipcu w jego mieszkaniu. Zwłoki leżały tam już od kilku tygodni,  były więc w stanie krańcowego rozkładu. Czytałem kiedyś wywiad z jakimś patologiem. Opowiadał, że z ciała po podobnym czasie gnicia wydobył dwie reklamówki chrząszczy.&lt;br /&gt;Za przyczynę zgonu, po wykluczeniu udziału osób trzecich, uznano wyniszczenie chorobą. Człowiek umarł w cierpieniu i samotności, a po śmierci nikt nawet nie zauważył jego zniknięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Staff napisał kiedyś, że zostawiamy po sobie jedynie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"ślady na piasku i kręgi na wodzie"&lt;/span&gt;. Gówno prawda. Zostanie po nas tylko smród zgnilizny i dwie siatki robali.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-3458186502001842545?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/3458186502001842545/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/smierc-szalonego-kapelusznika.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3458186502001842545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/3458186502001842545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/09/smierc-szalonego-kapelusznika.html' title='Śmierć szalonego kapelusznika'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-784851258408113659</id><published>2009-08-31T04:17:00.000-07:00</published><updated>2009-08-31T04:51:24.079-07:00</updated><title type='text'>Fin de siècle</title><content type='html'>Trzy miesiące wakacji to stanowczo zbyt wiele. Gdy tak długa przerwa dobiega końca, ciężko się z tym pogodzić. Ma się wrażenie, że wraz z nią kończy się wszystko co prawdziwe, dobre i piękne, a wiara, nadzieja i miłość odchodzą w niebyt (a i z Bogiem, honorem i ojczyzną nie jest dobrze!). Uczucie schyłkowości przywodzi na myśl oczekiwanie rozmaitych sekciarzy na rok 2000, który to stać się miał datą zagłady świata. Podobnie wygląda obecny lęk prze 2012. To straszne uczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z najgorszych elementów tej specyficznej dekadencji jest wrażenie, że tego czasu się nie wykorzystało. Trzy miesiące to tak wiele, a tak mało się zrobiło, tak niewiele zobaczyło i tylko kilka razy było się prawie szczęśliwym. Paskudztwo, naprawdę. A jeśli do tego doda się fakt, że w żaden sposób nie udało się zmienić świata na lepsze - można popaść w depresję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może nie trzeba tak na to patrzeć? Z drugiej bowiem strony i tak wykorzystało się to, co tylko się dało. No i zdarzyło się parę miłych chwil. Takich jak pamiętne pomarańczowe cukierki w strefie wolnocłowej na grecko-macedońskiej granicy; pewne popołudnie w parku tuż przed końcem roku; chwila na rajdzie rowerowym gdzieś na przystanku autobusowym w Wielkopolsce, gdzie zajadało się rodzynki w czekoladzie patrząc na piękne niebo; nocny marsz po torach Gotówce; klangor żurawi w Hniszowie nad Bugiem; początek motywu z Ojca Chrzestnego zagrany na trąbce na Chmielakach; i wreszcie zakończenie "Lolity" przy dźwiękach białoruskiej pieśni maryjnej. Śmiem twierdzić, że żyję tylko dla takich momentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A i perspektywa przyszłości wydaje się być zachęcająca. Miejsce dawnego lęku powoli zajmuje motywacja i pierwsze marzenia dotyczące tego, co chciałoby się kiedyś robić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żadna inna pora nie nadawała się do życia bardziej niż ta, która nastąpi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-784851258408113659?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/784851258408113659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/fin-de-siecle_31.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/784851258408113659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/784851258408113659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/fin-de-siecle_31.html' title='Fin de siècle'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7578164890406842351</id><published>2009-08-28T10:49:00.001-07:00</published><updated>2009-08-29T04:01:39.875-07:00</updated><title type='text'>Reguła prawej dłoni</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SpgabbPWwyI/AAAAAAAABP4/qBr2_COgLxo/s1600-h/palce.bmp"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 152px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SpgabbPWwyI/AAAAAAAABP4/qBr2_COgLxo/s200/palce.bmp" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375075213737640738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;„Jeżeli wektor indukcji pola magnetycznego wchodzi w prawą dłoń, a kciuk pokazuje kierunek ruchu przewodnika, wówczas wyciągnięte 4 palce wskazują zwrot linii pola elektrycznego indukcji, powstającego w przewodniku” – głosi reguła prawej dłoni. Celem mojego niniejszego rozważania jest udowodnienie, iż jest ona, oględnie rzecz biorąc, bzdurna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie Beduina. Ów mieszkaniec pustyni przyszedł na świat na wielbłądzie, wśród bezkresnych piasków Sahary. Zaraz po urodzeniu matka zauważyła, że jego prawa dłoń pozbawiona jest wszystkich palców poza kciukiem. Z żalem musiała go porzucić na wydmie, bo kaleki syn byłby tylko zbędnym ciężarem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz Beduin (nazwijmy go Mohamed) niechybnie by zginął, gdyby akurat nie przechodził nieopodal mały lisek, dajmy na to Felek. Podkreślmy, że ów zwierzak siłą rzeczy nie posiadał dłoni, a tym samym palców i kciuka. Zrobiło mu się żal biednego chłopca, postanowił więc otoczyć go opieką. Dzięki niemu Mohamed nie tylko przeżył, ale w pełni sił dotrwał do wieku dorosłego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz zaś wyobraźmy sobie,  że przez Saharę biegnie bardzo długi przewód. Mohamed absolutnie nie wiedział, do czego on służy (w zasadzie nie wiedział on niczego, ale to nieważne). Pewnego razu Felek dowiedział się od znajomego fizyka o regule prawej dłoni. Beduin postanowił ją sprawdzić. Przyłożył odpowiednio dłoń, tak, że kciuk wskazywał kierunek ruchu przewodnika... I tu właśnie tkwi błąd w teorii!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Palce nie wskazały zwrotu linii pola, gdyż... zwyczajnie ich nie było! Co więcej, jako że na pustyni nie było nikogo poza Mohamedem, nie mógł użyć do eksperymentu cudzej dłoni. Ergo: reguła jest nieścisła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie martwcie się, nie jestem człowiekiem, który zabiera nic nie dając w zamian. Udało mi się skorygować tę zasadę tak, by była stuprocentowo skuteczna. Teraz brzmi ona teraz następująco:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jeżeli nie jest się Beduinem pozbawionym wszystkich palców poza kciukiem, wychowywanym przez lisa na Saharze, przy absolutnym braku kontaktu z ludźmi posiadającymi palce, a wektor indukcji pola magnetycznego wchodzi w prawą dłoń i kciuk pokazuje kierunek ruchu przewodnika, wówczas wyciągnięte 4 palce wskazują zwrot linii pola elektrycznego indukcji, powstającego w przewodniku.”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7578164890406842351?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7578164890406842351/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/regua-prawej-doni.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7578164890406842351'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7578164890406842351'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/regua-prawej-doni.html' title='Reguła prawej dłoni'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SpgabbPWwyI/AAAAAAAABP4/qBr2_COgLxo/s72-c/palce.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2613940990293667588</id><published>2009-08-28T06:06:00.000-07:00</published><updated>2009-08-28T06:30:17.637-07:00</updated><title type='text'>O sztuce zadawania bólu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SpfbmKQIgCI/AAAAAAAABPw/k1G2H0PeyE4/s1600-h/dentist.PNG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 153px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SpfbmKQIgCI/AAAAAAAABPw/k1G2H0PeyE4/s200/dentist.PNG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375006128923508770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Międzynarodowa konwencja w sprawie zakazu stosowania tortur podaje taką ich definicję: "każde działanie, którym jakiejkolwiek osobie umyślnie zadaje się ostry ból lub cierpienie, fizyczne bądź psychiczne". Większość krajów cywilizowanego świata (w tym i Polska) ratyfikowały tę umowę, tym samym uznając wszelkie przejawy celowego zadawania cierpienia za nielegalne. Pomijając rozmaite dyktatury, takie jak białoruska, chińska czy koreańska, czysto teoretycznie działania takie są absolutnie niezgodnie z prawem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teoria, jak się okazuje, stanowczo odbiega od praktyki. Dziś po raz kolejny zdałem sobie sprawę, że istnieją jeszcze w naszym kraju miejsca, gdzie prawa te zdają się nie obowiązywać. Mowa rzecz jasna o gabinetach stomatologicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma w tym nic zabawnego. Moje wieloletnie obserwacje wykazały, że u wszystkich bez wyjątku dentystów występuje patologiczna skłonność do powodowania bólu fizycznego u pacjenta. Na tej podstawie śmiem twierdzić, że zawód ten, w którym ból wydaje się być usprawiedliwiony "dobrem" leczonego, jest wybierany przez te osoby celowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak bowiem w inny sposób uzasadnić ten błysk w oku stomatologa, gdy wypowiada on słowa: szóstka do leczenia! ubytek na trójce! siódemka do usunięcia? Nie zauważyliście, że każdy z nich początkowo "szczerze" odraza znieczulenie, które mogłoby mu zepsuć całą frajdę z waszych okrzyków bólu? Tak, to nie może być przypadek. Zastanówcie się też nad tym, że i samo znieczulenie jest nadzwyczaj bolesne, rzadko też bywa skuteczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No tak, powie ktoś, ale to przecież mała cena za zdrowe zęby. Cóż za bzdura! Rzadko zdarzyło mi się, aby dentysta zajmował się zębem, który rzeczywiście mi dokucza. Częściej wybierał sobie jakąś niewielką plamkę na jakiejś nic nieznaczącej szóstce, z której istnienia nie zdawałem sobie sprawy. Z perwersyjnym niemal błyskiem w oku borował, wiercił i drążył Bogu ducha winny trzonowiec, podczas gdy jakaś czwórka błagała o leczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec ciekawostka: poszukajcie rymów do słowa "dentysta". Może to przypadek, a może nie, ale znajdziemy wśród nich bardzo wiele wymownych zwrotów. Nazista, komunista, syjonista i terrorysta to te najmilsze z nich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2613940990293667588?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2613940990293667588/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/o-sztuce-zadawania-bolu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2613940990293667588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2613940990293667588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/o-sztuce-zadawania-bolu.html' title='O sztuce zadawania bólu'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SpfbmKQIgCI/AAAAAAAABPw/k1G2H0PeyE4/s72-c/dentist.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7740102528510496274</id><published>2009-08-26T02:43:00.000-07:00</published><updated>2009-08-26T03:00:04.556-07:00</updated><title type='text'>Moi Lolita</title><content type='html'>Słyszałem o niej od dawna. Pojawiała się czasem w różnych rozmowach, najczęściej zajadle krytykowana. Za co? Za wyuzdanie, płytkość i pornograficzną zawartość. Nigdy tez nie zwracałem na nią jakiejś większej uwagi. W końcu jednak doszło do nieuchronnego spotkania – w antykwariacie. Sprawdziłem, co myślą o niej inni – okazało się, że znaczna część opinii zawierała jednak słowa „piękna”, „urocza” i „niesamowita”. No to kupiłem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Mowa tutaj rzecz jasna o książce – „Lolicie” Vladimira Nabokova. Książce bardzo znanej i kontrowersyjnej jednocześnie. W latach pięćdziesiątych, gdy została wydana, wzbudziła w wielu odbiorcach święte oburzenie, które zresztą trwa do dziś. Dopiero zapoznanie się z nią udowodniło mi ostatecznie, że ci, którzy chcą znaleźć w niej pornografię – znajdą ją. Ci, którzy zapragną doszukać się w niej wyuzdania, braku moralności i pochodnych – również na nie natrafią. Swój cel osiągną jednak także tacy, którzy będą od niej oczekiwać niepowtarzalnych wrażeń estetycznych. No ale, po kolei.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Bohaterem (i jednocześnie narratorem) powieści jest mężczyzna ukrywający się pod pseudonimem Humbert Humbert. Siedząc w więziennej izolatce, opisuje on swe wspomnienia z lat 1947-1953. Wspomnienia te dotyczą przede wszystkim miłości życia owego człowieka – niejakiej Dolores Haze, zwanej Lolitą. W osobie tej nie byłoby może nic dziwnego i tak bulwersującego pewien typ ludzi, gdyby nie miała ona... dwunastu lat. Tak, Humbert Humbert jest bowiem zwykłym (no, może jednak nie do końca?) przedstawicielem tej grupy, do której należał tak i Andrzej S, jak i pewien dyrygent z Poznania.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Bohater poznaje ją w domu kobiety, u której ma wynająć mieszkanie. Od razu popada w opętańczą wręcz miłość (czy, jak kto woli – opętańcze pożądanie). Szereg wypadków doprowadzi ich wspólnie do wielkiej podróży przez całą Amerykę. Tyle mniej więcej można zdradzić, by uniknąć zbędnego spoilerowania.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Odniosę się tu do podstawowego zarzutu stawianego książce – wspomnianej już, rzekomej „pornograficzności”. Jest ona rzecz jasna absolutną bzdurą. Dzieło nie zawiera żadnych scen, które można by uznać za obsceniczne czy wulgarne. Wprost przeciwnie, wszelkie opisy, które ostatecznie (ostatecznie, podkreślam to wyraźnie!) uznać można za erotyczne, są poetycko wręcz piękne. Nie padają żadne, że tak to ujmę, „anatomiczne” wyrażenia. Wszystko zostaje ukryte pod płaszczykiem metafor i niedopowiedzeń. Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że bohater jest dewiantem. Jest to jednak dewiant z duszą poety, a nie śliniący się, obleśny zbereźnik znany z powszechnego stereotypu. Warto podkreślić, że ani przez moment nie wątpi on w szczerą miłość, jaką darzy dziewczynkę (zabawne, dodanie tego „k” absolutnie zmienia sposób patrzenia na postać, którą można przecież uznać i za dziewczynę). Kwestię osądu, czy rzeczywiście jest to głębsze uczucie, autor pozostawił czytelnikowi.&lt;br /&gt;Co ciekawe, w książce nie da się darzyć choćby cieniem sympatii ani jednej (dosłownie: ani jednej) postaci. Wyjaśniam niniejszym, że uważam to za zaletę.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tak naprawdę najmocniejszą stroną powieści, czyniącą z niej niemal arcydzieło, jest język. Autor bawi się nim doskonale. Używa niezliczonej liczy gier słownych, odniesień do literatury. Zwroty takie jak ten: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„podzwaniała manelami iście menelickich manier”&lt;/span&gt; wywołują we mnie przyjemny dreszczyk zachwytu. Wszystko, od opisów uczuć bohatera wobec Lolity, przez malowanie (to bardzo dobre słowo) krajobrazów, aż po ubieranie w słowa rzeczy tak zwyczajnych, jak stacja benzynowa – jest tutaj po prostu piękne. Nie przeszkadzały mi nawet liczne (w żaden sposób nietłumaczone w przypisach) wstawki z francuskiego. Wypada także pogratulować tłumaczowi za świetne oddanie wszelkich smaczków (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„warsztat samochodowy mamrotał przez sen – kolan wulgaryzacja; ale zaraz przywołał się do porządku: Colin – wulkanizacja”&lt;/span&gt;) w rodzimym języku. Cóż, powiem szczerze, że dla samego języka warto przeczytać tę powieść. Choć wszystko woła we mnie, aby napisać: trzeba.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;I jeszcze mała uwaga na koniec – muzyka. Warto dobrać odpowiednią, która stworzy odpowiednie tło książce. Osobiście polecam dwojaką. Do pierwszej i ostatniej części utworu pasowały idealnie pieśni religijne Chóru Narodowego Białorusi, zaś na etap podróży bohaterów po Ameryce – płyta &lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Ghost on the road”&lt;/span&gt; Bruce’a Springsteena, idealnie oddająca klimat tego fragmentu. Oba krążki mam i razem z książką chętnie chętnym (ha!) udostępnię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7740102528510496274?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7740102528510496274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/moil-lolita.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7740102528510496274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7740102528510496274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/moil-lolita.html' title='Moi Lolita'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7775656407913685440</id><published>2009-08-24T13:59:00.000-07:00</published><updated>2009-08-24T14:17:12.854-07:00</updated><title type='text'>Zastrzyk Gotówki</title><content type='html'>Jak powszechnie wiadomo, świat nie zna piękniejszej rzeczy niż sierpniowy wieczór na Gotówce. Może lepiej sprecyzuję – „wieczór” to ta dziwna, ulotna chwila, trwająca od godziny-przed zachodem słońca aż do momentu zniknięcia tej ślicznej gwiazdy za horyzontem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Wybierając się tą porą w spacer po bagnie warto najpierw zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze – strój. Najlepiej w tonacjach maskujących, co utrudni wszelkiej zwierzynie dostrzeżenie nas z daleka, a tym samym ucieczkę. Warto też zaopatrzyć się w obuwie nieprzemakalne (gumiaki!). Są tu bowiem miejsca, w których czuje się pod nogą przemiły chlupot, który obwieszcza wtargnięcie na teren wybitnie grząski. Po drugie – jest to punkt dla ludzi nie rozstających się z odtwarzaczem, czyli takich jak ja – trzeba odpowiednio dobrać utwory, które będą umilały nam czas. Osobiście polecam co spokojniejsze kompozycje pana Jelonka, a także ścieżkę dźwiękową z Amelii. Nie zaszkodzi też uroczy i idealnie pasujący do krajobrazu motyw z Twin Peaks. Co ważne, słuchawkę zakładamy tylko na jedno ucho, co umożliwi nasłuchiwanie dźwięków bagiennej przyrody. A tych, zapewniam, jest cała gama.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tyle w kwestiach technicznych. Reszta jest już kwestią absolutnej, rozwiązłej wręcz dowolności. Trasa wzdłuż bagna nie pozostawia może zbyt wielu możliwości wyboru, ale każda ze ścieżek oferuje inne atrakcje. Mogą to być albo stare opony leżące przy zaoranym już polu, czy też ruiny przedziwnie malutkiego domku. Zależnie też od szlaku  zobaczyć można też oczywiście różne okazy tak flory, jak i fauny.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nie ma jednak nic piękniejszego niż pewna łączka nad samym torfowiskiem. W taki właśnie sierpniowy wieczór niemal na pewno dostrzeżemy kilka okazów najbardziej idealnej istoty we wszechświecie – żurawia. Wystarczy też chwilę poczekać, by usłyszeć ich krzyk (zwany klangorem), który to jest najpiękniejszym dźwiękiem, jakie wydać może z siebie organizm żywy. Jeśli zaś połączy się to z odurzającym zapachem macierzanki i innych, nieznanych mi kwiatów i ziół, otrzyma się niemal pełny obraz sierpniowego wieczoru na bagnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym zaś, których nie obrzydził obrzydliwie sentymentalny ton ten notki, mogę zaproponować pewną namiastkę tego raju na ziemi. Co byście powiedzieli, moi drodzy, na tradycyjny już , pierwszowrześnowy wypad na Gotówkę? :P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7775656407913685440?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7775656407913685440/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/zastrzyk-gotowki.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7775656407913685440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7775656407913685440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/zastrzyk-gotowki.html' title='Zastrzyk Gotówki'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-4056327055561361663</id><published>2009-08-20T13:59:00.000-07:00</published><updated>2009-08-20T14:12:04.203-07:00</updated><title type='text'>Boję się swoich powrotów</title><content type='html'>Wyobraźcie taką oto perspektywę: mamy godzinę dziewiętnastą czterdzieści pięć, ostatni autobus do domu odjechał pięć minut temu. Dla mnie oznacza to mniej więcej tyle, że jestem zgubiony. Dobrym wyjściem byłby telefon i wezwanie taksówki z rodzicielem za kierownicą. Tylko, ekhem...  jakby to rzec... nie posiadam telefonu. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Cóż, czując zaciskające się na mojej szyi obleśne łapska zimnego przerażenia powoli zdaję sobie sprawę, że to koniec. Czeka mnie przeprawa przez miejską dżunglę o zmroku, a wiąże się to ryzykiem pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Szansa na dotarcie w całości do celu bliska jest zeru. Zaraz, może zero to nie tak mało? Może akurat się uda. Przejdę Kolejową, potem Piłsudskiego i jakoś dojdę...&lt;br /&gt; Nie dojdę. Nawet nie wiem, komu kibicują zakapturzeni dżentelmeni z Dyrekcji.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; Przez mój mózg w błyskawicznym tempie przewija się klisza z mnogością opcji: taksówka! Nie mam pieniędzy. Zadzwoń od kogoś znajomego! Jestem sam. Może ktoś mieszka w pobliżu! Tak, mieszka, szkoda, że nie znam żadnego adresu.&lt;br /&gt; Cholera jasna.&lt;br /&gt; Jestem absolutnie bez szans. Doszedłszy do wniosku, że w żaden racjonalny sposób nie jestem sobie w stanie pomóc, uciekam się do metod nieracjonalnych. Zaraz, kto jest patronem tych, którym uciekł autobus? Święty Krzysztof? Andrzej? Stanisław? Gerwazy? Nieważne. Modlę się po cichu do kogokolwiek, wątpiąc, czy ktokolwiek mnie wysłucha. Boże, masz szansę udowodnić, że istniejesz. No, czemu nic nie robisz? Nagle spoglądam na przeciwną stronę szosy. Czemu od razu go nie zauważyłem? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Mój Anioł Stróż idzie spokojnym krokiem,  wyróżniając się lekką poświatą od postępującego zmierzchu. W zasadzie wypadałoby mówić o nim „ona”, ale z drugiej strony anioł to anioł. Ubrał się jakoś dziwacznie: w długi, czarny płaszcz i zupełnie mu nie przystojące dżinsy. Skrzydła zamiatają chodnik, wzniecając gdzieniegdzie kurz. Nie to się jednak teraz liczy: jestem uratowany!&lt;br /&gt;-Aniele! – wołam.&lt;br /&gt;Nie słyszy mnie. Przebiegam jezdnię, cudem tylko unikając zderzenia z czarną wołgą. Wypowiadam jego imię jeszcze raz. Odwraca się. Uff&lt;br /&gt;Przedstawiam mu swoje tragiczne położenie. On, jak zwykle uśmiecha się dobrotliwie i wyciąga z kieszeni swoją niezniszczalną, przedpotopową komórkę. Wpisuję zbawczy numer, dzwonię.&lt;br /&gt;-Cześć tato. Uciekł mi ostatni autobus, a jest już późno. Może... mógłbyś po mnie przyjechać?&lt;br /&gt;-Nie. &lt;br /&gt;No to pięknie! Jestem w absolutnej kropce. Przegrałem. To już naprawdę koniec. Zaczynam widzieć oczami wyobraźni nagłówki gazet: „Zmasakrowany za garść drobniaków” (dwa złote piętnaście groszy, aby być ścisłym), „Straszna śmierć nastolatka” i tym podobne.&lt;br /&gt;-Hm, może cię podprowadzę – mówi nagle Anioł.&lt;br /&gt;Po co mnie będziesz podprowadzał, przecież mnie zabij... Zaraz, co on powiedział? Podprowadzi mnie? Cud? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Cud! Będę żył! Słyszę, jak aparatura szpitalna przechodzi z jednostajnego „piiiiip” na miarowe „pip, pip, pip”. Jak w „Na dobre i na złe”. &lt;br /&gt;-Tylko wezmę psa na spacer. Mieszka tutaj obok, obiecałam mu. – dodaje.&lt;br /&gt;-Oczywiście.&lt;br /&gt;Pies rzeczywiście mieszka niedaleko. Mój towarzysz znika na chwilę w sporym budynku, po czym wychodzi razem z kudłatym kundlem. Kundel ów, kroczący dumnie na tylnych łapach, przedstawia się niewyraźnie. Słyszę coś w stylu „Karol”, ale głowy nie dam sobie uciąć. No tak, ale to tylko psina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Ruszamy razem ciemniejącymi już ulicami Chełma. Po prawej stronie widać jeszcze tylko piękne niebo. Słońce, zachodząc, nie zwinęło całkiem interesu i zostawiło na chmurach złotawe ślady, które ślicznie komponują się z bladoniebieskim jeszcze niebem. Cudeńko doprawdy. &lt;br /&gt;A teraz wyobraźcie sobie dziwną trójcę, złożoną z człowieka, psa i Anioła Stróża, idącą powoli długą Kolejową ku odległemu domowi. Wyobraźcie sobie też, że rozmawiają ze sobą o wszystkich ludzkich, psich i anielskich sprawach i że przynajmniej jedno z nich jest w tej chwili naprawdę szczęśliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to nie tylko dlatego, że uniknęło strasznej śmierci z rąk ubranych w dresy oprawców.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-4056327055561361663?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/4056327055561361663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/boje-sie-swoich-powrotow.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4056327055561361663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4056327055561361663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/boje-sie-swoich-powrotow.html' title='Boję się swoich powrotów'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2626832588366282996</id><published>2009-08-18T07:31:00.001-07:00</published><updated>2009-08-18T07:56:14.094-07:00</updated><title type='text'>Łazarz - historia prawdziwa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SorASv15DHI/AAAAAAAABO0/KxZNsZrL3V4/s1600-h/lazarus.bmp"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 187px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SorASv15DHI/AAAAAAAABO0/KxZNsZrL3V4/s200/lazarus.bmp" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371316933905419378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Łazarzu, mówię ci: wstań.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Pobudka była czymś, czego Łazarz szczerze nienawidził. To zdanie zaś wiązało się z nią nierozerwalnie. Każdego ranka z sąsiedniego pokoju dochodziły do niego te okropne, kończące błogi sen słowa matki.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Obrzydlistwo.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Wstawał niespiesznie, jakby chcąc zademonstrować swą niechęć do nieludzkiej idei porannego wstawania. Przeciągał się wielokrotnie i prychał jak kot. Cierpliwość rodzicielki jednak szybko się kończyła i po chwili wkraczała do pokoju niczym rzymski legion do Jerozolimy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Wstawaj, leniu parszywy, robota czeka. Zwierzęta trzeba nakarmić.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Cóż było robić? Łazarz ubierał się i szedł do kuchni. Matka, będąca na nogach już od godziny, krzątała się po niewielkim pomieszczeniu, przygotowując śniadanie. Na stole leżał zwinięty rulon papirusu - "Echa Judei".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Przejrzyj artykuł na początku - powiedziała rodzicielka z tonem przygany w głosie. - O twoim druhu, Jezusie. Ach. Cudowny człowiek. Spragnionych napoi, głodnych nakarmi, chorych nawiedzi, a do tego gada nie od rzeczy. Takiego syna mieć! Szczęściara ta Maryja.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Ciągłe porównywanie do Jezusa było kolejną rzeczą, której Łazarz szczerze nienawidził. Czy to jego wina, że nie jest synem Boga? Chyba nie. Matka też dziwnym trafem nie zauważała faktu, że nie jest nawet dziewicą. O niepokalaności mogła tylko marzyć, co zresztą często czyniła:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Ta matka Chrystusa to dobra kobitka, nie, Łazareczku? Ale przyznasz, że i twojej mamusi niewiele do niej brakuje.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"Nie przyznałbym tego nawet na torturach" - wołało w nim wszystko, więc odpowiadał:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Oczywiście, mamusiu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Umiejętność postawienia się matce była jeszcze jedną cechą, której zazdrościł Jezusowi. Historia o ofiarowaniu w świątyni długo spędzała mu sen z powiek - jakżeby chciał zachować się kiedyś podobnie! Wiedział jednak dobrze, że to rzecz tak mało prawdopodobna jak powstanie z martwych.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Tego dnia nie czuł się dobrze. Zjadł bez specjalnego apetytu śniadanie złożone z  podpłomyka i kubka koziego mleka. Absolutnie nie ciągnęło go do roboty, miał wrażenie, jakby ktoś wyssał z niego wszystkie siły. Przez moment poraziła go straszna myśl. A co, jeśli jest chory? Wiedział, że Jezus jest teraz w Jerozolimie i nie zdąży go uzdrowić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Cholera.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Podzielił się z matką tą refleksją. Zganiła go i nazwała hipochondrykiem. No tak, mógł się tego spodziewać. Żałował, że nie wynaleziono jeszcze czegoś takiego jak termometr. Miałby niepodważalny dowód swojej niedyspozycji. Ech, życie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;W tym momencie do domu wróciły z rynku się jego siostry, Maria i Marta. Obu serdecznie nie znosił. Marta była dla niego synonimem kury domowej. Marię zaś uważał za nieżyciową romantyczkę, która na domiar złego na okrągło wznosiła peany na cześć Jezusa: Jezust zrobił to, Jezus zrobił tamto, uzdrowił tego, uzdrowił tamtego... Obie siebie warte.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Och, Łazareczku, coś źle dziś wyglądasz! - rzuciła od progu Maria.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Jak łatwo się domyślić, obleśna a czułość siostry była jedną z tych rzeczy, której Łazarz serdecznie nienawidził. Tym razem jednak wzbudziła w nim płomyk nadziei...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Matka  po tych słowach przyjrzała mu się uważnie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Hm, no może rzeczywiście, jakiś taki blady.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;... płomyk przeradzał się powoli w płomień...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Ech, no, lepiej nie ryzykować. Poradzimy sobie we trzy, ty wracaj do łóżka. Jeden dzień jeszcze nikogo nie zbawił.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;...a płomień w pożar.  Udało się!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Łazarz wstał z krzesła i nieco teatralnie chwycił się poręczy. Trzeba wzmocnić efekt. Chwiejnym krokiem udał się do sypialni, zdjął buty i ułożył się z powrotem na posłaniu. Błogosławił tę chwilę. Cały dzień leżenia do góry brzuchem! Co prawda czuł się faktycznie nie najlepiej, ale uznał w końcu, że to lekkie przeziębienie. Lekkie przeziębienie w środku lata.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Już przymykał powieki, gdy wtem do pokoju weszła Maria.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Przyniosłam ci trochę miodu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Poirytowany przysiadł na legowisku i przyjął od niej kubek pszczelego wyrobu. Przełknął go niechętnie i oddał siostrze z nadzieją, że sobie pójdzie. Zaraz, kto powiedział, że nadzieja jest matką głupich? Miał rację.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Siostra nigdzie się nie ruszyła.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Mama powiedziała, że z Martą zajmą się obejściem. Ja mogę spokojnie posiedzieć przy tobie, braciszku, i się tobą zajmować.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Łazarz aż jęknął. W końcu jednak uznał, że to nie jest zbyt wielka cena za dzień wolny od niewolniczej roboty w gospodarstwie.  Oby tylko...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- A wiesz, braciszku...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;... nie zaczęła mówić...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Koleżanka mówiła, że...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;...o Jezusie!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Jezus rozmnożył chleb i ryby! Z kilku zrobił tyle, że cały tłum się najadł, a i nazbierali kilka koszy resztek.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;&lt;i&gt;Galiliae, vincisti! &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Zrozumiał, że zamiast odpocząć, zmęczy się jeszcze bardziej. Zaczynał żałować, że nie może pójść nakarmić kóz. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;- To prawie jak wtedy w Kanie. Pamiętasz? Zamienił wino w wodę... A może odwrotnie?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Żeby jeszcze opowiadała mu o kwiatkach, ptaszkach, pszczółkach. Nie, ta musi cały czas gadać o tym synu dziewicy i wpędzać jego, Łazarza, w kompleksy. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Albo jak mówił kazanie na górze... Ech, Łazarku, ten to ma gadane! Szkoda, że ty tak nie potrafisz...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;O nie, zaczyna się.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Mógłbyś przynajmniej spróbować. Co ci szkodzi? Przyniosę zaraz rybkę, spróbujesz rozmnożyć, co?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Nie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- A może wezmę wody ze studni? Ta zamiana w wino nie może być taka trudna.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Jasne. Weź tylko jeszcze trochę winogron, cukier i daj mi kilka tygodni. Będzie winko pierwsza klasa.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Oj, dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi - odpowiedziała siostra i zachmurzyła się. Czemu jej brat nie może być jak Chrystus? Nie potrafiła tego zrozumieć.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Łazarz zaś doskonale rozumiał, czemu nie jest i nigdy nie będzie taki jak Chrystus. Przede wszystkim jego ojciec był zwykłym pasterzem, a nie wszechmogącym bytem metafizycznym. Po drugie, matka nie była niepokalanie poczętą dziewicą. Po trzecie zaś nie potrafił podpasować pod siebie żadnego starotestamentowego proroctwa (chociaż, gdy był młody, próbował przekuć na lemiesz miecz podkradziony jakiemuś legioniście).&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Naprawdę lubił Jezusa i uważał go za swojego przyjaciela. Nie mógł jednak znieść ciągłego porównywania. Czy naprawdę wypadał tak blado na tle Galilejczyka? Przecież niemal na pewno był lepszy w dojeniu kóz na czas. Lepiej strzelał z procy. Lepiej grał na fujarce.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;No tak, ale nie to się dzisiaj liczy. Teraz kimś jest ten, kto uzdrowi większy tłum, kto stworzy z niczego więcej żarcia i powie mądrzejsze kazanie. Nie był zazdrosny, czuł raczej bunt wobec niesprawiedliwego losu. Losu, który uczynił go synem biednego pasterza, kazał pracować dzień w dzień w gospodarstwie po śmierci rodziciela i znosić humory matki i głupotę sióstr. Jego rozżalenie pogłębiły jeszcze bardziej wydarzenia tego dnia. Nie ma nawet prawa do chwili odpoczynku! Czy te kilkanaście godzin leżenia na posłaniu to tak wiele? Chyba nie. A i tę chwilę zatruła mu siostra swoją przeklętą gadaniną.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Łazarz poczuł, że jest bliski łez. Miał już dosyć. Miarka się przebrała, czara goryczy przepełniła a struna pękła. Koniec! Nie będzie już więcej znosił ciągłego upokorzenia i trudu. W nagłym przypływie rozgoryczenia podjął chyba pierwszą w życiu własną decyzję i umarł.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Przejście na łono Abrahama napełniło jego duszę błogim spokojem. Wędrując ciemnym tunelem ku światłu czuł coraz większą błogość. Znużenie, gniew i frustracja ustąpiły miejsca spokojowi i poczuciu głębokiego szczęścia. Nareszcie osiągnął to, czego pragnął! Wszelkie krzywdy poszły nagle w zapomnienie, przestał się przejmować tym, czy jakiś Boży syn jest w czymś od niego lepszy. Bo nawet jeśli jest, to co z tego? Im bliżej był światła, tym było mu lepiej. Pomyśleć, że wystarczyło umrzeć na głupie przeziębienie, by osiągnąć upragniony błogostan!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Był już tak blisko pełni szczęścia. Wyciągał właśnie dłoń ku białej światłości, gdy niespodziewanie, jakby gdzieś spod ziemi, usłyszał znienawidzone, wypowiadane znanym głosem słowa:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- Łazarzu, mówię ci, wstań!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2626832588366282996?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2626832588366282996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/azarzu-mowie-ci-wstan.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2626832588366282996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2626832588366282996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/azarzu-mowie-ci-wstan.html' title='Łazarz - historia prawdziwa'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SorASv15DHI/AAAAAAAABO0/KxZNsZrL3V4/s72-c/lazarus.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-2144218069362343327</id><published>2009-08-12T09:11:00.000-07:00</published><updated>2009-08-13T07:03:45.430-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heine'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ostatnie słowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='himmler'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osiecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='marks'/><title type='text'>I Ty, Brutusie, przeciw mnie</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5Ca%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} a:link, span.MsoHyperlink 	{color:blue; 	text-decoration:underline; 	text-underline:single;} a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed 	{color:purple; 	text-decoration:underline; 	text-underline:single;} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5Ca%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} a:link, span.MsoHyperlink 	{color:blue; 	text-decoration:underline; 	text-underline:single;} a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed 	{color:purple; 	text-decoration:underline; 	text-underline:single;} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;      &lt;p class="MsoNormal" style=""&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style=""&gt;Te słowa &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;Juliusza Cezara &lt;/font&gt;zna chyba każdy. Nic tak pięknie nie wieńczy życia jak udane ostatnie zdanie. Zastanawialiście się kiedyś, co powiecie, nim obleśny kościotrup z kosą wreszcie was dopadnie? Warto to przemyśleć, by potomni mieli co wpisywać do książek ze złotymi myślami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możliwości jest naprawdę wiele. Przedśmiertne popisy krasomówcze mogą przybierać rozmaite formy. I tak zdarzają się wzniosłe, pełne patosu, mądre, inteligentne, zabawne, śmieszne czy nawet zwyczajnie głupie. Możecie wręcz przebierać wśród rozmaitych pomysłów na pożegnanie ze światem. Aby nieco ułatwić wam to ważkie zadanie, podam kilka propozycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteście zapewne, moi drodzy, osobami mądrymi, a przynajmniej niegłupimi. Chcielibyście na koniec rzec coś ważnego, szczerego i odkrywczego, prawda? &lt;font style=""&gt; &lt;/font&gt;Nic prostszego, wystarczy brać przykład z innych. Taki na przykład &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;Heinrich Himmler&lt;/font&gt;. W życiu do niczego wielkiego może nie doszedł, ale ostatnie słowa (&lt;font style="font-style: italic;"&gt;„jestem Heinrich Himmler”&lt;/font&gt;) aż tchnęły prawdą i głębią. Może nawet to najprawdziwsze zdanie, jakie kiedykolwiek powiedział? Macie także szansę popisać się jak &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;André Chénier&lt;/font&gt; pod gilotyną, który pokazując na swą głowę rzekł: &lt;font style="font-style: italic;"&gt;„a przecież miałem tam coś!”&lt;/font&gt;. Nawet czasu użył dobrego.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style=""&gt;Tak, te słowa zasługują na podziw. Innym już nie poszło tak dobrze. &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;Kaligula&lt;/font&gt;, wypowiadając słynne &lt;font style="font-style: italic;"&gt;„żyję!”&lt;/font&gt; w momencie śmierci w najlepszym razie rozminął się z prawdą, podobnie jak &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;John Sedgwick&lt;/font&gt;,&lt;a href="http://pl.wikiquote.org/w/index.php?title=John_Sedgwick&amp;amp;action=edit&amp;amp;redlink=1" title="John Sedgwick (strona nie istnieje)"&gt;&lt;font style="text-decoration: none;" color="#000000"&gt;&lt;/font&gt;&lt;/a&gt; kapitan wojsk Unii w czasie amerykańskiej wojny secesyjnej. Jego czcze przechwałki (&lt;font style="font-style: italic;"&gt;„nie trafiliby w słonia z tej odleg...”&lt;/font&gt;) były zdecydowanie na wyrost. &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;Słowacki&lt;/font&gt; może i wielkim poetą był, ale również stanowczo nie docenił starej, poczciwej kostuchy (&lt;font style="font-style: italic;"&gt;„może to w tym położeniu śmierć mnie zastanie”&lt;/font&gt;). Tych panów nie naśladujcie.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style=""&gt;Niektórzy nawet w obliczu rychłego końca zgrywają twardzieli i robią dobrą minę do zdecydowanie złej gry. Mimo, że zgon to naprawdę kiepski czas na żarty, &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;Voltaire&lt;/font&gt; sobie na nie pozwolił.. Zapytany przez księdza, czy wyrzeka się szatana, odparł: &lt;font style="font-style: italic;"&gt;„spokojnie, dobry człowieku, to nie czas na robienie sobie wrogów”&lt;/font&gt;. Głupota, nie? A wroga i tak sobie zrobił – w osobie kapelana. Podobnie kpiarski ton przybrał &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;Heine&lt;/font&gt;, wypowiadając słynne &lt;font style="font-style: italic;"&gt;„Bóg mi wybaczy, to Jego fach”&lt;/font&gt;. Zapomniał chyba, że fachem pewnego rogatego, kosmatego osobnika jest smażenie takich cwaniaczków w ogniu piekielnym.&lt;/p&gt;      &lt;p class="MsoNormal" style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style=""&gt;Nie, zdecydowanie nie bierzcie z nich przykładu. Wiem, że &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;Karol Marks&lt;/font&gt; to może kiepski wzór do naśladowania, ale jego przedśmiertne wersy brzmią wcale niegłupio: &lt;font style="font-style: italic;"&gt;„ostatnie słowa są dla głupców, którzy nie powiedzieli wystarczająco wiele&lt;/font&gt;”. Tak, warto to przemyśleć. Jeśli jednak się z tym nie zgadzacie, jest jeszcze jedna propozycja – wymowne, idealnie oddające istotę rzeczy pożegnalne &lt;font style="font-style: italic;"&gt;„do dupy”&lt;/font&gt; &lt;font style="font-weight: bold;"&gt;Agnieszki Osieckiej&lt;/font&gt;.&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-2144218069362343327?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/2144218069362343327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/i-ty-brutusie-przeciw-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2144218069362343327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/2144218069362343327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/i-ty-brutusie-przeciw-mnie.html' title='I Ty, Brutusie, przeciw mnie'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5179937252021981646</id><published>2009-08-11T05:23:00.000-07:00</published><updated>2009-08-11T06:17:34.290-07:00</updated><title type='text'>W obronie czystego rozumu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SoFkD93wFBI/AAAAAAAABOk/FeL3FH0D7pA/s1600-h/kant.PNG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 148px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SoFkD93wFBI/AAAAAAAABOk/FeL3FH0D7pA/s200/kant.PNG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368682250113127442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Człowiek nie dający wiary paranaukowym bredniom nie ma w tym kraju łatwo. Szukając dziś rzetelnych informacji na temat OOBE (dla niezorientowanych: uczucie opuszczenia własnego działa i wejście w stan "duchowy", spowodowane pobudzeniem ciemieniowo-skroniowej części kory mózgowej) miałem ogromny problem. Ot, taka Wikipedia. Niemal cały tekst poświęcony temu zagadnieniu opiera się na ezoterycznym spojrzeniu na sprawę. Naukowemu wyjaśnieniu zjawiska autor przeznaczył dosłownie jeden akapit. Dowiemy się tutaj o  kilku ważnych eksperymentach, brak jednak szerszego ich wyjaśnienia. Jest to kompletną paranoją już choćby z racji tego, że te kilka zdań absolutnie podważa całą "magiczną" teorię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jest niestety wszędzie. Każda strona powiela niemal dosłownie fragment wikipedii, gdzieniegdzie tylko dodanych jest kilka nowych informacji. Wyszukiwarka wyświetla zaś całe mnóstwo forów poświęconych paranaukowemu spojrzeniu na sprawę, gdzie ludzie z zerowym wykształceniem mieszają w głowach łatwowiernym polskim internautom. Dziwi mnie przy tym, że na czołowym polskim portalu racjonalistycznym (www.racjonalista.pl) nie ma o sprawie niemal ani słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z literaturą  jest podobnie - dzieła naukowców zajmujących się kwestią OOBE (w tym Susan Blackmore, najważniejszego chyba badacza tego zjawiska) nie została wydana po polsku. Nikt też nie zajął się translacją sporego raportu na ten temat, który możecie znaleźć tu - http://www.brain.web-us.com/oobe/oobe.htm .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak się potem dziwić, że rzesza młodych ludzi daje wiarę bajkom o projekcjach astralnych, wychodzeniom dusz z ciał i innym? Wystarczyłby jeden choćby rzetelny, naukowy portal zajmujący się zagadnieniem, by zredukować liczbę nieuświadomionych.&lt;br /&gt;A tak niewielu "OOBE-maniaków" może się dowiedzieć, że efekt OOBE możne uzyskać bez problemu w laboratorium (eksperyment Ehrssona - www.racjonalista.pl/index.php/s,38/d,12/t,12558) lub przy pomocy ketaminy, morfiny, eteru, chloroformu i innych środków psychoaktywnych, co absolutnie podważa ich pozamaterialną proweniencję. Niewielu też wie, że historie o opisywaniu przez opuszczających ciało miejsc, w których nigdy nie byli, jest bzdurą. Osoby twierdzące, że tego doświadczyły, poddano badaniu. W żadnym z przypadków nie potwierdzono zajścia takiego zjawiska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, jestem naiwny. Można człowiekowi podetknąć pod nos rzetelne opracowania naukowe, a on i tak będzie wierzył w to, co wmawiają mu rozmaite wróżki, paranaukowcy pokroju Roberta Monroe'a i inni oszući. Takim jednak możemy już tylko współczuć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współczuć i robić wszystko, by rzucić trochę światła na tę ostoję ciemnogrodu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5179937252021981646?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5179937252021981646/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/w-obronie-czystego-rozumu.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5179937252021981646'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5179937252021981646'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/w-obronie-czystego-rozumu.html' title='W obronie czystego rozumu'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SoFkD93wFBI/AAAAAAAABOk/FeL3FH0D7pA/s72-c/kant.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7817272341132461065</id><published>2009-08-10T08:45:00.000-07:00</published><updated>2009-08-12T09:03:42.997-07:00</updated><title type='text'>Zerwane więzi</title><content type='html'>Niedziela, Ostróg na Wołyniu, tuż po Mszy w języku polskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodząc z kościoła słyszę nagle za sobą dwa słowa: "Chełm" i "Czarnieckiego" wypowiedziane z wyraźnym ukraińskim akcentem. Odwracam się - w końcu oba wyrazy są mi w jakiś sposób bliskie - i widzę staruszkę, zagadującą kobiety z naszej wycieczki. Wygląda na to, że te nie są w stanie jej pomóc, nie są stamtąd... Podchodzę  i mówię, że wiem, gdzie to jest. Przecież tam znajduje się moja szkoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się, że na tej właśnie ulicy mieszka jej koleżanka, jeszcze z lat szkolnych. Sprzed wojny. Ona sama jest Ukrainką, mieszkała w Ostrogu, ale zmieniła adres. Chciała, by poinformować znajomą o swojej przeprowadzce i poprosić ją, by napisała do niej. Na egzemplarzu "Wołania z Wołynia" pisze mi adres (którego nie jest pewna). Mówi, że będąc kiedyś w Chełmie nie potrafiła znaleźć tego miejsca.&lt;br /&gt;Nie do końca rozumiejąc, czemu sama nie napisze, biorę od niej wszystkie dane i obiecuję odnaleźć panią Jadwigę - bo tak ma na imię jej dawna towarzyszka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obietnicę realizuję od razu następnego dnia. Poszukiwana mieszka w bloku niedaleko liceum. Mieszkanie ma bardzo ładnie umeblowane. Sama wygląda jednak na ciężko chorą i słabą. Wysłuchuje mnie jednak z radością. Mówi, że pisała na stary adres, a nie uzyskawszy odpowiedzi zrezygnowała. Zapisuje więc nowy, chce do niej napisać raz jeszcze. Dziękuje mi. Wychodzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdzieliła je jedna wojna światowa, prawdopodobnie dwa systemy totalitarne, nienawiść dwóch narodów, polityka wielkich mocarstw, przesunięcie granic, niemal pół wieku władzy komunistycznej. I do tego rzecz tak trywialna, jak zmiana miejsca zamieszkania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wystarczył jeden przypadkowy człowiek i jeden dzień, by wszystko to naprawić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7817272341132461065?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7817272341132461065/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/niedziela-ostrog-na-woyniu-tuz-po-mszy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7817272341132461065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7817272341132461065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/niedziela-ostrog-na-woyniu-tuz-po-mszy.html' title='Zerwane więzi'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1137348785773265926</id><published>2009-08-07T12:01:00.000-07:00</published><updated>2009-08-07T12:53:47.847-07:00</updated><title type='text'>Zdziwaczenie</title><content type='html'>Czasami odnoszę silne wrażenie, że dobrze byłoby tak do reszty zdziwaczeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepiej z dnia na dzień. Na przykład: we wtorek być jeszcze kimś w miarę normalnym, a w środę już w normie absolutnie się nie mieścić. Albo zmienić się z trzydziestego pierwszego grudnia na pierwszego stycznia - przywitać nowy rok we wdzianku dziwaka. Jest to opcja idealna: metamorfoza trwająca dłużej mogłaby nie być niczym niestandardowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czym zaś miałoby polegać to przeobrażenie? No cóż, opcji jest wiele. Można na przykład zacząć ubierać się wyłącznie na zielono, nosić wielki cylinder, powtarzać "czy zanosi się na deszcz?" przy pięknej pogodzie i pisywać dziwaczne opowiadanka. Można też chodzić wyłącznie po krawężnikach, zbiegać po zjazdach dla wózków, zamiast po schodach, rozpoczynać rozmowy z zupełnie obcymi ludźmi i jeść zupę widelcem (lub kotlety łyżką). Tak, panuje tu duża dowolność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jaki by miało mieć to sens? W zasadzie żaden konkretny. Nie przyniesie to krociowych zysków, powodzenia u kobiet i szczęścia w kartach. Pomoże nam jedynie odciąć się od świata, patrzeć na wszystko z pewną dozą dystansu i śmiać się ze wszystkiego, co w innym przypadku było by straszne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepiej więc zacząć od jutra.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1137348785773265926?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1137348785773265926/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/zdziwaczenie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1137348785773265926'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1137348785773265926'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/zdziwaczenie.html' title='Zdziwaczenie'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-7754112239625485379</id><published>2009-08-01T10:03:00.000-07:00</published><updated>2009-08-11T05:56:27.051-07:00</updated><title type='text'>O ocenie Powstania Warszawskiego</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.olsztyn.com.pl/foto/news/2301/088973e73013b717b7ce993c8ce4a4bc_thumb.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 120px; height: 90px;" src="http://www.olsztyn.com.pl/foto/news/2301/088973e73013b717b7ce993c8ce4a4bc_thumb.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak to zawsze z okazji 1 sierpnia, nie ma chyba portalu, na którym nie pojawiłyby się specjalne, związane w nim zakładki tematyczne. Jedna z nich, znaleziona na Onecie, zaciekawiła mnie bardziej niż inne.&lt;br /&gt;Nie był to tekst historyka, wspomnienia uczestnika czy wypowiedź znanej osoby na ten temat (choć i takie się zdarzały). Nie, był to pewnego rodzaju zbiór opinii internautów o Powstaniu Warszawskim.&lt;br /&gt;Piszę o tym przede wszystkim ze względu na poruszone w poprzedniej notce zagadnienie - dziwnej potrzeby ludzi do posiadania zdania na każde zjawisko, idee i wydarzenie.&lt;br /&gt;I tak możemy dowiedzieć się, że powstanie zdecydowanie trzeba potępić - to "krwawy show", który niepotrzebnie pochłonął życie 200 tys. ofiar (wg. najnowszych badać maksymalnie 180, ale kto by patrzył na ostatnie dane?). Przywódcy to oczywiście idioci, ludzie, którzy rzucili do boju swych żołnierzy w walce o z góry przegraną sprawę.&lt;br /&gt;Zdarzają się też opinie odwrotne, określające ten zryw jako jedną z najpiękniejszych kart polskiej historii, obraz naszego bohaterstwa, patriotyzmu i waleczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasne, żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo do własnego zdania na temat tamtych wydarzeń. Nie widzę tu jednak związku między "prawem" a "sensem". Wątpię, by którykolwiek z wypowiadających się miał wystarczającą wiedzę historyczną, która pozwoliłaby mu na jednoznaczną ocenę. Jestem niemal pewien, że nikt nie wyrobił sobie opinii na podstawie wszystkich możliwych źródeł.&lt;br /&gt;Nawet jeśli było inaczej - tak naprawdę do dziś nie wiemy wielu rzeczy. Co myślał sobie gen. Bór, dając rozkaz do walki, jak ocenił szanse na powodzenie, czy spodziewał się tak dziwnej reakcji Sowietów? I co czuli mieszkańcy po pięciu latach łapanek, egzekucji, wywózek do obozów, Gestapo i zupełnego ograniczenia wolności? Wybuch takiego zrywu nie jest kwestią wyłącznie polityczno-historyczną, tak samo ważna jest też socjologia i psychologia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero w takim ujęciu można starać się o wydanie opinii na temat Powstania. Jest jednak niemal pewne, że nie będzie to, jak by chcieli niektórzy, ocena jednoznaczna.&lt;br /&gt;Świat na szczęście nie jest czarno-biały.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-7754112239625485379?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/7754112239625485379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/o-ocenie-powstania-warszawskiego.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7754112239625485379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/7754112239625485379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/08/o-ocenie-powstania-warszawskiego.html' title='O ocenie Powstania Warszawskiego'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5943019830625134139</id><published>2009-07-30T10:36:00.000-07:00</published><updated>2009-07-30T11:20:33.065-07:00</updated><title type='text'>Filip X</title><content type='html'>Obywatel Filip X, wiek: w normie, niekarany, niepijący, zdrowie psychiczne: w normie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U obywatela stwierdza się brak poglądów na niżej wymienione tematy:&lt;br /&gt;- eutanazja,&lt;br /&gt;- legalizacja "lekkich" narkotyków&lt;br /&gt;- aborcja w szczególnych wypadkach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potwierdza się jednocześnie, że dysponuje on wiedzą wystarczającą do określenia swojego stanowiska w wyżej wymienionych, kluczowych dla sprawy narodowej, zagadnieniach.&lt;br /&gt;Jako przyczynę niezdecydowania obywatel podaje:&lt;br /&gt;- fakt, że zjawiska bezpośrednio go nie dotyczą, co pociąga za sobą brak zainteresowania nimi.&lt;br /&gt;- uznanie dyskusji na tematy tak złożonej etyki za jałowe i zależące od punktu widzenia&lt;br /&gt;- pogląd, że nic nie jest ani jednoznacznie czarne, ani jednoznacznie białe i wszystko należy rozpatrywać w indywidualnych przypadkach&lt;br /&gt;- niechęć do wszelkich przejawów przywłaszczania sobie jedynej i słusznej racji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś pewnie powie: relatywizm moralny! Kto inny zaś: etyka jest tylko jedna! Trzecia osoba stwierdzi, że brak poglądów na tak ważne sprawy wynika z głupiego, nieświadomego podejścia do życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przecież sprawa jest oczywista. To jest złe/dobre [niepotrzebne skreślić], bo tak mówi taka a taka ideologia/religia/światopogląd/filozofia [niepotrzebne skreślić, albo zostawić wszystko na raz].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A on mówi tylko, że po prostu nie wie, co w tym wypadku jest dobre.&lt;br /&gt;I jako jedyny ma pewność, że to prawda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5943019830625134139?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5943019830625134139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/obywatel-filip-x-wiek-w-normie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5943019830625134139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5943019830625134139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/obywatel-filip-x-wiek-w-normie.html' title='Filip X'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-280531096340911475</id><published>2009-07-27T08:22:00.000-07:00</published><updated>2009-07-27T09:52:52.292-07:00</updated><title type='text'>Na dalekiej Ukrainie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sm3ICusqrRI/AAAAAAAABOU/Zp5lg_Q4mz0/s1600-h/_7265549.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sm3ICusqrRI/AAAAAAAABOU/Zp5lg_Q4mz0/s320/_7265549.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363162680488799506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ukraina to dziwny kraj.&lt;br /&gt;Jadąc wśród ogromnych, pustych przestrzeni ciężko sobie wyobrazić, że nie zawsze tak było. Jeszcze siedemdziesiąt lat temu wszędzie tam, gdzie dziś są tylko pola albo po prostu wielkie połacie nieużytków, znajdowały się polskie wsie. Teren zamieszkiwały tysiące ludzi różnych narodowości, i to nawet tak "egzotycznych", jak Holendrzy.&lt;br /&gt;Jedna z kobiet, opisując swój przejazd przez Wołyń w 1945 mówi o widokach, jakich nie zna nawet ze starotestamentowych opowieści o Sodomie i Gomorze. Wszędzie wokół spalone doszczętnie miejscowości, po których zostały jedynie osmalone kominy chat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kowel za to jest pusty na inny sposób. Choć trudno znaleźć tu choć odrobinę wolnej przestrzeni, czuje się tutaj silne wrażenie jakiegoś niebytu. Przejeżdżając przez ulice widzi się wokół obskurne, zaniedbane blokowiska. Miejscowy pałac kultury z nazwą nie ma nic wspólnego - nie dość, że to ohydny posowiecki moloch, to jeszcze ulokowano go na uprzednio wyburzonym przez buldożery kirkucie. Bardzo wymowne.&lt;br /&gt;Ciężko uwierzyć, że przed wojną miasto było pełne starych, ładnych kamienic. Tam, gdzie przed wojną stał duży, zbudowany w latach trzydziestych kościół, dziś znajduje się boisko. Kilka metrów za bramką pochowany jest proboszcz.&lt;br /&gt;Jedna z głównych ulic nosi imię Stepana Bandery. To chyba jeden z ostatnich krajów w Europie, w którym ten sposób czci się ludobójców. Zabawne, organizujemy mistrzostwa z państwem, które za bohatera uznaje człowieka odpowiedzialnego za śmierć 134 tysięcy Polaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prowincja za to jest już niemal egzotyczna. Malutkie, biedne wioseczki, obrazy przypominające polską wieś sprzed 30-40 lat. Nie da się ukryć, że jest to egzotyka absolutnie urzekająca. Dzieci prowadzące gęsi, stado krów idące środkiem ulicy - dla obserwatora z zewnątrz jest to coś nieopisanie pięknego. Ciężko jednak wyobrazić sobie, by jakikolwiek przybysz zechciał zamienić się z tymi, którzy są na ten świat skazani.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ukraina to naprawdę dziwny kraj. Dziwny, ale przy tym niesamowicie urzekający.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sm3HtYyqivI/AAAAAAAABOM/c1GU2EkEzNk/s1600-h/_7265552.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sm3HtYyqivI/AAAAAAAABOM/c1GU2EkEzNk/s320/_7265552.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363162313831123698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-280531096340911475?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/280531096340911475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/na-dalekiej-ukrainie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/280531096340911475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/280531096340911475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/na-dalekiej-ukrainie.html' title='Na dalekiej Ukrainie'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Sm3ICusqrRI/AAAAAAAABOU/Zp5lg_Q4mz0/s72-c/_7265549.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-99589579220825463</id><published>2009-07-24T04:59:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T05:51:03.505-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Smmt8GgLVvI/AAAAAAAABOE/n3UkTZOgGug/s1600-h/a.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 144px; height: 142px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Smmt8GgLVvI/AAAAAAAABOE/n3UkTZOgGug/s200/a.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362008079410616050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziadek Eutanazy wpatruje się bezmyślnie w trzeszczące płomienie w kominku. Na jego kolanach leży duża książka z naderwanymi stronami. Poczytałby ją może, tylko po co? Raz, że zna ją już niemal na pamięć, a dwa, że nie wierzy w ani jedno zawarte w niej słowo. Pewnie dlatego, że każde jest dla niego jedynie osłuchanym, wytartym sloganem, którego nijak nie da się urzeczywistnić. A kiedyś próbował!&lt;br /&gt;Czuje się pusty. Wie, że horyzont jest już bliski. Wie też, że może to przyspieszyć, po co się męczyć? Po drugiej stronie i tak nic nie ma. A po tej jest tylko kot, który jest tylko kotem, stara żona, będąca tylko starą żoną. Wyblakły ślad na ścianie po skrzyżowanych belkach i wiszącej na nich postaci jest już niemal niewidoczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Babcia Apostazja siedzi w kuchni. Nie chce widzieć upadającego coraz niżej męża. Niedbale miesza gotującą się w kotle zupę. W kieszeni swetra ciągle trzyma, jakby na pamiątkę, starusieńki obrazek z brodatym mężczyzną unoszącym prawą dłoń w geście... no właśnie, co to był za gest? Czasami babcia ma ochotę to sobie przypomnieć, zaraz jednak chowa kartonik z powrotem i dalej niedbale czeka na koniec.&lt;br /&gt;Ciężko im tak żyć ze świadomością, że to pierwszy i ostatni raz. Wypadałoby go dobrze wykorzystać - tylko jak? Trudno o to w starej chałupie, poza którą nie ma niczego prócz świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko kot jest w tym domu szczęśliwy. Niczego nigdy nie musiał się wyrzekać, niczego zmieniać. Myślenie o sprawach ostatecznych zawsze omijało go szerokim łukiem. Gdy tylko chciało  się zbliżyć, jeżył sierść i prychał, aż uciekło.Wystarczy mu ciepło pieca, ryba i miska wody. I wcale nie przeszkadza mu fakt, że ryby nikt nigdy nie rozmnożył, a woda zawsze była wodą i nigdy winem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-99589579220825463?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/99589579220825463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/dziadek-eutanazy-wpatruje-sie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/99589579220825463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/99589579220825463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/dziadek-eutanazy-wpatruje-sie.html' title=''/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/Smmt8GgLVvI/AAAAAAAABOE/n3UkTZOgGug/s72-c/a.png' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5702269206487874024</id><published>2009-07-11T08:54:00.000-07:00</published><updated>2009-07-11T12:57:03.565-07:00</updated><title type='text'>Była sobie niedziela</title><content type='html'>Niedziela 11 lipca 1943 roku w miejscowościach na Wołyniu zaczęła się prawdopodobnie tak, jak zwykle zaczynały się dni świąteczne. Ludzie ubierali się trochę ładniej niż zwykle i szli do kościołów. Ogromna większość z nich nigdy z nabożeństw nie wróciła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7 wołyńskich świątyń zostało otoczonych przez oddziały UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii). Zgromadzonych na nabożeństwie ludzi zaczęto rozstrzeliwać, zarąbywać siekierami, nadziewać na widły, mordować ciosami pałek, młotów rzeźnickich. Nie patrzono na wiek, płeć - liczyło się tylko to, że są Polakami. Księża ginęli przy ołtarzach. Niektórzy ludzie próbowali się bronić lub uciekać. W Ksieilinie kilkadziesiąt osób ewakuowało się do przyległych do kościoła  zabudowań klasztornych i broniło się skutecznie aż do wieczora, gdy napastnicy odeszli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego jednego jedynego dnia zaatakowanych zostało 80 wsi, w bestialski sposób zamordowano ponad 10 000 Polaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było to apogeum ukraińskich zbrodni na kresach Rzeczpospolitej. Od początku wojny do 1947 r. życie straciło 134 tysiące ludzi. Nie będę przedstawiał historii tych wydarzeń - wszystko można znaleźć w książkach i w Internecie. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na inny aspekt ludobójstwa wołyńskiego - na pamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj nasz kochany premier przebywał z wizytą na Ukrainie. Rozmowy dotyczyły zapewne zbliżającego się Euro 2012. I bardzo dobrze, to ważna rzecz. Jest za to czymś haniebnym, że jako przedstawiciel władz RP nie złożył wieńca na ani jednej z tysięcy mogił pomordowanych Polaków w przeddzień tak ważnej i tragicznej rocznicy. Ba, nie wspomniał o tym ani słowem.&lt;br /&gt;Jasne, że przyjaźń z sąsiednim narodem jest ważna, ale, na Boga, nie budujmy jej na zakłamywaniu i przemilczaniu historii. Podobnie zachował się przed rokiem jeszcze ukochańszy prezydent, który w 65 lat po 11 lipca nie raczył się stawić na jakichkolwiek uroczystościach z tej okazji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W taki sposób  zachowuje się polski Kościół. Jak dotąd żaden z kilkudziesięciu księży zabitych przez Ukraińców nie doczekał się żadnego wniosku o beatyfikację. A warto dodać, że kapłani ci ginęli śmiercią męczeńską, mordowani wyjątkowo brutalnie. Jednego z nich wrzucono do świńskiego koryta i przepiłowano na pół, innego żywcem obdarto ze skóry, jeszcze innemu wbijano w głowę gwoździe. Wielu było ostrzeganych o grożącym im niebezbieczeństwie, a mimo to nie uciekali - czy nie zasłużyli chociaz na upamiętnienie? A Polski Kościół potrawi widać tylko zabiegać o "rychłą beatyfikację sługi Bożego Jana Pawła". Brawo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt nie mówi o rozliczaniu win, obwinianiu narodu ukraińskiego i wysuwanie oskarżeń. Chodzi po prostu o prawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A my - pamiętajmy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5702269206487874024?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5702269206487874024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/bya-sobie-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5702269206487874024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5702269206487874024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/bya-sobie-niedziela.html' title='Była sobie niedziela'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-8691173762874395404</id><published>2009-07-10T03:58:00.000-07:00</published><updated>2009-07-10T05:53:40.709-07:00</updated><title type='text'>Upowietrzone szczyty piramid</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://justgrits.files.wordpress.com/2007/07/medical-symbol-12.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 250px; height: 250px;" src="http://justgrits.files.wordpress.com/2007/07/medical-symbol-12.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Moja czterodniowa przygoda ze szpitalem zaczęła się we wtorek rano. O godzinie dziewiątej czterdzieści pięć razem ze swoim Aniołem Stróżem przekroczyłem próg oddziału laryngologii. Anioł, jak zawsze, wzbudził niezdrowe zainteresowanie swą półprzezroczystą, szeleszczącą piórami osobą. Pacjenci w biało-niebieskich pasiakach odwracali się na jego widok i patrzyli się głupowato. Tylko salowe nie zwracały na to uwagi. One już niejedno widziały, i duchy, i anioły, a i diabła ta lub owa zobaczyła.&lt;br /&gt;Doktor M. miał gabinet na końcu korytarza. Zapukałem, uchyliłem drzwi. Badał jakieś bliźniaki, kazał chwilę poczekać. Po dziesięciu minutach dzieci wyszły, a my weszliśmy. M. w niczym lekarza nie przypominał. Przyjmował pacjentów w szarym mundurze bez dystynkcji, na oku nosił staroświecki monokl. Gdy podałem opis mej dolegliwości - bólu głowy, dokonał podstawowych badań nucąc "Walca nad pięknym, modrym Dunajem".&lt;br /&gt;- Ma pan krzywy nos - powiedział.&lt;br /&gt;- Wiem - odrzekłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stwierdził, że przyjmie mnie na parę dni na oddział, żeby przyspieszyć badania. Zlecił EEG, USG, tomografię i prześwietlenie zatok.&lt;br /&gt;Udaliśmy się do izby przyjęć. Za biurkiem siedziała pani o różnokolorowych oczach - jedno miała niebieskie, drugie zielone. Wyjęła pustą kartę i zaczęła spisywać moje dane.&lt;br /&gt;- Imię?&lt;br /&gt;- Mateusz.&lt;br /&gt;- Głupawe. Nazwisko?&lt;br /&gt;I tak dalej. Gdy jednak miała przejść do peselu, nagle powiedziała poirytowanym głosem:&lt;br /&gt;- Aaa, pieprzyć te bzdury. Ulubiony kolor?&lt;br /&gt;- Zielony.&lt;br /&gt;- Może być. Woli pan lody truskawkowe czy czekoladowe?&lt;br /&gt;Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo do pokoiku weszła salowa i zapytała:&lt;br /&gt;- Baśka, masz wypis tego Schulza?&lt;br /&gt;- Nie, on wychodzi za trzy dni.&lt;br /&gt;Gdy tamta wyszła, zapytałem:&lt;br /&gt;- Jakiego Schulza?&lt;br /&gt;- Brunona. Ten pisarz, kojarzy pan.&lt;br /&gt;- Tak, kojarzę, ale on nie żyje od czterdziestego drugiego.&lt;br /&gt;- A, to widać ktoś się pomylił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Badania rentgenowskie przeprowadza się w osobnym budynku. Wraz z Aniołem przebyliśmy konieczną odległość i zagłębiliśmy się w podziemne korytarze pracowni RTG. Kazano nam czekać przed gabinetem 101 im. George'a Orwella. Prócz nas siedziały tu trzy staruszki. Nie mając nic lepszego do roboty, przysłuchiwaliśmy się ich rozmowie:&lt;br /&gt;- Od złamań najlepsza jest Matka Boska z Lourdes - powiedziała pierwsza.&lt;br /&gt;- Bzdury pleciesz. Tamta jest od chorób serca. Na to poradzi Panienka z Medjugorie.&lt;br /&gt;- Obieście pomylone. Nikt tak dobrze nie pomaga na kości jak Matka Boska Ostrobramska.&lt;br /&gt;Widziałem, że mój Anioł mocno się irytuje. W końcu nie wytrzymał i wypalił:&lt;br /&gt;- Na złamania najlepszy jest ortopeda.&lt;br /&gt;Wszystkie trzy ochoczo przyznały mu rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prześwietlenie odbyło się bez ekscesów. Przyjemnie było słuchać, jak dwie głowy pani rentgenolog sprzeczają się co do szkodliwości promieniowania RTG. I to był tak zwany koniec na dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O dziesiątej w środę znów stawiliśmy się w szpitalu. Doktor M. znowu przyjmował parę bliźniąt. Przez szparę w niedomkniętych drzwiach wyłapałem  ich imiona: Szlomo i Berek, a także słowo "fenol". W końcu podbił pieczątkę, ja podpisałem zgodę i ruszyliśmy znowu do osobnego budynku.&lt;br /&gt;W poczekalni przed pracownią EEG czekał człowiek dziwny. Wyglądał na pozszywanego z różnych płatów skóry, z głowy zaś sterczały mu dwa bezpieczniki. Tajemnica wyjaśniła się, gdy z gabinetu wyczytano jego nazwisko:&lt;br /&gt;- Frankenstein?&lt;br /&gt;- Jestem.&lt;br /&gt;Podczas badania przylepiono mi do głowy elektrody i kazano to otwierać, to zamykać oczy. Od razu podano mi wynik badania: fale mózgowe w normie. Tak minął dzień i noc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień trzeci. Na dziesiątą tomografia. Kazano mi się stawić bez jedzenia i picia i tak też uczyniłem: nie miałem przy sobie ani grama czegokolwiek, co dałoby się zjeść lub wypić. Zostałem umieszczony w tunelu. Przed oczami obracał mi się jakiś punkcik. Nagle poczułem zapach szkolnej* ubikacji. Po badaniu pani wyjaśniła mi:&lt;br /&gt;- Tunel ma właściwości czasoprzestrzenne. Przeteleportował pański nos do toalety.&lt;br /&gt;Rzeczywiście, w lustrze dostrzegłem brak tego narządu. Anioł znalazł go w damskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatniego dnia zastaliśmy doktora M. w gabinecie zastawionym walizkami. Zapytany o przyczynę tego stanu, odparł:&lt;br /&gt;- Namierzyli mnie ci z Wiesenthala. Wyjeżdżam do Argentyny.&lt;br /&gt;Dał mi jeszcze tylko skierowanie na USG i wyszedł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na drzwiach gabinetu widniał napis: "pacjenci na badanie powinni stawić się z pęcherzykiem żółciowym w osobnej torebce". Bzdura, pomyślałem i wszedłem. Pani od razu opieprzyła mnie za brak pęcherzyka, ale zgodziła się na badanie mimo to. Przyłożyła mi do szyi coś mokrego i zimnego i delikatnie tym poruszała. Po chwili powiedziała bardzo ostrym tonem:&lt;br /&gt;- Koniec. Proszę natychmiast wyjść.&lt;br /&gt;Zapytana o przyczynę tak ostrej reakcji, opierała się odpowiedzi. W końcu jednak skapitulowała:&lt;br /&gt;- Nie ma pan tętnicy szyjnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Została mi jeszcze konsultacja z neurologiem. Ta (bo była to kobieta) po przejrzeniu wyników wszystkich badań, orzekła: upowietrzenie szczytów piramid. Powiedziała, że tego się nie leczy. Posmutniałem słysząc tę wieść, więc na pocieszenie przepisała mi antydepresant. Wychodząc z gabinetu zauważyłam na ścianie plakat: nerki nie rosną na drzewach, przedstawiający rozłożyste drzewo nerkowca objadanego przez dwa trolle.&lt;br /&gt;Opuściliśmy wraz z Aniołem budynek zajmowany przez neurologię i udaliśmy się w stronę laryngologii, aby dać się wypisać. Nagle naszą uwagę zwróciło jakieś zamieszanie przy jednej z ławek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazało się, że Richard Dawkins kręcił tam swój kolejny film o religii. W jego rozmówczyniach poznałem trzy panie spad pracowni RTG. Dyskutowali zajadle o zagadnieniu Boga. Rysiek pytał je o rzekome i nierzekome cuda, podając je co rusz w wątpliwość. Rozmowa szybko zeszła na tematy czysto medyczne, potem biologiczne, następnie chemiczne, aż w końcu sprzeczano się już o mechanikę kwantową. Babcie miały w tym zagadnieniu pojęcie tak szerokie, że znany badacz musiał skapitulować. Słyszałem, jak na odchodne rzucił do operatora kamery:&lt;br /&gt;- Skasuj to, bo będzie wstyd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wypis musiałem trochę poczekać. Obok mnie siedział Gajowy w zielonym kapeluszu z piórkiem. Oparłszy dubeltówkę o ścianę rozprawiał na tematy ufologiczno-erotyczne:&lt;br /&gt;- Podejrzewam, że gdyby taki kosmita zobaczyłby nasza kobietę, nie wiedziałby, co dalej począć.&lt;br /&gt;Anioł, zazwyczaj małomówny, znowu wypalił:&lt;br /&gt;- To, podejrzewam, zupełnie jak pan.&lt;br /&gt;A po cichu rzekł do mnie:&lt;br /&gt;- Stary, pieprzony erotoman. Jak ja takich nie znoszę.&lt;br /&gt;Po chwili miałem już wypis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodząc natknąłem się na człowieka w wieku lat około pięćdziesięciu. Zakręciło mu się w głowie i omal się nie potknął, pomogłem mu jednak zachować równowagę i razem z Aniołem usadziliśmy go na ławeczce przed szpitalem.&lt;br /&gt;- Wszystko przez ten postrzał w głowę - powiedział, jakby się usprawiedliwiając - Od czterdziestego drugiego się z tego nie mogę wyleczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* - lub też szpitalnej&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-8691173762874395404?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/8691173762874395404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/upowietrzone-szczyty-piramid.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8691173762874395404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8691173762874395404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/upowietrzone-szczyty-piramid.html' title='Upowietrzone szczyty piramid'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-1153368509715531065</id><published>2009-07-06T09:28:00.000-07:00</published><updated>2009-07-06T10:53:23.767-07:00</updated><title type='text'>Dziennik z podróży I - Grecja</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlIoFrX-iwI/AAAAAAAABN8/6nq41hKuQVo/s1600-h/DSC01701.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlIoFrX-iwI/AAAAAAAABN8/6nq41hKuQVo/s320/DSC01701.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355386984904690434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Podróż do Grecji miałem opisać już dawno, dopiero teraz jednak jestem w stanie to zrobić. Teraz, gdy już opadły wszelkie negatywne emocje z nią związane, a pamięć przecedziła nieco wspomnienia i zostawiła tylko te lepsze. Trudno jakoś byłoby mi pisać, pamiętając niemal wyłącznie o potwornym upale, bólu głowy i ludziach, z którymi jakoś trudno było się dogadać ;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcie powyżej przedstawia masyw Olimpu o zachodzie słońca. Taki oto widok rozpościerał się z miejscowości, w której się rozlokowaliśmy - Riwiery Olimpijskiej. Widok piękny, fotografia nie oddaje do końca jego uroku.  Była to jednak jedna z nielicznych rzeczy, która zrobiła tam na mnie pozytywne wrażenie.&lt;br /&gt;Miasteczko leżało nad samym brzegiem Morza Egejskiego, na północnym-wschodzie kraju. Cechą, która pierwsza rzucała się w oczy, była architektura i układ ulic. Nudna architektura i takoż nudny układ. Wszystkie budynki wyglądały tak samo - prostopadłościenne, jasne, kilkupiętrowe klocki z okalającymi je balkonami. Na każdym dachu krytym czerwoną dachówką - baterie słoneczne. Wszystkie zaś uliczki przecinały się pod kątem prostym. Każdy miłośnik łuków, małych alejek i placyków byłby zawiedziony - wszystko wybudowano pod linijkę. Przypomina to raczej kartkę w kratkę niż miasteczko. Stąd wrażenie niesamowitej sztuczności, tak jakbym znalazł się w wiosce potiomkinowskiej, a nie w prawdziwym, żyjącym miasteczku. Piękna była tu jednak jeszcze jedna rzecz - zapach. Na ogrodzeniu wszystkich domów ulokowano całe skrzynki kwiatów - pelargonii, wiciokrzewów i innych, nie znanych mi gatunków. Wszędzie czuć było ich odurzającą woń.&lt;br /&gt;Morze - ciepłe, lecz nieporównywalnie brzydsze niż Bałtyk (wiem, że estetyka morza to rzecz względna, ale to tylko moja opinia). A wschód słońca nad nim był w najlepszym razie średni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlIoAR_jTsI/AAAAAAAABN0/xaqdoeRGT4A/s1600-h/areopag.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlIoAR_jTsI/AAAAAAAABN0/xaqdoeRGT4A/s320/areopag.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355386892192009922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To zaś już Ateny, a dokładniej - Areopag. Gdzieś tutaj sądzili Sokratesa. Ze wzgórza oglądaliśmy miasto tuż po wschodzie słońca (aby dotrzeć tu nad ranem, z Riwiery wyjechaliśmy o północy). Widok wspaniały. Stolica Grecji jest ślicznie położona, co zresztą widać. Tutaj też jednak architektura nie jest zbyt różnorodna - biel ścian i czerwień dachów aż po horyzont, brak wieżowców.&lt;br /&gt;Akropol, znajdujący się nieopodal, z daleka wygląda niesamowicie. Gdy jednak zobaczy się z bliska Partenon i figury Kariatyd, czar pryska. W podręczniku wyglądało to jakoś efektowniej. Może to wina upału - ponad trzydzieści stopni. Sprawia on, że nie myśli się o niczym prócz wody i cieniu.&lt;br /&gt;Po zejściu ze wzgórz i "zanurzeniu" się w ulice miasto też nie zachwyca. Efektowne są jednak bugenwille rosnące na domach. Roślina ta, kwitnąca na fioletowo, pokrywa niemal całą fasadę niczym bluszcz. Ciekawie wyglądają też drzewa judaszowca, których kwiaty mają kolor niebieski, czego raczej w Polsce się nie spotyka. Ponoć właśnie na takim drzewie powiesił się Judasz.&lt;br /&gt;Jeśli zaś chodzi o architekturę, zachwycił mnie tylko jeden budyneczek. Była to malutka cerkiewka, stojąca pośrodku placu. Otoczona znacznie od niej wyższymi współczesnymi budowlami, sprawiała wrażenie zupełnie wyrwanej z kontekstu. Efekt ten pogłębiało jej ciche wnętrze, pozwalające zupełnie zapomnieć o hałaśliwych i upalnych Atenach na zewnątrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlIn59TyHCI/AAAAAAAABNs/gkEGcBERgMU/s1600-h/termopile.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlIn59TyHCI/AAAAAAAABNs/gkEGcBERgMU/s320/termopile.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355386783560506402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak, to jest dokładnie to, co myślicie. Autostrada, jedna z wielu w Grecji. W tle jakieś góry. Domyślilibyście się, że to właśnie są te słynne Termopile? Po wąwozie zostało tylko to pasmo górskie w tle, za mną było już płasko - efekt działalności pobliskiego morza. Dziś, oprócz szosy, jest tam jeszcze spiżowy pomnik spartańskiego wojownika, a gdzieś tam z przodu, wśród skał znajduje się grób. Według badań jest to najprawdopodobniej miejsce, gdzie leży król Leonidas i jego trzystu dzielnych żołnierzy. Historia tej bitwy od dziecka robiła na mnie ogromne wrażenie. Poczułem się więc trochę tak, jakbym na Grunwaldzie zastał hipermarket.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlInwKOOLDI/AAAAAAAABNk/ML2mj0bvvts/s1600-h/meteora.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlInwKOOLDI/AAAAAAAABNk/ML2mj0bvvts/s320/meteora.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355386615228148786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ten piękny widok rozpościera się z monastyru Rusanu (św. Barbary). Należy on do słynnych greckich meteorów, klasztorów wzniesionych w XVI w. na wysokich, stojących samotnie skałach. My odwiedziliśmy dwa - ten, a także największy, pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego z piękną kaplicą pokrytą średniowiecznymi freskami. Wszędzie czuło się tu niesamowitą mistykę. Wyobrażenie mnichów, żyjących tutaj przed wiekami, niemal odciętych od świata zewnętrznego było czymś nieopisanym. Tak samo zresztą jak krajobrazy widziane z punktów widokowych. Podobnie jednak jak w Atenach, tutaj także dawał się we znaki niemiłosierny upał - niemal 40 stopni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlInp5uEvQI/AAAAAAAABNc/5jKCKhTCiyo/s1600-h/DSC01961.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlInp5uEvQI/AAAAAAAABNc/5jKCKhTCiyo/s320/DSC01961.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355386507719130370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ładne, prawda? Widzicie tu jeden z wielu domków wioski Neos  Pandeleimonas, która zachowała się w niezmienionej formie ponad osiemset lat. Muszę przyznać, że to ona zrobiła na mnie największe wrażenie podczas całej podróży. Ulokowana na górskim zboczu, nad jedną z zatok Morza Egejskiego była czymś epicko pięknym. Pełna takich jak ten ślicznych budynków, z wąskimi, pokrytymi brukiem uliczkami robiła ogromne wrażenie.&lt;br /&gt;Szczególnie urodziwy był centralny placyk. Ocieniony niemal zupełnie rosnącymi wokół drzewami, z cerkiewką stojąca pośrodku. Czuło się tu niepowtarzalny urok i klimat. Jeśli będę kiedyś obrzydliwie bogaty, na starość pocztówki do mnie będziecie adresować właśnie na Neos Pandaleimonas ;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natknąłem się jeszcze na kilka pięknych miejsc. Dolina Tembi, wąwóz Mavrólongos u stóp Olimpu były naprawdę śliczne. Ciągle jednak towarzyszyło mi wrażenie, że Grecja bez tych kilku efektownych atrakcji już taka piękna by nie była. Może to kwestia zasklepienia i zaściankowości, może jakiegoś nacjonalizmu - ale naprawdę wolę Polskę.&lt;br /&gt;I nie sądzę, abym odwiedził Helladę szybciej niż za kilkanaście lat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-1153368509715531065?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/1153368509715531065/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/dziennik-z-podrozy-i-grecja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1153368509715531065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/1153368509715531065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/07/dziennik-z-podrozy-i-grecja.html' title='Dziennik z podróży I - Grecja'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_6lNGiNdLwdI/SlIoFrX-iwI/AAAAAAAABN8/6nq41hKuQVo/s72-c/DSC01701.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-5283946596881365509</id><published>2009-06-29T12:38:00.001-07:00</published><updated>2009-07-03T02:11:10.904-07:00</updated><title type='text'>"Jest sobie strona..." epizod II</title><content type='html'>Na wstępie odniosę się do wstępu z noty poprzedniej - w zasadzie tu też powinien znaleźć się  ten sam. Dziś znowu o głupocie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest sobie bowiem strona -&lt;br /&gt;&lt;pre class="text-plain"&gt;&lt;a href="http://tnij.org/dp8n"&gt;http://tnij.org/dp8n&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/pre&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt; zawierająca niezmiernie ciekawy artykuł. Ostatnio był on przedmiotem zaciekłej dyskusji mailowej między członkami REFA, czym wzbudził moje zainteresowanie.&lt;br /&gt;Artykuł, autorstwa pana, który w Małym Gościu Niedzielnym pisuje o obrazach, dotyczy ekologii. W zasadzie można powiedzieć - autor chciał, by jej dotyczył. Nie za bardzo mu to bowiem wyszło. Ale po kolei.&lt;br /&gt;Zaczyna się on od głupawego żartu. Takiego z serii tych śmiesznych i inteligentnych (jak zresztą cały tekst, ale cii, bez spoilerów). Ma chyba na celu zdyskredytować, ośmieszyć tych, co to spychają wieloryby do morza. No tak, przecież ludzie chcący uratować zdychającego na plaży walenia to po prostu banda oszołomów, tak. Nie ma się czemu dziwić, że pan Autor chciał ukazać nam ich w krzywym zwierciadle!&lt;br /&gt;Ale jest się czemu dziwić nieco dalej. Otóż okazuje się, że kolejna banda oszołomów stwierdziła, że bez owadów życie na ziemi nie wytrzymałoby pięciu lat. Ale głupota, nie? Jasne jest, że pszczoły, trzmiele i mrówki nie są nam do niczego potrzebne. Tylko gryzą. I bzyczą. Po co to całe tałatajstwo? Pan Autor i bez nich zapyli wszystkie kwiatki w okolicy. I nie tylko kwiatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem ten zacny i mądry człowiek wyraża swą zacną i, uwaga - niespodzianka! - mądrą opinię na temat praw zwierząt. Zaraz, jakich praw? Prawa to mają ludzie! Jeśli im się chce, to mogą zwierzaka potraktować po ludzku. Na przykład na zasadzie: nie zabiłem, choć mogłem! Z tym, że jeśli im się nie chce, to nie muszą. Ich rzecz. Ale nie! Linijkę niżej nasz bohater przyznaje jednak łaskawie naszym Braciom Mniejszym prawa: do bycia smacznymi. I ładnego wyglądania. Na jakiejś pani na przykład, pod postacią futra. Święty człowiek, mówię Wam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Autor stwierdza też, bardzo słusznie, że ci ekolodzy to bezbożnicy. Prawda! Ktoś, kto ratuje jakiś głupawy zagrożony gatunek, to Boga w sercu nie ma! Gdyby miał, poszedłby do kościoła. Albo poczytał Gościa Niedzielnego. Choćby po to, żeby się dowiedzieć, że źle robi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej dowiadujemy się rzeczy jeszcze ciekawszej. Oto bowiem nadanie praw zwierzętom prowadzi, uwaga, złapcie się mocno krzeseł, skropcie monitor woda święconą - do zezwierzęcenia człowieka! Ha, wiedzieliście, że taki ekolog to tylko "wymachuje tym i owym" na paradach?  Jak zauważycie państwa Gucwińskich na love parade to się nie dziwcie. Tylko się maskują, to zwyrodniali zboczeńcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i co, moi drodzy? Myśleliście, że taki Zielony to poczciwiec, który chce tylko zachować dziedzictwo naturalne dla przyszłych pokoleń? O naiwni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie żyć w kraju, w którym dziennikarze piszą tylko o rzeczach, o których mają pojęcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;pre class="text-plain"&gt;&lt;/pre&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;pre class="text-plain"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/pre&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-5283946596881365509?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/5283946596881365509/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/06/jest-sobie-strona-epizod-ii.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5283946596881365509'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/5283946596881365509'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/06/jest-sobie-strona-epizod-ii.html' title='&quot;Jest sobie strona...&quot; epizod II'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-8801200100007081102</id><published>2009-06-25T11:33:00.000-07:00</published><updated>2009-06-26T08:46:40.024-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cebularz szczeciński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='żydzi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metaferejn'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='głupota'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawica skrajna'/><title type='text'>O Żydach, patriotach i kodeksie karnym</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Mam czasami taki miły nastrój. Wydaje mi się wtedy, że głupota ludzka doszła już do swoich granic i dalej już nie zajdzie. Towarzyszy mi wtedy przyjemnie przeświadczenie, że nic już mnie nie zaskoczy, że teraz będę widywał rzeczy na poziomie, do którego się w końcu przyzwyczaję, ale nie będę musiał patrzeć już na nic głupszego.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;I zawsze wtedy pojawia się coś, co tę granicę przekracza w sposób brutalny.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Dziś dane mi było ujrzeć coś, co poziomem kretynizmu prześciga nawet fotoblogi niektórych nastolatek. Przerażające jest to, że autorem tej głupoty są ludzie dorośli i wykształceni.&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest sobie taka strona, polonica.net. Strona naprawdę niezwykła. Stanowi witrynę jakiegoś tam towarzystwa "patriotycznego". O ile sam patriotyzm jest czymś pozytywnym, to jego wersja prezentowana tutaj to twór chory.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Na początek kilka rzeczy, które głoszą nasi patrioci. Na razie te, które jeszcze niczym złym raczej nie są :&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Jedyna drogą właściwą dla Polski i Polaków jest droga wiary katolickiej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Zgoda, człowiek wierzący ma pełne prawo tak twierdzić. Tak, jak niewierzący ma prawo myśleć inaczej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Ojczyzna jest rzeczą świętą, a każdy Polak ma obowiązek jej bronić.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;Tak, tu też nie ma nic zdrożnego.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;- Aborcja i eutanazja powinna być surowo zakazana.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Popieram, choć kara śmierci za aborcje to lekka przesada, nieprawdaż?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;I w zasadzie na tym kończą się rzeczy, co do których można nie mieć zastrzeżeń. Zaczyna się zaś długa lista pomysłów tak głupich i absurdalnych, że momentami ma się ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami. A można tylko zamknąć stronę! Oto niektóre z nich:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Żydzi są źli i odpowiadają za wszelkie zło w kraju. &lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;Fajnie, ale dlaczego nie Ukraińcy, Słowacy czy Czuchońcy, hmm?&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;W Polsce nie ma wolnych mediów.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Wiedzieliście, że nawet niewinne z pozoru &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;"&lt;/i&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Życie Warszawy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt; &lt;/i&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;to pion żydomasońskiej propagandy? Nigdy więcej nie tknę tego szmatławca!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;- Wikipedię ufundował Izrael.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Wreszcie wiem, komu dziękować.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;- Warner, tu cytuję: "wprowadził na rynek quasi-muzykę “gangsta rap”, która promuje przemoc przeciwko białym ( “kill whitey”) i traktowanie białych dziewczyn jak dziwki i szmaty a murzynów jako wzór siły i męskości"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;A ja i bez rapu uważam Mandelę za wzór. Nie tylko siły i męskości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;- Disney sponsoruje zbrodnie Izraela w Libanie.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;Kubuś Puchatek podjada miód libańskim dzieciom? Nieładnie, Puchatku!&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;- Coca cola też.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Czy trzeba jeszcze argumentów na to, że pepsi jest lepsze?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;- I Danone.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Ciekawe, czy robią też jogurty z krwi chrześcijańskich niemowląt?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;- Ukraińcy, oddajcie nam Lwów!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;To my oddajmy Wrocław, co?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;Tak, to może wydawać się śmieszne. Ale przestaje, gdy widzi się obok napisy wzywające do uchwalenia kary śmierci dla "morderców, zbrodniarzy, pedofilów, aborcjonistów, zwyrodnialców, zdrajców, żydokomunistów". I jeszcze cyklistów, brydżystów i kolejarzy może od razu?&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Ostatni punkt tej wyliczanki podpada jak ulał pod art. 119 Kodeksu Karnego:&lt;/span&gt; &lt;p style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Art. 119. § 1.kk&lt;/b&gt; Kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;§ 2&lt;/span&gt;. Tej samej karze podlega, kto publicznie nawołuje do popełnienia przestępstwa określonego w § 1.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;I teraz już nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-8801200100007081102?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/8801200100007081102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/06/o-zydach-patriotach-i-kodeksie-karnym.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8801200100007081102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/8801200100007081102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/06/o-zydach-patriotach-i-kodeksie-karnym.html' title='O Żydach, patriotach i kodeksie karnym'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-4769605066390163943</id><published>2009-06-25T06:04:00.000-07:00</published><updated>2009-06-25T08:53:53.874-07:00</updated><title type='text'>Czytanie z monitora</title><content type='html'>Nigdy tego nie lubiłem. Oczy bolały mnie już po kilku stronach tekstu na monitorze. Fe, paskudztwo. I do tego nie czuć zapachu papieru, i do tego nie ma się tego ciężaru w dłoni, i do tego nie przewraca się stron.  I, co najgorsze - potem nie wygląda toto ładnie na półce.&lt;br /&gt;A jednak się przekonałem. Bo nie kosztuje czterech czy ilu tam dych i nie trzeba nawet iść do księgarni. A co się przeczyta, to i tak nasze. Poza tym - e-booka można przekonwertować na txt i wrzucić do odtwarzacza. I jest ten ciężar w dłoni :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, i dwa ciekawe linki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.polonica.net/Zapiski_oficera_Armii_Czerwonej.htm - bardzo ciekawe i ironiczne zapiski oficera Armii Czerwonej. Prześmieszne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://weryfikatorium.pl/viewtopic.php?t=5151- książki Gaimana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam serdecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym wypada jeszcze pogratulować panom z HPY wczorajszego koncertu. Imponujące, i oby gdzieś niedługo udało się to powtórzyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-4769605066390163943?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/4769605066390163943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/06/czytanie-z-monitora.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4769605066390163943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4769605066390163943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/06/czytanie-z-monitora.html' title='Czytanie z monitora'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7693593522401248832.post-4702147685441006321</id><published>2009-06-23T06:09:00.000-07:00</published><updated>2009-06-23T06:29:50.835-07:00</updated><title type='text'>Od nowa po raz czwarty... Sprzedane!</title><content type='html'>Tak, wiem, co powiecie. Że to nie ma sensu. Że to już wtóry (tak, czwarty) raz. Że to tylko strata czasu. A, no, racja.&lt;br /&gt;Wszystko to racja, ale jest jeden jedyny argument, który sprawia, że i tak to robię. Nudzi mi się trochę. Wystarczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co by nie zaczynać samym początkiem, bo to źle wróży na przyszłość, wypadałoby napisać coś sensownego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z racji tej samej nudy, która zmusiła mnie teraz do założenia tego, pożal się Boże, bloga, parę tygodni temu sięgnąłem do opowiadań Bułhakowa. W zasadzie spodziewałem się tekstów o cierpieniach narodu rosyjskiego, tragedii ichniej inteligencji, bla bla bla ("Biała Gwardia"). A tu proszę, niespodzianka. Przeszczepianie psom przysadek mózgowych ludzi ("Psie Serce"), atak krwiożerczych węży na Moskwę ("Fatalne jaja") i inne tego typu wydarzenia. W zasadzie mogłem się tego spodziewać po kimś, kto wymyślił postać wielkiego czarnego kota częstującego damy spirytusem ("Mistrz i Małgorzata"), ale jakoś i tak było to niemałe zaskoczenie.&lt;br /&gt;A prócz niesamowitej fabuły opowiadania te są jeszcze ciekawe, świetnie napisane i nawet z jakąś puentą. W zasadzie od bardzo dawna niczego tak dobrze się nie czytało.&lt;br /&gt;I nawet strasznie chaotyczna historia o nieszczęsnym urzędniku, zmagającego się z niespodziewaną inwazją sklonowanego, podłego szefa ("Diaboliada") wywarła na mnie silne wrażenie.&lt;br /&gt;Więcej nic mówić nie będę. Jesli zatem literatura rosysjka kojarzy Wam się z nadmiarem patosu i nudą, to... dobrze się Wam kojarzy. Ale Bułhakow to piekny wyjątek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7693593522401248832-4702147685441006321?l=metaferejn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://metaferejn.blogspot.com/feeds/4702147685441006321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/06/od-nowa-po-raz-czwarty-sprzedane.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4702147685441006321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7693593522401248832/posts/default/4702147685441006321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://metaferejn.blogspot.com/2009/06/od-nowa-po-raz-czwarty-sprzedane.html' title='Od nowa po raz czwarty... Sprzedane!'/><author><name>Metaferejn</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15703990400133061694</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
